Marcin Kędryna

Spin doktorant. „Das Klima kennt keine Grenzen”*

Spin doktorant. „Das Klima kennt keine Grenzen”*                         Fot. Wikipedia
Marcin Kędryna

Mieliśmy sąsiadkę. Nie mogę sobie przypomnieć, jak miała na imię. Na pewno nie Wanda, bo miała męża Niemca. Mieli mieszkanie w oficynie naszej kamienicy. Kiedyś wynajmowali je korespondentowi „Süddeutsche Zeitung”. Później korespondent się wyprowadził, a oni przyjechali z Niemiec.

Pomieszkali parę lat i był to dobry czas dla kamienicy, gdyż rzeczona sąsiadka weszła do rady nadzorczej spółdzielni i zaczęła robić tam porządki. Efektem tego był – niemożliwy do ogarnięcia wcześniej – remont elewacji. Później mąż Niemiec dostał posadę nauczyciela historii chyba w Hamburgu, spakowali się więc i pojechali. Męża Niemca spotkałem parę lat później na jakiejś imprezie w POLIN, gdzie wygłaszał dość żenujący wykład o antysemityzmie gomułkowskiej ekipy. Wykład był żenujący, gdyż mąż Niemiec pracując na archiwalnych dokumentach najwyraźniej niewiele z nich zrozumiał.

Przypomniała mi się legenda miejska opowiadana w kręgach IPN-u: STASI (enerdowska tajna policja) podsłuchiwała peerelowskie elity, do opracowywania stenogramów zatrudniała specjalnie wcześniej wysłanych na studia do Polski funkcjonariuszy, którzy nie dawali sobie z zadaniem zupełnie rady, gdyż nawet kształcony w Polsce Niemiec nie jest w stanie zrozumieć, że słowo pieprzyć, może mieć w rozmowie aż tyle różnych znaczeń. Impreza była międzynarodowa, większość gości to byli amerykańscy Żydzi, którzy dużo lepiej niż Niemcy są w stanie ogarnąć nadwiślańską specyfikę. Wykład nie został więc zbyt dobrze przyjęty, mimo iż dotyczył tak chwytliwego tematu, jak antysemityzm w Polsce w 1968 roku.

Od komunisty do opozycjonisty w NRD

Ale nim mąż Niemiec przyjechał wygłosić wykład, kilka lat wcześniej wyprowadzał się z Polski. A zanim się wyprowadził zorganizowali z żoną nie-Wandą pożegnalną imprezę. Na tej imprezie się dowiedziałem, że sąsiadka pracowała w warszawskim biurze fundacji Heinricha Bölla. Wiedziałem wcześniej, że ktoś taki jak Böll istnieje. W liceum, na olimpiadzie polonistycznej, błysnąłem znajomością „Zwierzeń klauna”. Dziś mi by mi się to nie udało. Nie wiedziałem zaś o tym, że Heinrich Böll Stiftung, to fundacja niemieckiej partii Zielonych. Ale się dowiedziałem. Poznałem szefa warszawskiego biura. Opowiedział mi historię swojego życia. Syn Rosjanina z wojsk okupacyjnych („to była prawdziwa miłość”), ojca nie poznał, bo nim się urodził, przerzucili go na daleką Syberię. W szkole nikt go nie lubił, został więc komunistą. I był tym komunistą do czasu wizyty w Krakowie, w maju 1977 roku, czyli wtedy, gdy ludowa władza zamordowała Stanisława Pyjasa. Stwierdził więc, że mordowanie studentów przez władzę ludową nie mieści się w jego wyobrażeniach o komunizmie i został opozycjonistą.

Polscy Zieloni o niemieckich reparacjach

To trzecia, po Maleszce i Bronisławie Wildsteinie, znana mi osoba, której śmierć Pyjasa zmieniła życie (choć Maleszce to chyba nie za bardzo zmieniła). Został opozycjonistą ze wszystkimi tego wyboru skutkami, które w NRD były dość dotkliwe. Później, po zjednoczeniu Niemiec, został Zielonym.

No i przy okazji się okazało, że spora część z obecnych na imprezie pracowników biura fundacji to też Zieloni. Tyle że polscy. No i przy okazji się okazało, że spora część działalności polskich Zielonych pokrywa z działalnością, którą prowadzą jako pracownicy fundacji niemieckich Zielonych. I wszystko jest legalnie, bo prawo w Polsce, choć zabrania finansowania działalności partii politycznych z zagranicznych środków, to nie zabrania polskim funkcjonariuszom partyjnym pracy w finansowanych z środków zagranicznych partii fundacjach.

Skąd ta historia? Przeczytałem, że troje z czworga głosujących przeciwko uchwale o reparacjach posłów - Małgorzata Tracz, Tomasz Aniśko, Urszula Zielińska (na zdjęciu wyżej), do Sejmu dostali się z list Koalicji Obywatelskiej, na których to listach znaleźli się jako przedstawiciele Zielonych.

*„Klimat nie zna granic” – napis z wyborczego bilbordu, na którym poseł Aniśko występuje obok kandydującej w 2021 roku do Bundestagu Annaleny Baerbock, dziś federalnej minister spraw zagranicznych.

Marcin Kędryna

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.