Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Waldemar Dubaniowski: Tajowie zachowują spokój

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta
Dorota Kowalska

Waldemar Dubaniowski: Tajowie zachowują spokój

Dorota Kowalska

- Nie było paniki, raczej odczuwało się powagę sytuacji z jednej strony i wiarę w to, że jednak chłopcy zostaną odnalezieni żywi i zdrowi. Tajowie nie należą do osób nadzwyczajnie poddających się emocjom - mówi Waldemar Dubaniowski, polski ambasador w Tajlandii, w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Jaskinia Tham Luang Nang Non - co to za miejsce w Tajlandii?
Rejon, gdzie znajduje się jaskinia Tham Luang, to okolice w Tajlandii zdecydowanie mniej znane i mniej popularne z punktu widzenia milionów turystów odwiedzających to państwo. To północ kraju, gdzie nie ma plaż, nie ma tłumów turystów, a co za tym idzie, nie jest to region tak skomercjalizowany jak np. Phuket czy Pattaya. Ale za to jest piękny, w znacznej mierze górzysty krajobraz, niezwykle gościnni ludzie, bogata historia i kultura oraz naturalny klimat lasów tropikalnych.

To chyba dość biedny, rolniczy region? Czym zajmują się najczęściej okoliczni mieszkańcy?
Okolice Chang Rai i Chang Mai nie należą z pewnością do najbogatszych w Tajlandii. Turystyka powoli się tam rozwija, stąd do tej pory znakomita część okolicznej ludności pracuje na roli. Uprawiają nie tylko ryż, co nie dziwne, jako że z tego słynie Tajlandia, ale również liczi, tytoń, kawę i wysokiej jakości herbatę. Jednocześnie część mieszkańców zajmuje się rzemiosłem, wytwarzają charakterystyczną miejscową ceramikę, jedwabie, ozdoby drewniane i biżuterię. Swoistą ciekawostką jest fakt, że w tych okolicach zostały w przeszłości utworzone tzw. projekty królewskie. To ciekawy pomysł polegający na tym, że w miejscu, które do tej pory było niezwykle biedne i wydawało się, że bez żadnych perspektyw rozwoju, dzięki inicjatywie królewskiej i zaangażowaniu finansów państwowych, wprowadzono nowe technologie uprawy oraz nowe odmiany, co doprowadziło do wzrostu zatrudnienia i poprawy warunków życia miejscowej ludności. Nie zapominajmy bowiem, że są to tereny sąsiadujące z okrytym złą sławą „Złotym Trójkątem”.

Jak pan się dowiedział o chłopcach, którzy utknęli w jaskini?
Oczywiście, jako dyplomata, staram się trzymać rękę na pulsie, stąd zaczynam i zwykle kończę dzień od przejrzenia aktualnych tutejszych portali. Tak było również tym razem, kiedy na jednym z lokalnych portali - 23 czerwca pojawiła się informacja o zaginięciu młodej drużyny piłkarskiej „Dzikich Dzików” i o odnalezionych ich rowerach u wejścia do jaskini. Rozmawiałem z moimi lokalnymi, tajskimi współpracownikami, którzy od razu zdali sobie sprawę, że sytuacja jest bardzo trudna, jako że to pora deszczowa i na dodatek intensywniejsza niż zwykle. Hektolitry wody spadły na północy w relatywnie krótkim okresie.

Uwięzieni to młodzi zawodnicy miejscowej drużyny „Dzikie Dziki”. Piłka nożna to popularny sport w Tajlandii?
Bez wątpienia, piłka nożna to sport numer jeden w Tajlandii, dopiero na drugim miejscu jest narodowy tajski sport czyli boks tajski (Muai Thai). To o tyle ciekawe, że piłkarska reprezentacja Tajlandii nie odnosi przesadnych sukcesów, a mimo to Tajowie są zakochani w futbolu, interesują się nie tylko własną ligą, ale pasjonują się ligą angielską, znają najlepszych zawodników na świecie i oczywiście dla wielu z nich najbardziej znany Polak to Robert Lewandowski. Pewnie się pani zdziwi, ale poważni tajscy biznesmeni byli kilka lat temu właścicielem jednego z najpotężniejszych klubów piłkarskich - Manchesteru United, a dziś inna grupa tajskich inwestorów jest właścicielami Leicester - czyli mocnego klubu w Premiere League.

Jak na początku pisały o sprawie lokalne media? W jakim tonie opisywały tę dramatyczną historię?
Początkowo było to właściwie zdanie relacji, informacja o faktach oraz duży nacisk na przewidywaną prognozę pogody, w tym w szczególności dotyczącą poziomu opadów. Z każdym dniem, kiedy nie było żadnych wieści o chłopcach, komentarze w mediach stawały się bardziej dramatyczne i emocjonalne, ale nie histeryczne. Opisywano szczegółowo, jak trudne ukształtowanie ma jaskinia Tham Luang i że w czasie niezwykle intensywnych opadów staje się pułapką, do której nawet doświadczeni ratownicy nie mogą się dostać. A jeśli o ratownikach mowa, to naturalnie drobiazgowo opisywano ich niezwykłe zaangażowanie w poszukiwanie alternatywnego wejścia do jaskini. Informowano o licznych ofertach specjalistycznej pomocy płynącej z różnych zakątków świata. Z drugiej strony pojawiało się coraz więcej informacji o zaginionych dzieciach, o samym trenerze „Eku” i o drużynie „Dzików”.

Mnie zaskoczyło, że nikt nie atakował trenera chłopaków, który miał wprowadzić ich do jaskini. Ekapola Chanthawonga broniły nawet rodziny chłopców. Z czego to wynika, jak pan myśli?

Dowiedz się:

  • Jak na początku pisały o sprawie lokalne media? W jakim tonie opisywały tę dramatyczną historię?
  • Buddyzm pomaga sobie radzić w takich sytuacjach?

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.