Spin doktorant. Gadżety

Czytaj dalej
Marcin Kędryna

Spin doktorant. Gadżety

Marcin Kędryna

Świebodzin, bardzo porządne miasto. Znane z „Ogniem i mieczem”, później z największej na świecie figury Chrystusa. Teraz będzie znane z wdrożenia nowoczesnej technologii otwierania śmietników.

Kilka dni temu gmina Świebodzin podpisała wartą ponad trzynaście milionów umowę na wykonanie inteligentnego systemu segregacji odpadów. Jak napisał na facebooku burmistrz Tomasz Sielicki: „Dzięki tej inwestycji mieszkańcy bloków na Żaków oraz spora cześć mieszkańców Osiedla Widok zyska dostęp do nowoczesnej technologii segregacji śmieci i inteligentnych obudów na kosze. System automatycznie otworzy klapę od właściwej frakcji, zważy odpady i przypisze je do konkretnego lokalu, będzie również monitorował najbliższą okolicę.”

Czyli tak: mieszkaniec świebodzińskich osiedli dostanie worek z jakimś kodem. Znaczy kilka worków. Różnych na różne frakcje. No i jak będzie szedł wyrzucić śmieci, to śmietnik się otworzy po zeskanowaniu kodu. Odpowiedni śmietnik. Czyli jeżeli worek będzie na szkło, to się otworzy śmietnik na szkło. Jeżeli plastik-metal, to się otworzy plastik-metal. A wszystko za jedyne trzynaście baniek. Z hakiem.

Lubię gadżety. Przez lata wydawałem na nie krocie. Nie jest to, w moim przypadku, klasyczny rodzaj gadżeciarstwa. Ten, który od dotkniętego nim człowieka wymaga jazdy do Niemiec, by przez noc w kolejce czekać na otwarcie Apple Store, w którym wcześniej niż w Polsce można zdobyć najnowszego iPhone. Mnie dotknęło inaczej. Kupuję niepotrzebne rzeczy, które fascynują mnie myślą inżynierską twórców. Mam na przykład kolekcję starych komputerów z Cupertino. Działających, bądź mniej. Najstarszym jest Quadra 650. Działająca, choć jedynym co nadaje sens jej uruchamianiu jest ciekawostka, że twórcy systemu operacyjnego założyli, że świat (z Quadry 650 punktu widzenia) skończy się przed 1 stycznia 2020 roku.

Później już nic nie będzie, więc na 31 grudnia 2019 kończy się systemowy kalendarz. Miałem kolekcję samochodów marki BMW. W tym model z dwunastocylindrowym, pięciolitrowym silnikiem. Wybitne dzieło niemieckiej inżynierii końca lat osiemdziesiątych. Dwie rzędowe szóstki połączono w V12, z dwoma pompami paliwa, dwoma komputerami sterującymi, dwoma przepustnicami. Niestety coś się popsuło i silnik pracował w trybie awaryjnym nie przekraczając trzech tysięcy obrotów, więc trzystukonny samochód osiągał w porywach prędkość 50 km/godz. Auto niestety zaczęło gnić. Więc by dać mu jakąś szansę na dłuższe życie, sprzedałem je za niewygórowaną kwotę (razem z drugim BMW, o mniejszym silniku) człowiekowi, który miał takich już chyba trzy. I biznes, z którego dochód dawał szansę na inwestowanie w kolekcję.

Mam w zbiorach trochę sprzętu AGD. Niesprawnego, za to bardzo wysokiej klasy. Również projektowanego przez światowej klasy designerów. Mam kilka niesprawnych robotów sprzątających. Kiedyś były sprawne. Przestały. Robot sprzątający to jedno z większych dokonań myśli ludzkiej. Dowód na to, że nic tak nie przyspiesza rozwoju jak lenistwo. Mam też z pięć dziwnych smartwatchy, które kupowałem naiwnie licząc na to, że Chińczycy zrobią coś lepszego od Apple. I wielkie pudło sieciowego sprzętu. Ze dwie dekady historii połączeń przewodowych i wifi. Nieskutecznie poszukiwałem czegoś, co będzie i tanie, i dobre. Mam też kolekcję nierozpakowanych elektronarzędzi z Lidla. Lubię gadżety. Większość moich z tym związanych zakupowych decyzji jest zupełnie bez sensu. Gdyby policzyć ile w sumie wydałem pieniędzy, wyszłaby niezła suma. Mógłbym za nią kupić coś porządnego, z czego pożytek miałbym przez lata.

Ale gdzie mi tam do burmistrza Sielickiego.

Marcin Kędryna

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.