Tȟašúŋke Witkó

Wódz nadaje. Degrengolada wrażliwości

Wódz nadaje. Degrengolada wrażliwości
Tȟašúŋke Witkó

„Świat już nigdy nie będzie taki sam!” – nieco ponad dwie dekady temu, zbliżoną frazę powtarzali wszyscy członkowie cywilizowanych społeczeństw – od Kapsztadu aż po Sydney. Oczywiście, chodziło o wstrząs, jaki wywołał atak terrorystyczny na dwie nowojorskie wieże, w którym zginęło 3 tys. ludzi.

Szok opinii światowej był tak duży, że praktycznie nikt nie oponował przeciwko militarnej wendecie, jaką było wysłanie wojsk amerykańskich do Afganistanu, w celu zduszenia Al-Ka’idy w jej mateczniku. Na kryjówki kamratów Osamy bin Ladena samoloty zrzucały "kosiarki stokrotek" – bomby ważące niemalże 7 ton – a międzynarodowa opinia publiczna dyszała chęcią odwetu za hekatombę, jaką islamiści zgotowali niewinnym pracownikom Światowego Centrum Handlu. Nie było żadnych wątpliwości, co do celowości operacji zbrojnej, a machina propagandowa sprawnie utrzymywała ludzkie umysły w przekonaniu, że innego wyjścia po prostu nie ma.

Kilkanaście miesięcy później – wciąż wykorzystując ludzkie wzmożenie skompilowane ze strachem o własny byt, zaatakowano Irak Saddama Husajna, co wzbudziło – i słusznie – wiele kontrowersji. Niemcy, główny gracz europejski, nie pomaszerowały nad Eufrat i, jakby tego było mało, z Berlina zaczęły dobiegać głosy krytyczne skierowane pod adresem Waszyngtonu. Paryż też zachowywał się sinusoidalnie, a Madryt wycofał stamtąd swoje siły zbrojne tuż po wygranej José Zapatero. Dziś, po smętnym milczeniu polityków Europy Zachodniej w sprawie rosyjskiego najazdu na Ukrainę, można postawić tezę, że obserwujemy mocną degrengoladę wrażliwości.

Degrengolada wrażliwości postępowała latami, w miarę uzależnienia demokratycznych gospodarek od rosyjskich energetycznych paliw kopalnych i osiągnęła poziom, w którym dyplomata znad Sprewy wprost powiedział swemu naddnieprzańskiemu odpowiednikowi, że pomoc zaatakowanemu krajowi jest nieopłacalna, gdyż Kreml i tak zwycięży. Nikt nie przejął się ludzkim życiem, albowiem to nie niemieckie, a ukraińskie dzieci ginęły w zbrodniczych atakach rakietowych, które wymierzono w obiekty cywilne. Mentalna hałastra, zwana powszechnie „elitami”, zawładnęła sceną polityczną niemalże na całym świecie.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie media, gdyż one modelują sposób postrzegania rządców. Filtry lub wzmacniacze nakładane na przekaz pozwalają precyzyjnie kanalizować wstrząsy opinii publicznej. Niewielu ma okazję obejrzeć wnętrze przeludnionego i śmierdzącego bunkra gdzieś w Zaporożu, ale za to wszyscy – chcąc lub nie – posiądą wiedzę o nowym biuście i ustach jakiegoś wyjca, określanego mianem piosenkarki, słynącej z walki o prawa kóz i lemurów. Media, z wielką łatwością potrafią przedstawić dowolnego kretyna, jako męża stanu, choćby największym jego wyczynem było publiczne porównywanie kolorów przyodzianych skarpetek, zaś z człeka wartościowego mogą zrobić faszystę, nazistę i ekstremistę – w zależności od potrzeb.

Fotografia wietnamskiej "napalm girl" ma już ponad pół wieku i wciąż wstrząsa światem, ale jakiś cudem nie ma swojego ukraińskiego „odpowiednika”. Jak to się stało, skoro dziś zdjęcie może zrobić dosłownie każdy? Ja, niestety, nie znam wyjaśnienia, jednak wiem, że mamy do czynienia z potworną degrengoladą wrażliwości.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.