"Z cmentarza się nie wraca" – osiemdziesiąt lat temu powstał KL Plaszow

Czytaj dalej
Fot. IPN
Marta Gorajczyk-Woźniak

"Z cmentarza się nie wraca" – osiemdziesiąt lat temu powstał KL Plaszow

Marta Gorajczyk-Woźniak

W Krakowie od strony ulicy Kamieńskiego znajduje się jeden z pomników upamiętniających istnienie niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Plaszow. Siedmiometrowy obiekt przedstawiający ludzkie sylwetki z symbolicznie wyrwanymi sercami ma przypominać o wszystkich, którzy zginęli w obozie podczas wojny.

Utworzenie obozu

Osiemdziesiąt lat temu, 9 października 1942 r., Himmler wydał tajny rozkaz nakazujący skoszarowanie Żydów pracujących dla potrzeb armii w obozach pracy podległych SS. Najprawdopodobniej w tym samym miesiącu zapadła decyzja o utworzeniu obozu w Płaszowie. Z powodu braków dokumentów nie jest znana dokłada data jego utworzenia, wiadomo natomiast, że został powołany na mocy rozkazu dowódcy SS i policji SS-Oberführera Juliana Schernera.

W początkowej fazie funkcjonowania istniał pod nazwą Zwangsarbeitslager Plaszow des SS- und Polizeiführers im Distrikt Krakau, czyli ZAL Plaszow, dopiero potem został przekształcony w KL Plaszow: Konzentrationslager Plaszow bei Krakau. Początkowo skoszarowani mieli być w nim pracownicy zakładów zbrojeniowych, placówek wojskowych, firm wykonujących zamówienia dla wojska. Na czas budowy obozu, getto krakowskie zostało specjalnie podzielone na dwie części: A – dla osób zatrudnionych i B – dla nie posiadających zatrudnienia, starców oraz dzieci. Robotnicy oznaczani byli specjalnymi znakami z literami rozpoznawczymi. Doktor Eiehhornowa w swojej relacji wspomina o podziale getta: Dnia 28 października mieli się wszyscy pracujący stawić przed Arbeitsamtem rano przy ul. Józefińskiej.

Nas przepuszczono wszystkich do roboty i prócz matki naszej, która pracowała w firmach Madritsch i której wtedy nie uwzględniono. Matka wróciła wobec tego do domu, a gdy O.D-Mani chodzili po domach i wołali „Judenrein” ma wyszła na plac Zgody, gdzie byli zebrani nie pracujący. A kiedy wróciliśmy wieczorem do domu, więcej już matki naszej nie zastaliśmy. Na stole był list pożegnalny od niej.

Płaszowski obóz wyróżniał się na tle innych utworzonych przez Niemców na terenie Polski tym, że powstał na bazie jednego getta, nie zwożono do niego ludzi różnych narodowości. Przynajmniej w początkowej fazie istnienia stanowił swoiste przedłużenie getta krakowskiego, przeniesiono do niego firmy, wyposażenie placówek użytku publicznego – szpitali, łaźni – a także całe struktury samorządowe – zarząd oraz policję żydowską. Amon Leopold Göth, komendant obozu, który zasłynął szczególnym okrucieństwem, zeznawał po wojnie: Na czyje zarządzenie obóz płaszowski został utworzony, nie wiem, ponieważ było to jeszcze przed moim przybyciem do Krakowa. Wiem tylko, że początkowo planowano urządzić ten obóz jako namiastkę getta krakowskiego. Po wojnie Göth został aresztowany, skazany przez polski sąd na karę śmierci i stracony przez powieszenie.

Warunki życia

Obóz utworzono na terenie dwóch cmentarzy żydowskich – nowego cmentarza gminy krakowskiej przy ul. Abrahama 3 oraz starego przy ul. Jerozolimskiej 25. Pierwsi robotnicy zamieszkali w nim już w grudniu 1942 r., w niedokończonych barakach. Otoczeni nagrobkami i domami pogrzebowymi mieli mówić, że z cmentarza się nie wraca. Nowe baraki powstawały bezpośrednio na grobach, a pogrzeby odbywały się tu aż do 1942 r. Teren obozu cały czas się rozrastał, finalnie zajmował ok. 80 hektarów. Został podzielony na trzy części – mieszkalno-administracyjno-wojskową dla Niemców, pracowniczo-gospodarczą, gdzie mieściły się warsztaty, magazyny i budynki gospodarcze, oraz część mieszkalną dla więźniów, czyli obóz właściwy. Zgodnie z zasadą stosowaną przy budowach innych obozów koncentracyjnych Niemcy wysiedlili ludzi mieszkających w pobliżu KL Plaszow.

W marcu 1943 r. rozpoczęto likwidację krakowskiego getta. Mieszkańcy części A mieli zostać przeniesieni do obozu, mieszkańcy części B skazani zostali na śmierć. Po całej akcji liczba więźniów w obozie wzrosła do ponad 10 tysięcy. W czerwcu 1942 roku była pierwsza akcja, druga po kilku dniach, trzecia 28 października 1942, czwarta 13 marca 1943, przesiedlenie wszystkich do obozu w Płaszowie, a starców, dzieci i bezrobotnych wykończono w ghettcie, częściowo wysłano do obozów. Ja poszłam do obozu w Płaszowie, skąd po 17-tu dniach pobytu wysłano mnie do obozu do Szebni, dokąd zgłosiłam się dobrowolnie, gdyż zdawało mi się, że w Płaszowie dłużej nie wytrzymam. Baraki szpitalne były jak skrzynie na jaja zbite z desek, przez które woda przeciekała do środka i zamarzała, bez pieców, w marcu. Wyjechałam w 30 marca 1943 w transporcie 25 osób, lekarzy, pielęgniarek, dentystów, 12 osób personelu sanitarnego, a reszta z różnych zawodów­ – tak swój krótki pobyt podsumowała Lorka Schorr.

Praca w obozie była ciężka, podzielona na komanda robocze. Pod tym względem KL Plaszow nie różnił się od innych obozów, w nim także więźniowie robili wszystko, aby dostać pracę w tzw. dobrym komandzie – najlepiej pod dachem, z dostępem do wody i jedzenia. Takim miejscem była np. kuchnia, kartoflarnia czy piekarnia. Tak jak w innych obozach najgorszą pracą była ta wykonywana na powietrzu, między innymi w kamieniołomach, przy rozbiórce cmentarza, baraków lub innych budynków. W takich miejscach często zajęcie jakie więzień wykonywał na co dzień decydowało o jego życiu lub śmierci. Dzień roboczy rozpoczynał się o godzinie 4 rano, następnie po skończonym apelu o godzinie 6 następował wymarsz komand. Więźniom przysługiwała godzina przerwy przez cały dzień. Wraz ze zmianą sytuacji na froncie w 1944 r. zmieniła się również organizacja pracy w obozie, więźniowie zyskali wówczas wolne niedzielne popołudnia oraz inny rytm dnia, na co wpływ miały tzw. zaciemnienia.

To czym KL Plaszów różnił się od innych obozów było utrzymanie higieny i zdrowia. Dzięki wysokiej klasy lekarzom, którzy znajdowali się wśród więźniów, udało uniknąć się wielu epidemii. Odnotowano przypadek tyfusu plamistego, który uśmiercił ok. 400 osób zanim opanowano sytuacje.

Należy pamiętać, że obóz w Płaszowie był stworzony przez Niemców, więc zachowanie kadry nadzorczej nie różniło się od zachowania w innych niemieckich obozach. Więźniowie byli bici, poddawani torturom, mordowani bez powodu podczas pracy i bezlitośnie karani za każde przewinienie. Na terenie obozu miały miejsce również zbiorowe egzekucje. Odbywały się one przy starym cmentarzu żydowskim, gdzie wykopano dwa wielkie doły do których zrzucano ciała zamordowanych. W gwarze obozowej mówiono, że trafić w to miejsce to iść pod bagier. Określenie wzięło się od pracującej tam koparki. Trafili tam wszyscy pomordowani podczas likwidacji getta w 1943 r. – ci, którzy zginęli na jego terenie, jak również ci, którzy już w obozie zostali uznani za niezdolnych do pracy. Idąc za cytatem Jakuba Stendiga Po zlikwidowaniu getta oba cmentarze przyjęły 8000 żywych i 3000 zmarłych.

Likwidacja

Obóz zaczęto likwidować w połowie 1944 r. Wpływ miała na to sytuacja na froncie. Więźniowie wysyłani byli do obozów znajdujących się na terenie Rzeszy – KL Auschwitz, KL Mauthausen, KL Fross-Rosen, KL Buchenwald. Opis jednego z transportów znajdujemy w relacji Leib Salpeter: W lecie, w dzień, rano przed przyjściem do pracy zamknięto apelplatz i chaotycznie zestawiono transport (kobiet). Na apelplatzu aufseherki S.S. przeprowadzają rewizję dokładną, w niektórych wypadkach rozbierają nawet kobiety. Czynny udział bierze naczelny niemiecki lekarz… rewiduje, bije, kopie, po przeprowadzeniu rewizji zabiera wszystko, co miały przy sobie. Transport formuje się do wyjazdu i wyrusza po 6-ciu godzinach. Kobiety w tym dniu nie dostają żadnego wyżywienia. Dalsze rozbijanie rodzin. Do Mauthausen, Flossenbürg, Gross-Rosen, małymi grupami, wedle zawodów wysyła się często bez rewizji, zamiast czystych ubrań, otrzymują pościel. Większość z nich została zamordowana. Rozbiórka obozu zaczęła się we wrześniu 1944 r., kiedy to więźniowie, którzy pozostali na miejscu pod nadzorem kapo, zaczęli rozbierać baraki, demontować maszyny oraz pakować rzeczy, które pozostały. Ostatecznie obóz został opuszczony 14 stycznia 1945 r.

Według różnych źródeł przez KL Plaszow przeszło od 50 do 150 tysięcy ludzi. Nieliczni przeżyli wojnę. W 1939 r. w Krakowie mieszkało ok. 60 tys. Żydów, co w ówczesnym czasie stanowiło jedną czwartą ludności miasta. Wojnę przeżyło jedynie 10 procent – wśród nich 1 100 ocalonych przez Oskara Schindlera.

Marta Gorajczyk-Woźniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.