Adam Willma

Z durszlakiem na głowie. Dotknięty macką Latającego Potwora Spaghetti

- W kolejnym nabożeństwie ekumenicznym też wezmę udział jako duchowny Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Spodobało mi się. (kadr z filmu "Kościół, Fot. Kacper Romaniuk Adrian Grotyński - W kolejnym nabożeństwie ekumenicznym też wezmę udział jako duchowny Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Spodobało mi się. (kadr z filmu "Kościół, Wiara, Polityczność" w reżyserii Kacpra Romaniuka ze zdjęciami Adriana Grotyńskiego)
Adam Willma

Rozmowa z Krzysztofem Listowskim, naczelnym przełożonym Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti, studentem z Torunia.

Możemy powiedzieć, gdzie pan teraz przebywa?
Oczywiście. Na oddziale męskim szpitala psychiatrycznego.

Co się stało?
Przerosła mnie skala stresu, w związku z tym wszystkim, co zdarzyło się po wydarzeniach podczas Parady Równości w Warszawie. Przyszedłem tu sam, bo za chwilę i tak musiałbym się pojawić na wniosek prokuratora. Od dłuższego czasu toczy się wobec mnie postępowanie na okoliczność obrazy uczuć religijnych.

Wyjaśnijmy tym, którzy nie kojarzą. To pan był jednym z celebransów podczas czegoś w rodzaju mszy w czasie Parady Równości.
To było nabożeństwo ekumeniczne.

Niech panu będzie. Co sprawia, że młody człowiek wkłada durszlak na głowę?
Najprostszą drogą jest dotknięcie macki Latającego Potwora Spaghetti, który w pewnym momencie postanawia kogoś natchnąć. Taka osoba od tego momentu przestaje uważać, że wkładanie durszlaka na głowę jest głupotą, a ludzi, którzy noszą durszlaki - przestaje uważać za głupców.

A teraz serio.
Ależ serio! Dla mnie jest to religia, jak każda inna. Choć trochę inna.


Zobacz wideo "Kościół, Wiara, Polityczność":

Kościół, Wiara, Polityczność from Adrian Grotyński on Vimeo.


Kacper Romaniuk - reżyseria
Adrian Grotyński - autor zdjęć

OK. To taka religia, której istotą jest prowokacja?
Nie całkiem. Prowokacja jest tu efektem ubocznym. W ludziach powstaje wzburzenie, ale ciężko im jednak to wzburzenie zracjonalizować. Nie bardzo wiem, w jakie sposób nasza religia miałaby być napastliwa? Owszem, bywa to swego rodzaju zabawa, bo czasem jest radośnie, ale oprócz tego, że Potwór jest bogiem radosnym, to jest to całkiem na serio.

Kiedy po raz pierwszy pojawił się pan z cedzakiem na głowie?
Około 2015 roku. Byłem wówczas jeszcze licealistą. Zacząłem uczęszczać na zebrania pastafarian.

Pomyślał pan: „fajne jajcarstwo”?
Nie. Pomyślałem: „Jacy fajni ludzie. Jak świetnie się z nimi rozmawia. Jakie fajne poczucie zrozumienia i wspólnoty”. A przy tym podobały mi się założenia religijne.

Była degustacja spaghetti?
Zazwyczaj spotykamy się w takich miejscach, żeby można było zamówić makaron.

Szybko zrobił pan karierę, awansując na duchownego.
Sporo przeczytałem na temat tego kościoła, udzielałem się na spotkaniach. W końcu przełożony zaproponował mi sprawowanie posługi w Kościele.

Czyli co?
Mówiąc najprościej - przejście z fazy uprawnień do fazy zobowiązań. Wymagać działalności i zaangażowania można tylko od duchownych Kościoła Latającego Potwora. Każdego innego można tylko prosić. Od duchownego można wymagać.

Jak wygląda Kościół Spaghetti w Polsce - formalnie nie istnieje?
Nasza struktura generalnie jest prosta. Kościół dzieli się na gminy wyznaniowe, którym przewodniczą przełożeni. Oprócz tego istnieje struktura centralna - Rada Kościoła. Na jej czele stoi Naczelny Przełożony. Można powiedzieć, że jest kimś w rodzaju papieża, ale Rada Kościoła pełni wobec niego funkcję nadzorczą i może go odwołać.

Zdjęcie do legitymacji studenckiej zrobił pan sobie z durszlakiem na głowie?
Niestety, tego nie da się zrobić. W Polsce prawo noszenia nakrycia głowy na zdjęciach do dokumentów przysługuje osobom, w przypadku których wymaga tego religia. Jednak tylko religia, której status prawny jest uporządkowany, na przykład ustawowo. Kościół Latającego Potwora Spaghetti podjął próbę rejestracji, ale bezskutecznie.

Jaki rodzice zareagowali na pana życie duchowe?
Z początku z nieufnością. Ale mogę liczyć na współpracę z ich strony. Jeśli chodzi o rodziców, to dobrze trafiłem.

OK, ma pan własny kościół i własne rytuały. Po co parodiować innych?
Nie ma mowy o parodii. Odpowiedziałem na zaproszenie biskupa Szymona Niemca, który należy do Zjednoczonego Kościoła Chrześcijańskiego. Niemiec od 8 lat organizuje podczas warszawskiej Parady Równości tak zwane nabożeństwo ekumeniczne i zaprasza duchownych innych religii, aby wspólnie z nim poprowadzili nabożeństwo i pomodlili się w intencji uczestników marszu, akceptacji środowisk nieheteronormatywnych oraz miłości na świecie.

Pomodlili się do kogo?
Każdy do swojej istoty wyższej. Na tym polega istota dialogu międzyreligijnego - niektóre rzeczy mamy inne, ale próbujemy się z tym uporać.

Tolerancyjny ten Potwór.
Tak, nie sądzę, żeby ta różnica była wystarczającym powodem, aby się wzajemnie nawracać. Przez chwilę możemy zachowywać się tak, jakby tych różnic nie było.

Konwencja warszawskiego nabożeństwa była mało pastafariańska.
Ale jego intencje - owszem. Jeśli ktoś w imię Potwora robi coś niedobrego, jest to niedobre. Jeśli robi coś dobrego - Potwór się z tego cieszy. Bo Potwór nie jest istotą szczególnie dumną i butną. Dobro ludzi jest dla niego najważniejsze.

Skąd ta wiedza?
Mamy dwie święte księgi: „Ewangelię Latającego Potwora Spaghetti” oraz „Luźny kanon”. Obie opowiadają o tym, kim jest Potwór i jak wygląda otaczająca nas rzeczywistość. Ale obie te księgi mają charakter fakultatywny.

Jaka była pana rola podczas nabożeństwa w Warszawie?
To się odbyło na spontanie. Podszedłem, zapytałem, biskup Niemiec się zgodził, ale ponieważ wcześniej nie było szczegółowych uzgodnień, ustaliliśmy, że zrobimy to po jego linii. Po prostu ja prosiłem Potwora o to samo, co Niemiec, używając tych samych słów. W całym tym wydarzeniu brało udział około 30 osób.

Miał pan świadomość, że sprawa skończy się skandalem?
Nie, byłem zdziwiony. Jeszcze bardziej byłem zdziwiony podczas późniejszego Marszu Równości w Częstochowie. Z jakiegoś powodu uznano, że przebieram się za księdza.

Miał pan na sobie sutannę?
Długą, powłóczystą szatę. W takie szaty ubierają się przedstawiciele różnych religii. Jeśli interesują pan szczegóły, to kupiłem ją jako „płaszcz przeciwdeszczowy”. Postępowanie w Częstochowie było dość krótkie. Pani prokurator wypytała mnie przez telefon, co właściwie się stało. Bo wpłynęło doniesienie o przestępstwie. W Częstochowie jedno, w Warszawie - 150. Kilka osób piastujących ważne stanowiska w państwie poświęciło mojej osobie wpisy internetowe. Napisali m.in. pan marszałek Karczewski, pan Brudziński i pani Pawłowicz.

Politycy mają swoje cele i swój język, ale nie brał pan pod uwagę tego, że są ludzie, dla których msza jest naprawdę wspomnieniem dramatu Ostatniej Wieczerzy, a opłatek jest ciałem Zbawiciela? I że tych ludzi mieszanie do tego Potwora Spaghetti zwyczajnie boli?
To nie jest tak, że ja kogokolwiek obraziłem. To ci państwo postanowili obrazić się mną. Uderzyłem ich nie ja, ale ich własna interpretacja mojego zachowania. Każdy może poczuć się dotknięty, ale nie każde dotknięcie jest przeze mnie zawinione. Ja ufam biskupowi Niemcowi, że on wierzy w to, co mówi oraz chce łączyć ludzi ponad podziałami.

Chyba mu nie wyszło.
To prawda. Podziały powstały potężne, ale nie ma powodów do nienawiści. To, że ktoś ma garnek na głowie, nie jest powodem do nienawiści, a jedynie pretekstem.

W każdym razie sprawa trafiła do prokuratury...
W październiku przedstawiono mi na komisariacie zarzuty. Zostałem przesłuchany, dostałem uzasadnienie zarzutów. Dowiedziałem się, że został powołany biegły. Teolog katolicki, który wytłumaczył prokuratorowi, że to, co zrobiliśmy nie było aktem religijnym, ale profanacja i parodią. Przy okazji prokurator stwierdził, że powoła biegłych i wyśle mnie na badania psychiatryczne na okoliczność mojej poczytalności.

Jak zareagowali koledzy z roku?
Jestem takim samotnym wilkiem. Na roku nie mam kolegów. Natomiast reakcje wśród pastafarian były bardzo różne. Jedni wyrazili swoją solidarność, inni uznali, że zhańbiłem się popierając ideologię gender i LGBT. Bo środowisko pastafarian jest bardzo podzielone.

Studiuje pan na III roku. Na jaki temat pisze pan pracę licencjacką?
O moim Kościele. Jako o swego rodzaju grupie interesu.

W tym roku znowu pana zobaczymy przy mszalnym stole?
Tak, spodobało mi się. Chciałbym ponownie w tym uczestniczyć. Oczywiście, o ile biskup Niemiec nie będzie miał nic przeciwko. Mam zamiar pokazywać ludziom, że durszlak nie musi odcedzać.

Film "Kościół, Wiara, Polityczność" w reżyserii Kacpra Romaniuka ze zdjęciami Adriana Grotyńskiego z udziałem Krzysztofa Listowskiego do obejrzenia tutaj

Adam Willma

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.