Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Władysław Kosiniak-Kamysz: Polityka to maraton. Nie sprint

Czytaj dalej
Fot. Michał Gąciarz / Polska Press
Marek Bartosik

Władysław Kosiniak-Kamysz: Polityka to maraton. Nie sprint

Marek Bartosik

Te wybory udowodniły, że umiem walczyć - mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Po wyborach stał się pan dla polityków PiS jednym z największych wrogów. Gotowi są pańskim kolegom-ludowcom oddać wszystko, jeśli tylko pozbędą się pana ze stanowiska prezesa PSL. Równocześnie z otoczenia Donalda Tuska wypłynął sygnał, że gotów jest kandydować w wyborach prezydenckich, ale chciałby żeby to pan wtedy był premierem. Jak pan się czuje, jako bohater tak skrajnych emocji, które są tak różne, ale jedno mają wspólne: doceniają pańską rolę w polityce.

Pokazują przede wszystkim jak ważne były te wybory nie tylko dla naszych małych ojczyzn, ale także dla krajowej sceny politycznej i dobitnie udowadniają, jak znaczącym graczem jest na niej PSL. Wielu nie wierzyło, że jesteśmy w stanie uzyskać w procentach wynik dwucyfrowy i prawie 2 miliony głosów. Obrzydliwe ataki na naszą formację, także personalne na mnie jako prezesa PSL, do jakich dochodziło w kampanii, nie ustały i po wyborach. A jak atakują, znaczy się boją. To pokazuje, że PSL może odegrać kluczową rolę w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.

Uchyla się pan od skomentowania tego premierostwa?

Premier Tusk powiedział, że to fake news...

Tak określił informację o tym, że już zdecydował się kandydować na prezydenta. A równocześnie podkreślił jak bardzo pana ceni.

Za każde ciepłe słowo zawsze dziękuję.

Czy ma pan poczucie, że te wybory to ostateczny dowód na to, że dojrzał pan politycznie. Przestał pan być tylko sprawnym ministrem, bardzo dobrze ocenianym organizatorem, a stał się przywódcą politycznym i odrębność pańskiej postawy zaczęła być zauważana.

Te wybory pokazały, że umiem walczyć. Moja zasada, że polityka to maraton, i to z przeszkodami, a nie sprint, potwierdziła się. Od początku swojej drogi politycznej powtarzam: chcę łączyć, a nie dzielić, chcę budować mosty porozumienia, a nie wznosić mury między Polakami. To mało medialne w świecie politycznym zdominowanym przez ostry konflikt. Nie było łatwo utrzymać tę postawę, szczególnie przez ostatnie lata w opozycji, gdy na każdym kroku jest się atakowanym przez partię rządzącą i sprzyjające jej media. Człowiek hardzieje, ale też zyskuje na wyrazistości.

To świadomy zabieg czy efekt naporu wydarzeń?

Już trochę przeszedłem w polityce. Głęboko wierzę w sens obecności ludowców w polskiej polityce. To nas trzyma razem mimo prób eliminacji ze strony partii rządzącej. Wiem, że rzucanie się od ściany do ściany jest w polityce bez sensu. Konsekwencja została doceniona.

Kto pana tego nauczył?

Dorastałem w rodzinie, gdzie polityka była obecna 24 godziny na dobę. Ministrem pracy i polityki społecznej zostałem, gdy miałem 30 lat. Wielu wróżyło mi, że za 3 miesiące wrócę z walizką do Krakowa, bo polityka krakowska i ogólnopolska to inne jakości. W ministerstwie najważniejsza była jednak praca merytoryczna. Środek ciężkości przesunął się w kierunku czystej polityki, gdy dostałem się do Sejmu, i zostałem prezesem PSL. Oczywiście, że mam doradców.

Dużo rozmawiam z premierem Pawlakiem, ze Stanisławem Żelichowskim czy z Michałem Strąkiem. Na końcu jednak decyzje należą do mnie, podobnie jak i odpowiedzialność. Lekcje musiałem odrabiać szybko, bo zawsze byłem wrzucany na głęboką wodę. Prezesem zostałem w najgorszym okresie dla partii - groził jej wtedy rozpad, utrata klubu parlamentarnego, chwilami dramatycznie brakowało pieniędzy z powodu wcześniejszych błędów, dokuczało też upadłe morale.

Upadłe morale... Odsłuchałem opublikowaną krótko przed wyborami pańską rozmowę z Waldemarem Pawlakiem nagraną w 2014 roku przez kelnerów w restauracji „Sowa i przyjaciele”. Pierwsza myśl, jaka po tym przyszła mi do głowy brzmiała: Oni musieli wiedzieć, że są nagrywani.

(Śmiech). Nie komentuję nielegalnych nagrań prywatnych rozmów. Nie odnosiłem się do taśm premiera Morawieckiego, do tych też nie będę. Nie, nie miałem świadomości, że ktoś tę rozmowę nagrywa.

Czytaj więcej, a dowiesz się co powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz o poniższych kwestiach:

  • Teraz rozpada się Kukiz’15. To jest trochę niedoceniane, a może mieć olbrzymie znaczenie polityczne
  • Mówi Pan: koalicja z PiS nigdy. Tymczasem pańscy koledzy coraz częściej nie mają oporów.
  • Według mojej wiedzy za sukces polityczny zapłacił pan rozpadem małżeństwa. Warto było?

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Marek Bartosik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.