Marcin Kędryna

Spin doktorant. Keine Grenzen

Spin doktorant. Keine Grenzen
Marcin Kędryna

Parę dni temu wieźliśmy psa do doktora. Tym razem doktor nie był zajmującym się porządkiem świata właścicielem kliniki, tylko pracownikiem. Ukraińcem, który przyjechał przed laty ze stolicy jednego z odrywanych przez Rosję obwodów wschodniej Ukrainy.

Doktor Mikołaj mówi do zwierząt: dziecko. Mówi z akcentem identycznym jak mój świętej pamięci dziadek Machl. Dziadka mojego pewnie nie wszyscy znają. Mój świętej pamięci dziadek Machl mówił z identycznym akcentem jak jego świętej pamięci kolega Zin. Wypieram myśl, że istnieją ludzie, którzy nie wiedzą, kim był profesor Zin i z jakim akcentem mówił. Wypieram i już. Takie moje dziaderskie prawo.

Dr Mikołaj, a właściwie: Mykoła, nie prowadzi monologów geopolitycznych (takich jak jego szef). Koncentruje się raczej na temacie zdrowia zwierząt. A naprawdę się zna na rzeczy. Ukraińska weterynaria jest na wysokim poziomie. Ale nie o tym.

Parę dni temu. Więcej właściwie niż parę dni temu to było. Między Ołobokiem a Lubogórą (miejscowości w świebodzińskim powiecie; w Lubogórze, w 1981 roku, był chyba największy strajk pracowników PGR, może ktoś słyszał) minęliśmy kilka radiowozów i volvo V70. Radiowozy były trzy. Dwa normalne, jeden cywilny. Stała też laweta. Ale nie był to wypadek.

Policja nie informowała o sprawie. Dopiero po kilku dniach się okazało, że w volvo 21-letni Polak przewoził do Niemiec czterech Syryjczyków. Syryjczyków, którym wcześniej pomógł przekroczyć granicę. 21-latka sąd aresztował, Syryjczyków przejęła Straż Graniczna.

Wygląda na to, że i tak by do niej trafili, bo Niemcy zajmują się wyłapywaniem nielegalnych migrantów i wysyłaniem ich do Polski. Wysłali dwustu. Z pięciuset, których planują do nas wyrzucić w tym roku. Fascynujące jest, że przeciwko tym readmisjom nie protestują ani nasi aktywiści, ani ich niemieccy koledzy. Zwłaszcza ci, którzy parę miesięcy temu z takim zaangażowaniem w kierunku polskich policjantów miotali kamienie pod ośrodkiem Straży Granicznej w Krośnie Odrzańskim.

W zeszłą niedzielę, chyba w „Woronicza 17”, poseł, przepraszam posłanka dwojga imion Żukowska, wyrażała obrzydzenie ideą (i realizacją) budowy zapory na granicy z obwodem kaliningradzkim. Ciśnięta przez Rachonia, opowiadała, że nielegalnie przekraczający granicę powinni być wyłapywani i doprowadzani na przejścia graniczne. „Bo przecież nie do lasu”. A na przejściach powinna być przeprowadzana normalna, przewidziana prawem procedura. Czyli co? Postawienie zarzutów?

„Kryzys na granicy” trwa już prawie dwa lata. Naprawdę wielką się trzeba wykazywać odpornością na rzeczywistość, żeby nie zrozumieć, że w całej sprawie chodzi o destabilizację wewnętrzną Unii Europejskiej i frontowych członków NATO. Odpornością się trzeba wykazywać na miarę papieża Franciszka. Ale to inna opowieść z tego samego zbioru bajek.

Są więc wciąż ludzie, którzy przemycają migrantów z powodów biznesowych, są ludzie, którzy przemycają migrantów z powodów ideologicznych. Migranci trafiają do Niemiec, tam wyłapują ich Niemcy, odsyłają do Polski, w Polsce ci migranci czekają na deportację. Dokądś, bo nie na Białoruś, z której przyszli. Czekają w ośrodkach, pod którymi protestują ci, którzy chcą, by ich wypuścić i pozwolić im dojechać do Niemiec, w których to Niemczech znowu by byli złapani i deportowani do Polski. Usłyszałem kiedyś na pewnym dotyczącym specjalnych spraw sympozjum, że na odcinku polskim, do robienia sieczki w głowach za pomocą społecznościowych mediów rosyjskie służby zatrudniają raptem tuzin funkcjonariuszy i że nie muszą się oni specjalnie przepracowywać. Cytując klasyka, przepraszam klasyczkę - taki mamy klimat.

W każdym razie pies się ma całkiem dobrze. I jest to również zasługa pracujących w lecznicy, w pełnym tego w międzynarodowym prawie znaczeniu, uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy.

Marcin Kędryna

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.