Spin doktorant. Serial komediowy o amerykańskim szpitalu wojskowym w Korei

Czytaj dalej
Marcin Kędryna

Spin doktorant. Serial komediowy o amerykańskim szpitalu wojskowym w Korei

Marcin Kędryna

Dzięki błogosławieństwu Disney+ oglądam „MASH”, a właściwie „M*A*S*H”. Wybitny jest to serial. Poprzednio oglądałem go trzydzieści lat temu, gdy pracowałem w „Gazecie Krakowskiej”.

W tejże „Gazecie Krakowskiej” serial ten zjechała śp. Dorota Terakowska. Była wtedy wicenaczelną i wszyscy się jej bali. Łącznie z naczelnym. Redaktor Mucha, obecny naczelny (raczej by się śp. Doroty nie bał, lecz w związku z tym pewnie zbyt długo by nie popracował), grzebie w archiwach i może kiedyś ten tekst znajdzie.

W każdym razie śp. Dorota zjechała „MASH”. Napisała, że nie można się śmiać, bo Amerykanie porzucili tam swoich sojuszników. Najwyraźniej pomyliła jej się Korea z Wietnamem. Tekst był kuriozalny również z innych powodów. Pojawiła się w nim na przykład postać brytyjskiego komika Monthy'ego Pythona. Wypatrzyłem ten tekst jeszcze w składzie, przeczytałem i zacząłem głośno protestować. Słyszący to redaktor naczelny uciekł, bo gdyby dłużej słuchał moich protestów, to by musiał się z śp. Dorotą skonfrontować. A do niczego mu to nie było potrzebne.

Jakiś czas temu napisałem krótką informację ze zgryźliwym komentarzem. Informacja dotyczyła polsko-niemieckiego spotkania poświęconego środowisku i problemom Odry. I tego, że zaproszony lubuski urząd marszałkowski odpisał, że jest okres urlopowy i nikt nie pojedzie. W zaś zgryźliwym komentarzu poprosiłem, by jednak ktoś pojechał. Odezwał się na to do nas rzecznik, który napisał, że ktoś pojedzie. I – zupełnie nie wiedzieć czemu – że pani marszałek nic nie wiedziała o korespondencji w tej sprawie. Gdyby tego nie napisał, to bym nie sprawdził, jak kompetencje dzieli regulamin organizacyjny urzędu. A tam, wyraźnie napisano, że prowadzenie polityki zagranicznej leży w kompetencjach pani marszałek. Skoro ustalono, że to jej kompetencja, to dlaczego nic nie wiedziała? I dlaczego rzecznik postanowił nas o tym zawiadomić? Nie wiem.

Bardziej interesujące jest jednak, że zarząd województwa zapisał w regulaminie, że marszałek prowadzi politykę zagraniczną województwa. Tak się składa, że mamy w Polsce Konstytucję. Szczycimy się tym, że od dość dawna. Konstytucja opisuje jak Państwo ma działać. W artykule 146. zapisano, że politykę zagraniczną Polski prowadzi rząd. Polska nie jest federacją. Samorządy wojewódzkie mogą się (pod nadzorem rządu) zajmować współpracą międzynarodową, ale nie mogą kreować polityki zagranicznej własnego kawałka Polski. Nie mogą, bo politykę prowadzi rząd (współpracując z prezydentem). W tym temacie, wśród konstytucjonalistów, funkcjonuje zgoda ponad ponad podziałami. Sprawdziłem, to nie pierwszy regulamin, do którego zarząd wpisał takie kompetencje marszałek. To trwa od lat. Najwyraźniej nikt nie chciał się z nią konfrontować.

Swoją drogą, skoro wpisali sobie politykę zagraniczną, to właściwie nic dziwnego, że postanowili iż mogą wpływać na skład redakcji gazet i treści w nich publikowane. Więc próbują to robić.

Pani marszałek prowadzi własną politykę zagraniczną. Obiema rękami podpisała się pod słowami federalnej minister środowiska Steffi Lemke, że rozbudowa Odry musi być wstrzymana. Polski rząd ma zupełnie inne zdanie na ten temat. Podobnie, jak zresztą wcześniej sama pani marszałek Polak. Wygląda to przedziwnie, archiwa naszej gazety pełne z niej cytatów, w których żeglowność Odry to bardzo ważna dla Lubuskiego sprawa.

Usłyszałem ostatnio od niegdysiejszego asystenta jednego z twórców reformy administracyjnej, tej na podstawie której powstało Lubuskie, dlaczego tego powstania nie było w planach. (Koniec XX wieku, rząd Jerzego Buzka). Otóż obawiano się, że taki twór będzie, przez swą słabość, przez słabość miejscowych elit, ciążył ku naszemu zachodniemu sąsiadowi. – Coś najwyraźniej było na rzeczy – powiedział komentując międzynarodową działalność pani marszałek.

Ja tam się z nim nie zgadzam. Uważam, że przykład pani Polak nie jest esencją Lubuskiego, to raczej jest jakiś przedziwny przypadek. Przypadek jej oraz ludzi, którzy nie mają interesu, w tym, by żeby się z nią konfrontować.

Tak, czy inaczej „MASH” jest wybitny. Swoją drogą, nie wiedziałem, że powstawał przez ponad dekadę. I, że ma tyle samo, co moja osoba lat.

Marcin Kędryna

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.