Martyna Grądzka-Rejak, historyk, pracownik IPN, Oddział w Warszawie

Zagłada niepołomickich Żydów

Rynek w Niepołomicach, lata 30. Fot. NAC Rynek w Niepołomicach, lata 30.
Martyna Grądzka-Rejak, historyk, pracownik IPN, Oddział w Warszawie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. W czasie niemieckiej okupacji liczebność społeczności żydowskiej w Niepołomicach zwiększyła się. Latem 1942 r. większość z nich została wywieziona do Wieliczki, a następnie do obozu zagłady w Bełżcu.

Pierwsze potwierdzone wzmianki o Żydach mieszkających w Niepołomicach pochodzą z połowy XVIII w. Tak późne osadnictwo miało związek z tym, że było to miasto królewskie.

W jego centrum znajdował się zamek zwany „drugim Wawelem”. Przed potopem szwedzkim, kolejni królowie wyruszali stąd na polowania w Puszczy Niepołomickiej. Miasta królewskie często posiadały przywilej de non tolerandis Judaeis, zakazujący stałego zamieszkiwania w nim ludności żydowskiej. Na początku XX w., społeczność żydowska w Niepołomicach wynosiła ponad 500 osób, stanowiąc blisko 10 proc. ogółu mieszkańców.

Po I wojnie światowej, liczba ta pozostała na tym samym poziomie. Z kolei do września 1939 r., na skutek wewnętrznych migracji, liczba żydowskich mieszkańców Niepołomic zwiększyła się do ok. 800 osób. W mieście funkcjonowały dwie synagogi, koszerna ubojnia drobiu, mykwa - rytualna łaźnia, cheder - szkoła religijna, nieopodal istniał także cmentarz żydowski (kirkut). Dzieci uczęszczały też do szkół polskich.

Tamtejsza ludność żydowska w znacznym stopniu zajmowała się handlem, drobnym rzemiosłem, a także prowadzeniem karczm. Wiele żydowskich sklepów znajdowało się w ryn­ku. Ponadto mieszkali tam przedstawiciele tzw. wolnych zawodów - lekarze, adwokaci, a także artyści. Żydzi mieli też dwóch członków w Radzie Miasta. W Niepołomicach działały żydowskie organizacje dobroczynne, np. na rzecz ubogich dzieci, starców, czy chorych. Mieszkali tam zwolennicy różnych partii i ugrupowań, od zwolenników partii religijnych, po tych skłaniających się ku organizacjom syjonistycznym i lewicowym.

Relacje polsko-żydowskie w Niepołomicach w okresie międzywojennym różnie się układały. Na ogół były poprawne, ale czasami dochodziło też do zatargów, głównie na tle ekonomicznym. Wybuch II wojny światowej zmienił nieodwracalnie losy społeczności żydowskiej.

Pod niemiecką okupacją

8 września 1939 r. Niepołomice zostały zajęte przez wojska niemieckie. Niektórzy spośród żydowskich mieszkańców miasta, na wieść o postępującej ofensywie Niemców, zdecydowali się uciec na wschód.

Pierwszy rok wojny przyniósł pogorszenie się położenia społeczności żydowskiej Niepołomic. Choć nadal mieszkali w swoich domach, to doskwierało im wprowadzane w GG antyżydowskie prawodawstwo. Pozbawiano ich majątku, zablokowano konta i depozyty. Ograniczano im także swobody osobiste. Dzieciom odebrano możliwość uczęszczania do szkoły; zakazano uboju rytualnego i uczęszczania do synagog. Żydów w wieku od 14 do 60 roku życia obowiązywał przymus pracy. Najczęściej kierowano ich do robót publicznych np. zamiatania ulic, odśnieżania etc.

W grudniu 1939 r. wszystkich Żydów powyżej 12 roku życia mieszkających na terenie GG zobowiązano do noszenia opasek z gwiazdą Dawida. Takim samym znakiem musieli oznaczyć sklepy i inne przedsiębiorstwa. Wkrótce i te im odebrano. W 1940 r. ograniczono im prawo do swobodnego przemieszczania się, co znacząco ograniczało możliwość zmiany miejsca zamieszkania. W mieście utworzono Judenrat, na którego czele stanął kupiec Chaim Mames. Jednym z członków Judenratu i jednocześnie pracownikiem delegatury Żydowskiej Samopomocy Społecznej (ŻSS) w tym mieście był Mozes Grünbaum. Przeżył on późniejszą akcję deportacyjną, był więźniem kilku obozów; doczekał końca wojny.

„W jednej koszuli”

Wiosną 1940 r. w Niepołomicach przebywało ok. 700 Żydów. W kolejnych miesiącach do miasta przybywały dziesiątki żydowskich przesiedleńców, m.in. przymusowo wysiedlonych z ziem wcielonych do III Rzeszy. W lipcu 1940 r. członkowie Judenratu zwrócili się do Żydowskiej Samopomocy Społecznej z prośbą o wsparcie. W piśmie podkreślali: „Tubylcza ludność żydowska z powodu działań wojennych została zupełnie zniszczona i pozbawiona odzieży, a 80 proc. ludności tubylczej nie ma zupełnie żadnych środków do sprawienia sobie czegokolwiek”.

Zwracano uwagę na jeszcze gorsze położenie osób, które przybyły tu już w trakcie wojny. Pozbawieni kontaktów, koneksji, a często też środków finansowych sami nie byliby w stanie się utrzymać. Sytuacja pogarszała się. Do miasta napływali kolejni przesiedleńcy, była to m.in. spora grupa Żydów z Krakowa. Miasto to w polityce Niemców miało być „Judenrein” - „wolne” od Żydów, dlatego od końca 1940 r. przesiedlano ich stamtąd do różnych miejscowości GG. Szacuje się, że do wiosny 1942 r. w Niepołomicach przebywało ok. 2500 Żydów, czyli niemal cztery razy więcej niż na początku wojny. Członkowie Judenratu wielokrotnie alarmowali ŻSS o dramatycznym położeniu przesiedlonych Żydów i prosili o zwiększenie przydziałów żywności, by móc zapewnić im przynajmniej podstawową pomoc.

Niektórzy przybyli dobrowolnie, gdyż nie chcieli zamieszkać w krakowskim getcie. Wśród nich była rodzina Zygmunta Weinreba. Po wojnie wspominał: „13 lutego 1941 r. przeprowadziliśmy się do Niepołomic. Byłem tam z mamusią aż do końca października, a na zimę posłała mnie mamusia do getta, do ciotki, bo w Niepołomicach było mieszkanie zimne i wilgotne”. Do Niepołomic przybyła też rodzina Ireny Glück.

Dziewczynka zostawiła obszerny pamiętnik, z którego można dowiedzieć się wielu szczegółów o jej pobycie w tej miejscowości. Pod datą 3 marca 1941 r. zapisała: „Już od wczoraj jesteśmy w tych przeklętych Niepołomicach. Wolałabym się wcale nie urodzić niż tu przyjechać. Ta wstrętna zapadła dziura i okropna ilość wojska. Każdemu żołdakowi musi się Żyd kłaniać. Nasza rezydencja mieści się akurat vis a vis koszar. Sama dokładnie nie wiem, czy to koszary czy co innego, w każdym razie jest ich tam masa. […] Straszne głupstwo zrobiliśmy spiesząc się tak z wywożeniem mebli (gratów). Nasi gospodarze to również niezbyt przychylni nam ludzie. Patrzą tylko by wyzyskiwać. Za 5 miesięcy z góry chcą, a z używaniem kuchni 120 miesięcznie, bez 100. A nasz apartament to ogromna sala z 3 oknami, która ma służyć za sypialnię, jadalnię, ordynację, łazienkę.

No, w ogóle za wszystko”. Z kolejnych zapisków Ireny wynika, że Żydzi mogli względnie swobodnie przemieszczać się po miasteczku, dziewczynka wykradała się też na spacery do Puszczy Niepołomickiej. Róża Bauminger, jedna z ocalałych, wspominała: „Nie dostaliśmy Ausweisów uprawniających do pozostania w Krakowie i przenieśliśmy się do Niepołomic. Panował tam względny spokój, […] ale głodowaliśmy, sprzedawaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy, a mąż pracował ciężko za trochę ziemniaków”.

„Kondukt pogrzebowy”

Kres społeczność żydowskiej w Niepołomicach nastąpił latem 1942 r. Niemcy deportowali wówczas Żydów z wielu miejscowości dystryktu krakowskiego do obozu zagłady w Bełżcu. Julian Fleiszer, jeden z ocalałych wspominał: „Do Judenratu w Niepołomicach pod Krakowem nadszedł rozkaz mjr. Kundta z Krakowa, że wszyscy Żydzi bez różnicy wieku i płci mają się zgłosić najpóźniej do dnia 22 sierpnia 1942 r. do Wieliczki.

Na ten cel postawiono Judenratowi niepołomskiemu kilkaset furmanek do dyspozycji, finansując je z otrzymanego funduszu zwanego kontrybucją [opłaconą przez Żydów]”. Ludność żydowską starano się uspokoić i zapewnić, że nic im nie grozi. Ocalała Amalia Mames podkreślała: „Nie wolno było indywidualnie wyjeżdżać, tylko w transporcie po uprzednim zgromadzeniu się na rynku. Nie łudziliśmy się co do losu naszego, mimo że wielu innych mądrych ludzi, inteligentnych oddawało się złudzeniom nie mogąc sobie wyobrazić by możliwym był taki masowy mord, zbrodnia dokonana na tysiącach ludzi. Wiele jednak osób szukało ucieczki z Niepołomic”.

Niemcy nakazali wszystkim przebywającym w Niepołomicach Żydom, by zgromadzili się w okolicach rynku. 22 sierpnia 1942 r. zostali przesiedleni do Wieliczki. Niezdolnych do drogi - starszych i chorych - rozstrzelano w Puszczy Niepołomickiej na tzw. Kozich Górkach. Julian Fleiszer zostawił opis tamtych wydarzeń: „Z iście niemiecką punktualnością wczesnym rankiem w sobotę dnia 22 sierpnia 1942 r. ruszył z Niepołomic do Wieliczki potężny i pamiętny dla mnie po wsze czasy kondukt pogrzebowy, różniący się tylko tym od prawdziwego konduktu, że nie grano marsza żałobnego i że trupy wiezione pośrednio na bełżeckie cmentarzysko były jeszcze żywe”. 27 sierpnia zostali deportowani z Wieliczki do obozu zagłady w Bełżcu, gdzie ich zgładzono. Do końca wojny przetrwali nieliczni Żydzi z Niepołomic, którym udało się wcześniej znaleźć schronienie.

Martyna Grądzka-Rejak, historyk, pracownik IPN, Oddział w Warszawie

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Eduardo Merada

Ciekawy artykul, dziekuje, i ciekawi mnie, ilu polskich sasiadow pomoglo ilu zydowskim sasiadom, bo wiemy : "Kochaj blizniego..."

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.