Wojna pozycyjna czy kolejny atak

Czytaj dalej
Ryszard Terlecki

Wojna pozycyjna czy kolejny atak

Ryszard Terlecki

Minęło pół roku odkąd Ukraina broni swojej niepodległości w walce z armią, która uważana była za drugą armię świata. Ukraina walczy samotnie, bo chociaż otrzymuje pomoc z wielu państw, to jednak tylko jej żołnierze walczą na froncie. Pół roku bohaterskiej obrony to wielki sukces, tym bardziej, że rosyjscy agresorzy jak dotychczas nie zrealizowali żadnego ze swoich celów tej wojny (te cele są modyfikowane w następstwie ukraińskiego oporu).

Przy ogromnej przewadze rosyjskiego uzbrojenia Ukraina zaimponowała światu męstwem swych żołnierzy, ich przeszkoleniem i sprawnością dowodzenia. Jest to rezultat nie marnowania czasu od 2014 roku czyli od pierwszej rosyjskiej agresji na Donbas i Krym.

Od dłuższego czasu wojna ma charakter niemal pozycyjny, a postępy rosyjskiej armii nadal są skutecznie hamowane. Jedynie w Donbasie udaje się Rosjanom poszerzać obszar okupacji. Rosjanie unikają bezpośrednich starć, stosują ostrzał i bombardowania frontowych terenów, a także cywilnego zaplecza, zmuszając Ukraińców do wycofania się z umocnionych pozycji, a potem wprowadzają tam swoich żołnierzy.

Wprawdzie od kilku dni trwa próba kontrofensywy na południu, Ukraina przeprowadziła też udane ataki bombowe i rakietowe na zaplecze przeciwnika, niszcząc składy broni i amunicji, a nawet lotnisko, wciąż to jednak za mało, żeby mówić pozytywnym przełomie.

Wydaje się, że dalszy przebieg wojny zależy od Amerykanów. Ostatnie decyzje o przeznaczeniu kolejnych dużych sum na wojskową pomoc Ukrainie, świadczą o decyzji dalszego osłabiania Rosji. Równocześnie trzeba pamiętać, że część tych sum zostanie wykorzystana w ciągu kilku lat, a więc będzie służyć uzbrojeniu Ukrainy już po wojnie. Amerykanie, do niedawna skupieni na rywalizacji z Chinami, teraz odkryli, że ich dominująca pozycja w świecie zależy od rozstrzygnięcia wojny na Ukrainie. Dopiero teraz widzą błąd, który polegał na tym, że nie doszło wcześniej do przyjęcia Ukrainy do NATO.

Pakt wojskowy nie stawia proceduralnych warunków członkostwa, a wszelkie rzekome przeszkody wobec przyjęcia Ukrainy czy Gruzji, wynikały z obawy niektórych sojuszników „żeby nie drażnić Moskwy”. Gdyby Amerykanie byli bardziej stanowczy, a Ukraina w NATO, to prawdopodobnie Putin nie zdecydowałby się na atak.

Rosja, która obecnie nie dysponuje możliwościami definitywnego pokonania Ukrainy, nie może też wojny przegrać, bo byłby to koniec jej zabiegów o status super mocarstwa. Pozostają więc dwie możliwości: ograniczone, ale długotrwałe działania wzdłuż ustabilizowanej linii frontu, albo desperackie rozszerzenie wojny na jedno z państw NATO, np. Łotwę, Litwę albo Polskę. Na kogo wtedy będzie można liczyć, patrząc dziś na wylęknioną i gotową do ustępstw Europę?

Ryszard Terlecki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.