Krzysztof Ogiolda

Wybory jak w Bawarii? Nie. Tamte, to było zupełnie co innego

Przy głosowaniu korespondencyjnym potrzeba mniej osób do pracy w komisjach, ale chętnych i tak brakuje. Fot. Fot. Mariusz Kapala / Gazeta Lubuska Przy głosowaniu korespondencyjnym potrzeba mniej osób do pracy w komisjach, ale chętnych i tak brakuje.
Krzysztof Ogiolda

W Niemczech pomaga doświadczenie wszystkich stron. Nawet kiedy wybory odbywają się normalnie, czyli głosowanie korespondencyjne jest tylko jednym z wariantów, poczta wysyła do wyborców wcześniej informację o tym, kto w danym obwodzie kandyduje. Oznacza to, że pocztowcy mają wprawę w dostarczaniu takich przesyłek (robią taką akcję przynajmniej raz niemal w każdym roku).

Wyborcy zdążyli przez lata zadbać, żeby wysyłane do nich informacje - a jeśli chcą głosować korespondencyjnie - także karty wyborcze - trafiały pod właściwy adres.

- Oczywiście, zdarza się, że ktoś wynajmował mieszkanie, umarł i bliscy nie zdążyli wszystkich spraw pozamykać - opowiada Alois Rybosch. - Wtedy poczta przychodzi nieraz i przez pół roku.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Krzysztof Ogiolda

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.