Wszystko jest polityką. Rosja idzie na wojnę?

Czytaj dalej
Fot. Adam Jankowski
Ryszard Terlecki

Wszystko jest polityką. Rosja idzie na wojnę?

Ryszard Terlecki

Czy w ciągu najbliższych dni czy tygodni Rosja zaatakuje Ukrainę? To pytanie zadają sobie zarówno politycy, jak i dowódcy wojskowi w Europie i Stanach Zjednoczonych. Amerykanie przewidywali początek nowej fazy konfliktu na połowę stycznia, teraz uznali, ze możliwe jest opóźnienie o dwa-trzy tygodnie z powodu łagodnej zimy na wschodzie: nie zamarznięta ziemia utrudni poruszanie się czołgów. Ukraina szykuje się do odparcia ataku, a najnowsze informacje mówią o grupach komandosów, przerzuconych na teren okupowanych obszarów wschodniej Ukrainy, którzy odpowiednio przebrani mają być wykorzystani do prowokacji na tymczasowej granicy, a to miałoby stać się pretekstem do rosyjskiego ataku.

Co zamierza Putin? Zająć całą Ukrainę, a przynajmniej jej wschodnią część do Dniepru, z koniecznym w takim wariancie atakiem na Kijów? To mało prawdopodobne. Rosja ma przy granicach z Ukrainą jeszcze za mało wojska, straty podczas takiej operacji musiałyby być ogromne, a reakcja międzynarodowa trudna do przewidzenia. Co nie znaczy, że Rosja nie może wykonać tak szalonego pomysłu. Drugi możliwy wariant to ograniczony atak wzdłuż wybrzeża, na Mariupol, w kierunku Krymu i odcięcie Ukrainy od Morza Azowskiego, które i tak obecnie kontrolują Rosjanie. Taka „mała” wojna oznaczałaby jednak ciężkie walki z ukraińską armią, w tej chwili jedną z najliczniejszych w Europie. Marsz dalej brzegiem Morza Czarnego w kierunku Odessy, byłby właściwie tożsamy z wariantem pierwszym. Zyski z terytorialnych zdobyczy nie równoważyłyby skali sankcji, które – przynajmniej przez pewien czas – spotkałyby Rosję.

Możliwe są więc inne warianty: zamiar bezpośredniego przyłączenia do Rosji terenów wokół Doniecka i Ługańska z jakimś niewielkim ich poszerzeniem kosztem Ukrainy; ulokowanie na stałe wojsk na terenie Białorusi; doprowadzenie do politycznego przesilenia w Kijowie. A może to tylko bluff? Putin postawił Zachodowi twarde warunki do negocjacji, tak twarde, że właściwie niemożliwe do przyjęcia. Jest wśród nich zakaz przystąpienia Ukrainy i Gruzji do NATO, a także wycofanie wojsk NATO (zwłaszcza amerykańskich) ze wschodniej flanki sojuszu (zapewne w tym z Polski). Być może Putin liczy, że słaba administracja w Waszyngtonie ulegnie tej presji i pozwoli Rosji na kolejny polityczny sukces. A to zachodnia Europa (głównie Niemcy) przyjmie z zachwytem, pospiesznie uruchomi Nord Stream 2 i radośnie jeszcze bardziej uzależni się od rosyjskich dostaw gazu. Jeżeli Putin chciał tylko wystraszyć Zachód, to klasyczna wojna Europie nie grozi, ale polityka prowadzona na jej krawędzi wiąże się wciąż z poważnym ryzykiem. I co dla nas ważne: utrzyma groźne napięcie przy naszej wschodniej granicy.

Ryszard Terlecki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.