Wszystko jest polityką. Czy grozi nam nowa Jałta?

Czytaj dalej
Ryszard Terlecki

Wszystko jest polityką. Czy grozi nam nowa Jałta?

Ryszard Terlecki

Operacja białoruska z jesieni tego roku ani Łukaszence, ani Putinowi nie przyniosła sukcesu. Nie udało się zalać polskich miast, a później także unijnych, falą bliskowschodnich i afrykańskich uchodźców, nie udało się zdestabilizować politycznie Polski na tyle, aby parę miesięcy później nie była zdolna do udzielenia realnej pomocy Ukrainie.

Można się spodziewać, że gdyby powstały koczowiska przybyszów z innych kontynentów, Polacy z większą rezerwą przyjmowaliby uchodźców z Ukrainy. Polska jednak obroniła swoją granicę, chociaż wszyscy polscy sojusznicy Putina, a także niestety klienci Niemiec, gorliwie wykonywali swoje zobowiązania, atakując nasze służby i żądając otwarcia granicy. Dziś starają się, aby o ich postawie szybko zapomniano.

Ci sami, którzy stawali przeciwko Polsce w czasie kryzysu na białoruskiej granicy, usiłują teraz zaprezentować się opinii publicznej jako wielcy przyjaciele Ukrainy. Równocześnie wykorzystują napływ uchodźców do kłamliwego atakowania rządu za rzekome zaniedbania w udzielaniu pomocy. Dostali też przyzwolenie od swoich niemieckich protektorów, aby domagać się sankcji na zakupy ropy i gazu, których Niemcy najwyraźniej wprowadzić nie zamierzają. Po rychłym zakończeniu wojny, na co liczą Niemcy, ich interesy z Rosją wrócą do przedwojennego poziomu, a wtedy wszyscy, którzy dostawy z Rosji wstrzymali, będą kupować rosyjskie surowce za pośrednictwem Niemiec. Koncepcja zdominowania Europy w rezultacie niemiecko-rosyjskiego sojuszu stanie się jeszcze bardziej realna.

Za chwilę zacznie się wyścig już nie tylko o liczbę czołobitnych telefonów do Putina, ale także o terminy wizyt w Moskwie. Za austriackim kanclerzem, który przetarł wstydliwy szlak, pojadą następni. Może Macron przed drugą turą prezydenckich wyborów popędzi pokłonić się zbrodniarzom? A może kanclerz Niemiec uzna, że nie wolno dać się wyprzedzić? Pewnie chętnych znajdzie się jeszcze kilku. Nasza opozycja dyskretnie umilknie udając, że o niczym nie wie. O tym co naprawdę myśli przynajmniej część opozycyjnych środowisk świadczy malowanie znaku Z (używanego przez rosyjskie czołgi) jako firmowego symbolu oporu przeciwko „państwu PiS”. Można pogratulować pomysłu.

Niemiecka partia w Polsce, która dziś pozuje na sojuszników Ukrainy, w rzeczywistości chciałaby objąć w zarząd unijny (w domyśle: niemiecki) protektorat nad Wisłą, skwapliwie godząc się na umieszczenie Ukrainy w rosyjskiej strefie wpływów. Czy obejmie ona tylko Ukrainę, czy może również państwa bałtyckie, Gruzję, Mołdawię? Widmo nowej Jałty wisi nad Europą, tym razem z udziałem Niemiec zamiast Anglosasów. Czy na ten pomysł zgodzi się większość państw Unii Europejskiej? Tylko zwycięstwo Ukrainy może uchronić Europę przed nowym podziałem.

Ryszard Terlecki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.