Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Marek Bartosik

Za marzeniami. Z Krakowa w historię Indian Pueblo

Tylko nieliczne osoby spoza plemienia mają szansę zobaczyć na własne oczy ceremonie Indian Fot. Archiwum Tylko nieliczne osoby spoza plemienia mają szansę zobaczyć na własne oczy ceremonie Indian
Marek Bartosik

Rozmowa z Radosławem Palonką z Instytutu Archeologii UJ, jednym z niewielu europejskich naukowców, którzy w USA badają dawne kultury Indian.

Jaką ksywkę miał pan w szkole?

Było ich parę, ale prorocza okazała się jedna: Apacz.

I to może być wyjaśnienie faktu, że jest pan dzisiaj jednym z kilku europejskich archeologów kopiących w USA i odkrywających tajemnice tamtejszych Indian?

Coś w tym musi być, zwłaszcza że moje późniejsze stopniowe zagłębianie się w historię Indian jest efektem wielu przypadków. W czasach szkolnych na rodzinnej Zamojszczyźnie nie tylko budowałem wigwamy i tipi, pochłaniałem wszystkie indiańskie powieści, ale zdążyłem przeczytać też większość dostępnych u nas książek o historii pierwotnych mieszkańców Ameryki Północnej. Potem te zainteresowania przygasły. Kiedy dostawałem się na archeologię na UJ, to jak niemal tu wszyscy miałem nadzieję, że będę kopał w piaskach Egiptu.

Ale przecież już na studiach po raz pierwszy był pan w USA.

Zauważyłem któregoś dnia cień szansy na to, że mogę „zbliżyć się” do Indian. Wszystkie sentymenty z dzieciństwa natychmiast wróciły i to ze sporą intensywnością. Wysłałem dokładnie dwadzieścia listów do czołowych amerykańskich archeologów badających indiańskie kultury z prośbą o możliwość pracy przy wykopaliskach. Początkowo liczyłem uprzejme odmowy, ale jednak dwie odpowiedzi były pozytywne. Szczególnie zainteresowała mnie ta od prof. Williama Woodsa z Illinois. Zgodził się, bym przyjechał pomagać jego ekipie pracującej w jednym z największych na świecie stanowisk archeologicznych w Cohokia Mounds, będącego pod patronatem UNESCO.

Aby nie wypuścić tej szansy z rąk, razem z moją przyszłą żoną wybraliśmy się do niemieckiej Getyngi, gdzie profesor przyjechał na konferencję. Pamiętam, jakim szokiem była dla nas wtedy różnica cen między Polską a Niemcami. W Dreźnie wysiedliśmy z pociągu, a na kolejny nie mieliśmy pieniędzy. Dotarliśmy do Getyngi autostopem. Najważniejsze było, że prof. Woods zobaczył, jaki jestem zdeterminowany. Tak zaczęła się nasza wieloletnia przyjaźń z nieżyjącym już dziś niestety profesorem.

Cohokia to był pana archeologiczny raj?

Na pewno byłem niezwykle podekscytowany. Chodziło przecież o prekolumbijską kulturę Missisipi, inaczej nazywaną kulturą budowniczych kopców świątynnych. Te kopce są nieco podobne do europejskich i azjatyckich kurhanów. Ostatnie grupy tej kultury odkryli w XVI wieku konkwistadorzy hiszpańscy i portugalscy, a od XVII i XVIII wieku opisywali je głównie Anglicy i Francuzi. Francuzi byli zachwyceni kulturą i strukturą tej społeczności, która żyła z rolnictwa. Widzieli w niej wiele podobieństw do ówczesnej Francji i wręcz do Wersalu. Nazwali zresztą ich władcę rezydującego w największej osadzie/mieście Wielkim Słońcem, przez analogię do ich Ludwika XIV - Króla Słońce.

Te zachwyty nie przeszkodziły później Francuzom i Anglikom w zniszczeniu tej kultury. Resztki ludności sprzedali jako niewolników na Kubę, w tym Wielkie Słońce i jego rodzinę. Kultura budowniczych kopców kiedyś sięgała na północy do Wielkich Jezior, na południu po Zatokę Meksykańską i Florydę, na wschodzie dochodziła do Appalachów, a na zachodzie do granic prerii na Wielkich Równinach. Dzisiaj kopce rozsiane są wzdłuż Missisipi, a Cohokia to największe stanowisko archeologiczne na obszarze tej prekolumbijskiej kultury budowniczych kopców. W XIII wieku zamieszkiwało tam 30-45 tysięcy osób. Kraków miał wtedy kilka tysięcy mieszkańców. W Europie wielkość podobną do tego indiańskiego miasta miały Londyn i Paryż.

Dlaczego to kopce stały się znakiem rozpoznawczym tej kultury?

Bo te budowle ze ściętymi wierzchołkami, choć powstały w VIII-XVIII wieku, nadal robią wielkie wrażenie swym ogromem i precyzją wykonania, choć zbudowano je z najprostszych materiałów: ziemi, gliny, czasem kamieni. W końcu XVIII wieku o ich zbudowanie posądzano wszystkich, ale nie Indian. Przypisywano jej konkwistadorom, którzy mieli wznosić te budowle dla obrony przed... Indianami, rasie olbrzymów czy także zaginionemu trzynastemu plemieniu Izraela. Dopiero w połowie XIX wieku badacze amerykańscy doszli, że budowle to dzieło Indian.

Co ciekawe prekursorem badań kultur budowniczych kopców był Thomas Jefferson, ojciec amerykańskiej niepodległości, ale i archeologii. Największa tamtejsza piramida ziemna ma 30 m wysokości i prostokątną podstawę o wymiarach 241 x 316 metrów. To największa podstawa z piramid na Ziemi, może oprócz tych niedawno odkrytych w Chinach. W kopcach Indianie urządzali także grobowce dla ludzi ze swych elit i świątynie, a na niektórych także obszerne domostwa.

A co pan tam robił?

Pomagałem w odkopywaniu i badaniu jednego z kopców z samego centrum Cohokii i otaczającej centrum tego stanowiska palisady. Przede wszystkim jednak miałem tam dostęp do znakomitej, a w Europie niemal niedostępnej literatury i mogłem napisać swoją pracę magisterską o kulturze budowniczych kopców.

Amerykanie eksplorują archeologicznie cały świat, ale do swych wykopalisk obcokrajowców dopuszczają rzadko. Z czego to wynika?

Przede wszystkim ich archeologia ma bardzo wysoki poziom naukowy i techniczny. Jest też świetnie zorganizowana i finansowana. Ja kiedyś, już podczas doktoratu i w innym regionie USA, na Południowym Zachodzie - nadzorowałem pracę wolontariuszy przy wykopaliskach. Ci ludzie płacili za możliwość kopania duże pieniądze i byli bardzo szczęśliwi, że ich tam przyjęto. Podstawą finansowania są jednak pieniądze federalne i stanowe. Dla zagranicznych ekip kopanie w USA jest też znacznie droższe niż w krajach Afryki czy Azji.

To jak panu udało się w Ameryce zaistnieć?

Kluczowe chyba było podążanie za marzeniami i też zdobycie zaufania tamtejszych badaczy. Amerykanie powierzali mi coraz bardziej odpowiedzialne zadania, a ja zacząłem myśleć o temacie doktoratu. I tak znalazłem się w Mesa Verde, w Kolorado na terenie rozwoju innej indiańskiej kultury Indian Pueblo, gdzie uczestniczyłem w badaniach amerykańskich archeologów. W końcu jeden z amerykańskich recenzentów mojej pracy doktorskiej, zaraz po jej obronie w Krakowie, prof. William Lipe, spytał mnie, czy nie chciałbym poprowadzić tam własnego projektu.

Dwa razy pytać nie musiał. Od 2011 roku nasz zespół prowadzi w stanie Kolorado archeologiczny projekt badawczy w parku Canyons of the Ancients National Monument, gdzie znajduje się czterdzieści dobrze zachowanych osad kultury Pueblo z XIII wieku n.e., z przetrwałą architekturą kamienną do wysokości pierwszego piętra oraz niezwykłymi przedstawieniami sztuki naskalnej.

Czytaj więcej:

  • Jak wygląda ich zderzenie z cywilizacją XXI wieku?
  • Jak wygląda praca w Kolorado?

 

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Marek Bartosik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

świąteczna obniżka o 50%

Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej na pół roku!

99,50 199,00

Wyjątkowa świąteczna okazja! Tylko do 27 grudnia prenumerata cyfrowa na pół roku kosztuje aż o połowę mniej. Skorzystaj i ciesz się pełnym dostępem!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.