Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Zaczęło się w Galicji. Ropa naftowa, nadzieja i przekleństwo

Czytaj dalej
Fot.
Katarzyna Kaczorowska

Zaczęło się w Galicji. Ropa naftowa, nadzieja i przekleństwo

Katarzyna Kaczorowska

Ropa naftowa zmieniła oblicze świata. I zmieniła ludzkość - mówi Andrzej Krajewski, historyk i dziennikarz, autor książki „Krew cywilizacji. Biografia ropy naftowej”.

Co nam dała ropa naftowa? Ja się uczyłam w szkole, że świat zmienił się dzięki rewolucji przemysłowej, która była możliwa dzięki maszynie parowej.

Wszyscy uczyliśmy się, że kiedy w Anglii wycięto drzewa, zaczęto grodzić ziemię, bo postawiono na hodowlę owiec - fabryki tkackie potrzebowały więcej wełny, więc posiadacze ziemscy wypowiadali dzierżawcom umowy i chłopi zaczęli się przenosić do miast. Tam szukali pracy, a jak już ją znaleźli, to pracowali po 14-15 godzin. Tak zaczęła się radykalna zmiana funkcjonowania człowieka. Ropa naftowa była kolejnym etapem tej zmiany. Oczywiście maszyna parowa Watta świetnie działała, ale miała swoje ograniczenia.

A ropa jako paliwo dała możliwość użycia jej w dużo lżejszych silnikach spalinowych. Silnik spalinowy po udoskonaleniu okazał się wydajniejszy niż silnik parowy. Był mniejszy, wygodniejszy i dał możliwość konstruowania takich pojazdów jak samochody, samoloty. A jeśli mamy takie urządzenia, to możemy podróżować na olbrzymie odległości. Co więcej, ludzie mogą podróżować indywidualnie. Kolej była transportem zbiorowym, dojeżdżającym do konkretnych miejscowości.

A samochód dał nam wolność osobistą. Każdy może autem pojechać, gdzie chce. I tak zmieniło się funkcjonowanie całego społeczeństwa, które może się przemieszczać na ogromne odległości. To już jest rewolucja społeczna, bo świat się kurczy. Wejście na arenę ropy naftowej jako głównego paliwa było kolejną rewolucją, która zmieniła całą cywilizację.

Jest taka baśń o diable, który okradł biedaka z ostatniego kawałka chleba. Za karę miał u niego pracować przez kilka lat jako parobek. Biedakowi zaczęło się darzyć, ale na koniec kary diabeł zostawił mu prezent - wódkę. Ropa to taki diabelski dar od natury?

Ja raczej mówiłbym o niebezpieczeństwie łatwych pieniędzy. Jeżeli zarządza nimi korporacja, albo dobrze zorganizowane państwo, to zyski można pomnożyć. Wielki sukces korporacji naftowych pokazuje, że ten pieniądz rodzi kolejny pieniądz i ułatwia ekspansję zgodnie z zasadą „maksymalizacja zysków, minimalizacja kosztów, zdobywanie nowych rynków i nowych źródeł surowca”. Koszty zewnętrzne ponosi przeważnie otoczenie, a sumienie pojedynczego człowieka dość łatwo się wtedy wyłącza.

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal?

Dokładnie. Ale w przypadku państw jest trochę inaczej. Tu rządzą politycy, przywódca lub dyktator, który musi zabiegać o względy obywateli. Najłatwiej to robić, dając im pieniądze - to jest prawidłowość znana od starożytności. Jeżeli damy ludziom łatwe pieniądze, więcej nawet - zapewnimy im ich stały dopływ, to uzależniamy ich od siebie, bo jeżeli znikniemy jako przywódca, pieniądze też znikną. W państwach trzeciego świata bardzo łatwo wpadano w mechanizm gwarantowania dużych zabezpieczeń socjalnych, czego najlepszym obecnie przykładem jest Wenezuela. I tu dotykamy kolejnego ważnego aspektu - niebezpieczeństwa, jakie rodzi sytuacja, kiedy cena ropy naftowej nagle zaczyna spadać, a wydatki są cały czas takie same.

Ale taki sam mechanizm działa w Arabii Saudyjskiej czy Emiratach. Lokalni mieszkańcy są uprzywilejowaną grupą, na rzecz której pracują wysoko wykwalifikowane kadry z Zachodu i tania siła robocza ze Wschodu.

Tylko że Arabia Saudyjska wraz z kilkoma innymi państwami z tego regionu, a także z Rosją, wyciągają wnioski z faktu, że cena ropy naftowej zmienia się jak w sinusoidzie - przez kilka lat rośnie, a potem spada. Pierwszy wniosek to próba sterowania cenami, za pomocą ograniczania lub zwiększania wydobycia. A drugi to gromadzenie dużych funduszy rezerwowych, rzędu setek miliardów dolarów, które mają pozwalać przetrwać okres spadku cen ropy naftowej. To zresztą ocaliło już dwukrotnie Rosję od katastrofy w XXI wieku. Takie fundusze mają Arabowie, Norwegowie, których dochody są głównie z gazu. Norweski fundusz rezerwowy wynosi ponad bilion dolarów. Na tak malutkie państwo!

W książce pokazujesz dwie równoległe ścieżki etyczne. Z jednej strony Amerykanin Rockefeller, „zjadający” wszystko i wszystkich na swojej drodze, a z drugiej Polak Łukasiewicz, który miał idée fixe związania pieniędzy z kapitałem społecznym. Skąd to szokująco różne podejście do ropy i bogactwa, jakie niesie ze sobą?

To kwestia mentalności i różnic pomiędzy Europejczykami i Amerykanami. Dla tych drugich naturalną formą egzystowania w gospodarce jest konkurencja. Wygrywa ten, który jest najlepszy. Decyduje wolny rynek, a koniec XIX wieku był jednak okresem największej liberalizacji prawa.

Liberalizacji czy raczej braku prawa?

Może tak: wolna konkurencja nie była niczym krępowana, więc wygrywali najlepsi i najbardziej bezwzględni. W Europie jest jednak trochę inaczej. Najlepszym przykładem poczucia solidarności społecznej i odpowiedzialności za najsłabszych są państwa skandynawskie, a szczególnie wspomniana Norwegia ze swoim gigantycznym funduszem rezerwowym, który pozwala jej wspierać różne inicjatywy w biedniejszych państwach świata. To jest też taka interpretacja chrześcijaństwa, w myśl której należy dzielić się tym, co się zdobyło.

I, przynajmniej w Skandynawii, daleko posuniętej demokratyzacji - tam wszystkie warstwy społeczne wysyłały posłów do parlamentu. To samorząd lokalny powodował poczucie solidarności społecznej, której zwolennikiem był Łukasiewicz.

Zaczęło się w Galicji. Ropa naftowa, nadzieja i przekleństwo
Archiwum Polska Press Twórca przemysłu naftowego. Polak Ignacy Łukasiewcz

Ale też pamiętajmy, że za jego życia Polska była pod zaborami, a on we wszystkim, co robił, pokazywał, że jest wielkim polskim patriotą. Również dlatego zależało mu na kwestiach pracy organicznej i pozytywistycznej, podnoszeniu poziomu życia Polaków, dbaniu o wspólne dobro w ramach całego społeczeństwa. To rzeczywiście może być szokujące, ale pionier przemysłu naftowego w Europie i pomysłodawca lampy naftowej (zbudował ją Bratkowski) nie dość, że zapewniał przyzwoite zarobki w swoich rafineriach, to jeszcze tworzył pierwsze kasy chorych, dodatkowe ubezpieczenia, fundusze emerytalne.

Tym, co pozyskiwał w biznesie, dzielił się ze swoimi pracownikami. Realizował w gruncie rzeczy paternalistyczną wizję świata, stając się dla nich niczym ojciec. W tym samym czasie w Ameryce po trupach do celu szedł Rockefeller i koniec końców ta jego ekspansja okazała się skuteczniejsza i bardziej zyskowna niż to, co zbudował Łukasiewicz, który nie mając następców, pod koniec życia rozdał swój majątek.

Czytaj więcej:

  • Ropa jest tym paliwem, które będzie paliwem podstawowym i zawsze dostępnym? 
  • Czy ropa naftowa to diabelski dar dla ludzkości? 

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Katarzyna Kaczorowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.