Tȟašúŋke Witkó

Wódz nadaje. Międzynarodowy ring

Wódz nadaje. Międzynarodowy ring
Tȟašúŋke Witkó

Jeśli już na początku pierwszej rundy, przeciwnik rozbije pięściarzowi łuk brwiowy, wtedy jedynie telewizyjny komentator walki dzieli włos na czworo i zastanawia się, czy kontuzja nastąpiła w wyniku zderzenia głowami, po ciosie zdanym nasadą rękawicy lub prawidłowo wyprowadzonym prawym sierpowym.

Co robi reszta zaangażowanych w pojedynek, zapytacie Państwo? Już odpowiadam! „Cutman”, czyli człowiek odpowiedzialny za likwidowanie skutków ran, staje na głowie, aby zawodnika doprowadzić do właściwego stanu. Trener z sekundantami przekazują swojemu pupilowi bezwartościowe rady, jak uporać się z wrażym bokserem, chroniąc jednocześnie uszkodzone miejsce, a sam poszkodowany marzy o szybkim znokautowaniu oponenta, co rychło pozwoli mu wziąć gorący prysznic i, tym samym, zakończyć mordęgę.

Problem jest taki, że w drugim narożniku sanitariusz nie ma nic do roboty, ale za to członkowie sztabu szkoleniowego naciskają, by ich podopieczny systematycznie uderzał w skaleczony punkt, ponieważ to umożliwi zakończenie starcia przed czasem. Tak, słyszę pełne oburzenia głosy moich Czytelników, usiłujących mówić coś o sportowym duchu i zasadach fair play.

Naturalnie, rozumiem owo wzmożenie i niesmak, ale muszę Was poinformować, że baron Pierre de Coubertin nie żyje od dekad, jego idee nie mają najmniejszych szans w konfrontacji ze spodziewanym zapisem na kontach bankowych, a wszystkich tych, którzy chcą naprawiać świat odsyłam do przedszkolnej grupy „Czerwone Muchomorki”, gdyż jedynie jej członkowie bezkrytycznie wierzą w baśnie o szlachetnych rycerzach, czytane im codziennie przez ulubioną panią Tosię. Takie zasady, a właściwie ich brak, królują na każdym ringu, również tym międzynarodowym.

Międzynarodowy ring, na który – za pośrednictwem Mińska – przemocą wciągnął nasze państwo Kreml, wygląda jeszcze gorzej od tego bokserskiego, ponieważ sędzia jest zawsze przekupiony. Dodatkowo, w przypadku Polski, robotę „cutmana” niweczy rodzima opozycja i wspierające ją media, które stały się trzecim zawodnikiem i systematycznie okładają kułakami zarówno cięcie, jak i zmęczony, nadwiślański korpus. Co prawda, ciosy na tułów nie są punktowane, ale odbierają oddech, więc prędzej czy później złapiemy zadyszkę.

Czym objawi się zmęczenie materiału? Nie wiem, ale może dojść do sytuacji, kiedy jeden z utrudzonych strażników granicznych lub żołnierzy nie wytrzyma i uderzy schwytanego imigranta, całe zajście ktoś sfilmuje, a później nagranie obiegnie świat, czym wzbudzi do nas niechęć międzynarodowej opinii publicznej. Człowiek jest łatwo sterowalny i najczęściej bezkrytycznie wierzy w to co widzi, dlatego Białorusini sprowadzili nad granicę dzieci, ponieważ obraz uciemiężonej dziatwy łatwo chwyta za serca. Niestety, strzał siepaczy Alaksandra Łukaszenki okazał się celny, gdyż zdegenerowana moralnie, żurnalistyczna brać spod Tatr, ochoczo podchwyciła narzuconą narrację i poczęła dręczyć swoimi materiałami nasze resorty siłowe. Teraz rodzi się pytanie – kto jest bardziej odporny psychicznie?

Odporność psychiczna staje się w tej chwili kluczowa dla tych wszystkich, którzy strzegą wschodniej granicy Rzeczpospolitej Polskiej. Cała machina, zarówno militarna , jak i

propagandowa, jest obliczona na wywołanie fermentu. Próby przedostania się w strzeżony pas nadgraniczny jakichś prawników wymachujących bliżej nieznanymi dokumentami, też wpisują się w wielkie przedsięwzięcie, mające na celu zrobienie wyłomu w polskim murze. Wiem, że obrazy ukazujące zziębnięte dzieci są w stanie poruszyć nawet głaz, ale dokładnie po to są one masowo produkowane.

Jeśli wpuścimy choć jednego malca, to następnego dnia owo nieszczelne miejsce będzie oblężone przez setkę następnych, za którymi przyjdą ich matki i ojcowie. Każdy przeciek rozpoczyna ta pierwsza kropla i do jej skapnięcia nie możemy dopuścić. Nie my jesteśmy odpowiedzialni za losy imigrantów i nie my powinniśmy lękać się rozliczeń, dlatego ci wszyscy, którzy to wiedzą osiągają sukces na międzynarodowym ringu.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.