Wielki Post, czyli jak odmówić sobie, ale zarazem dać bliźniemu

Czytaj dalej
Fot. Piotr Krzyżanowski
Grażyna Starzak

Wielki Post, czyli jak odmówić sobie, ale zarazem dać bliźniemu

Grażyna Starzak

- Jeżeli Wielki Post ograniczymy tylko do odmawiania sobie czegoś, to przemienimy ten czas w gimnastykę silnej woli. Nie o to chodzi - mówi o. Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca, autor książek i popularnych programów telewizyjnych.

Prawie 90 proc. Polaków uważa się za ludzi wierzących. Ponad 50 proc. deklaruje, że w czasie Wielkiego Postu, który zaczął się dwa dni temu, stara się mniej jeść i rezygnuje z niektórych przyjemności. Jak - w opinii ojca - dobry chrześcijanin powinien przeżywać Wielki Post?
Najlepsza recepta jest zawarta w tradycji Kościoła, wyrastającej z Pisma Świętego. W Środę Popielcową czytany jest fragment Ewangelii świętego Mateusza, który wskazuje trzy elementy Wielkiego Postu: modlitwę, jałmużnę i poszczenie w dosłownym sensie. Jeżeli Wielki Post ograniczymy tylko do odmawiania sobie czegoś, to przemieniamy ten czas w gimnastykę silnej woli. Natomiast jeżeli połączymy go z dwoma pozostałymi elementami, czyli z dbaniem o modlitwę, o łączność z Chrystusem oraz o jałmużnę, czyli wrażliwość na bliźniego - to dochodzimy do istoty. A stawka jest wielka - nasze zbawienie…

Wielki Post wiąże się z pewnymi wyrzeczeniami. Jednak nawet niektórzy katolicy uważają, że zbytnie umartwianie się w Wielkim Poście to relikt przeszłości…
To jest kwestia naszego podejścia, a także dystansu do rzeczy materialnych. „Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia” - mówi Psalm 73. A to oznacza, że Bóg zaspokaja wszystkie potrzeby i pragnienia ludzkiego serca. Zatem ja, z miłości dla Niego, po to, aby żyć z Nim w jak największej zażyłości, używam rzeczy doczesnych tylko w takim wymiarze, w jakim są mi one niezbędne. Zarówno wypoczynek, nauka, jak i jedzenie, mogą mnie zbliżać do Boga, ale mogą mnie też oddalać od Niego. Chodzi o to, by być gotowym zrezygnować z jakichś dóbr, jeśli ta rezygnacja pomoże mi jeszcze bardziej zaprzyjaźnić się z Jezusem. Potem trzeba to od razu przekonwertować na program pomocy bliźniemu. Nasze życie nie może być jak zachowanie małego kotka, który liże swoje futerko i dba o to, by być czystym i białym. Swoimi decyzjami mam pomagać drugiemu człowiekowi. Post, wyrzeczenia, muszą być nakierowane na bliźnich.

Jak to przełożyć na codzienną praktykę?
Bardzo prosto. Jeśli np. ograniczam posiłki na czas Wielkiego Postu, to te zaoszczędzone na jedzeniu pieniądze mogę przekazać tym, którzy ich potrzebują bardziej ode mnie. Chodzi o to, by zawsze było odniesienie do drugiego człowieka. Bo jeśli robimy coś tylko dla siebie, to nie jest to w porządku.

A skoro mówimy o praktyce - od czego można mieć post w Wielkim Poście?
Są tacy, którzy nie włączają komputera albo telewizji przez cały Wielki Post. Wiadomości mogą przecież przeczytać w gazecie. Podobnie może być z chodzeniem do kina. Szkoła również daje takie możliwości. Nie ściągam, nie podpowiadam. Mogę pomóc, ale nie daję ściągać, a także sam o to nie proszę. Jestem fair play w rozmaitych grach, nie oszukuję, a czasem nawet pomagam słabszemu wygrać, ułatwiam innym życie. Do tego można dołożyć jeszcze udział w drodze krzyżowej czy w gorzkich żalach. Chodzi o to, żeby Panu Jezusowi dać więcej czasu, niż zwykle, żeby więcej myśleć o Bogu i o swoim zbawieniu.

W jednej z homilii mówił ojciec, że konieczne jest, aby w Wielkim Poście człowiek potrafił się zatrzymać…
Zdecydowanie potrzebujemy czerwonego światła. Od momentu grzechu pierworodnego jednym z elementów pokuty było wstrzymanie się od jakiegoś dobra, takie zatrzymanie się. Trzeba znać umiar we wszystkim: w jedzeniu i w piciu, ale także w pracy, w odpoczynku. Jeśli na przykład nie przerwę swojej pracy na jakiś czas, nawet, jeśli bardzo ją lubię, to prędzej czy później się wypalę. Kard. Stefan Wyszyński mówił, że niedziela musi być wolna dla każdego. Tłumaczył, że jeśli ktoś będzie pracował w niedzielę, to nie będzie w stanie pracować w poniedziałek i we wtorek. I miał rację. Bez zatrzymania się człowiek straci siły.

Z moich obserwacji wynika, że Wielki Post coraz rzadziej bywa czasem poświęconym na modlitwę, refleksję…
Ja też to widzę. Dlatego, zachęcam do przeżywania Wielkiego Postu całymi rodzinami, jako czasu opanowania, umiaru, ograniczenia przyjemności, ale także, jako okazję do głębszej refleksji. Np. do zastanowienia się nad swoim stosunkiem do tego, co się posiada. To można zrobić w oparciu o szkielet wielkopostnych ćwiczeń - Drogę Krzyżową, Gorzkie Żale, rekolekcje, spowiedź. Chodzi o ustawienie całego swojego ja. Czy naprawdę Jezus jest dla mnie tym, który mnie kocha? Który za mnie umarł na krzyżu? Któremu na mnie naprawdę zależy? W takim razie, jeśli wskazuje trudną drogę, to tylko po to, żeby przeszedłszy ten trudny odcinek, cieszyć się zwycięstwem w chwale. Wszystko, każdy sport, każde osiągnięcie, uczenie się do egzaminu, żeby zdobyć licencjat czy magisterium, jest wymagające. Ile się człowiek natrudzi. Ale to trzeba wszystko robić z pogodą ducha. „Nie zwieszaj głowy jak sitowie” - mówi Pismo Święte, ale bądź pogodny, jasny, radosny. Nie okazuj ludziom, że pościsz, ale pość z prostotą. Prof. Jerzy Ciesielski, obecnie kandydat na ołtarze, przyjaciel Jana Pawła II, nie mówił o tym, że dąży do świętości. Ale każdy widział, że on to robi. Nie musiał mówić. Nie mówił: „Teraz ja wam daję świadectwo”. A dzisiaj jest sługą Bożym. Nie przypinajmy sobie łatki, że katolik to człowiek umartwiony, poszczący, akuratny. Ale tak postępujmy, żeby patrząc na nas, ludzie widzieli, że ten człowiek rzeczywiście serio traktuje Boga i serio traktuje ludzi. Siebie samego też. Bo miłość zaczyna się od siebie.

W Wielkim Poście katolik powinien sobie zrobić przynajmniej jedno postanowienie…
Nie tylko zrobić, ale i go dotrzymać, a jeśli się zagapi i coś mu nie wyjdzie, natychmiast ma wrócić i ciągnąć dalej. Czasem ktoś go zniechęca: „No, to nie rób wcale”. Nie, nie, nie. Nie słuchać takich podszeptów. Napisz to sobie gdzieś i pamiętaj. Ja na przykład nie odmawiam sobie słodyczy, bo i tak nie przejadam się nimi, ale słyszałem, że dzieci, a nawet całe rodziny bardzo na serio rezygnują w Wielkim Poście ze słodyczy. Kiedyś chciałem poczęstować kogoś czekoladą i usłyszałem: „A to zostawimy na po Wielkim Poście, bo teraz nie jemy nic słodkiego”.

Powiedział ojciec kiedyś, że Wielki Post nie jest tylko dla postu. Jak to rozumieć?
Ano tak, że odmawianie sobie czegoś w czasie postu, na przykład jedzenia, powinno mnie kierować na drugiego człowieka. Powtórzę, post i jałmużna to dwa elementy, które się dopełniają. Razem przeżywane powodują, że trudno zamknąć się w takiej autokreacji. Jałmużnę trzeba rozumieć szeroko, nie tylko jako wrzucenie pieniążka do puszki - chociaż i to ma swoje znaczenie. Chrześcijanie pierwszych wieków, jeżeli pościli i czegoś nie jedli, to zaoszczędzone pieniądze ofiarowywali biednym. Jałmużna to jest również troska o bliźniego, który jest obok mnie i potrzebuje mojej obecności i pomocy.

Jakie zachowania najbardziej bulwersują ojca w czasie Wielkiego Postu?
Kiedyś w Wielki Piątek byłem w Warszawie. Idę główną ulicą i słyszę głośną muzykę z dyskoteki. Dochodzą stamtąd także śpiewy, śmiechy, buczenia. Przyznam się, że byłem zbulwersowany. Bo z badań CBOS wynika, iż wśród indywidualnych praktyk religijnych najczęstsze - 85 proc. - okazuje się zachowywanie postu w Wielki Piątek. A w tym również nieuczestniczenie w zabawach czy spotkaniach towarzyskich. Kultywowanie tej tradycji deklaruje nawet jedna trzecia badanych niepraktykujących. Myślę więc, że nawet jeśli nie interesuje kogoś ta tradycja, powinien okazać jej szacunek, jakiego sam chciałby dla siebie. Dlatego, w ten Wielki Piątek w Warszawie byłem tak zbulwersowany głośną muzyką i tańcem. Święty Benedykt mawiał, że nasze, mnichów życie, całe powinno być jak Wielki Post. Co miał na myśli? Ano to, żeby być opanowanym, jeśli chodzi o używanie dóbr tego świata. Myślę, że to wskazówka, która może się przydać także świeckim. I nie jest sprzeczna z tym, żeby mieć i używać, ale z roztropnością, z umiarem. Rozrywka też mieści się w ramach życia człowieka. Praca, rozrywka, są jak radość i cierpienie. Jak światło i cień. Mówią, że bez cienia to tylko robi się operacje. A dla uzyskania pełnego kształtu rzeczy musi być i światło, i cień. A więc posiadanie rzeczy, zabawa - tak, ale jednocześnie kontrolowanie swojego stosunku do nich.

Grażyna Starzak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.