Uczestnicy Światowych Dni Młodzieży uspokajają krakowian: Nie taki pielgrzym straszny, jak go malują

Czytaj dalej
Fot. Fot. Archiwum
Anna Agaciak

Uczestnicy Światowych Dni Młodzieży uspokajają krakowian: Nie taki pielgrzym straszny, jak go malują

Anna Agaciak

Wydarzenie. Do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie pozostało zaledwie sześć miesięcy. Komitet Organizacyjny gorączkowo szuka miejsc noclegowych dla pielgrzymów z całego świata. Mieszkańcy Polski południowej nie kryją jednak swych obaw. Uważają, że mają zbyt skromne warunki, aby przyjąć takich gości, wstydzą się, że nie znają języków. Pielgrzymi tymczasem zapewniają, że nie mają żadnych wymagań. Oczekują jedynie życzliwości

Pół roku przed Światowymi Dniami Młodzieży chęć przyjazdu do Krakowa zadeklarowało 564 tys. osób ze 157 krajów - podał w raporcie o stanie przygotowań Komitet Organizacyjny. Nadal jednak brakuje dla nich miejsc noclegowych. Na razie zgłoszono ich ok. 120 tys., a potrzeba nawet 450 tys.

Autor: Joanna Urbaniec

Najwięcej osób, które do tej pory zarejestrowały swój udział w ŚDM, pochodzi z: Włoch (83 tys.) Francji (39,5 tys.) i Hiszpanii (ponad 32 tys.).

Pielgrzymi przyjeżdżający na ŚDM zakwaterowani zostaną w parafiach w województwie małopolskim oraz w gminach i dekanatach na terenie województw śląskiego i świętokrzyskiego. Pielgrzymi będą kwaterowani także w miejscach udostępnianych przez Miasto Kraków.

- Zgodnie z ustaleniami pomiędzy Urzędem Miasta Krakowa a Komitetem Organizacyjnym Światowych Dni Młodzieży, w 182 szkołach i innych placówkach oświatowych (oprócz Międzyszkolnych Ośrodków Sportowych) będzie ok. 60 000 miejsc noclegowych pielgrzymów. Zostaną im one udostępniane od 24 lipca do 2 sierpnia 2016 roku - informuje zastępca dyrektora Wydziału Edukacji UMK Beata Tracka-Samborska.

Wciąż potrzeba kolejnych miejsc noclegowych dla pielgrzymów. - Apelujemy do wszystkich rodzin z miejsc objętych strefami zakwaterowania o otwarcie drzwi swoich domów i przyjęcie młodych z całego świata - mówiła ksiądz Adam Parszywka z komitetu Organizacyjnego ŚDM.

Strach przed nieznanym
Tymczasem mieszkańcy Krakowa i okolic nie kryją obaw przed przyjęciem pielgrzymów. W czasie wizyt duszpasterskich księża słyszą od parafian, że ci mają zbyt skromne warunki, nie znają języków lub nie mogą w lipcu wziąć urlopu, aby zająć się gośćmi. Niektórzy zastanawiają się też, czy przyjęcie uczestnika Światowych Dni Młodzieży jest bezpieczne. Księża i organizatorzy starają się rozwiać te obawy.

Robią to także uczestnicy poprzednich Światowych Dni Młodzieży w Kolonii (2005), Madrycie (2011) czy Rio de Janeiro (2013). W rozmowie z „Dziennikiem Polskim” opowiadają, jak przyjmowano ich podczas pielgrzymek, jak rodziny radziły sobie z nieznajomością języków i czego tak naprawdę oczekuje pielgrzym.

Pierwsze wyjazdy
- Gdy postanowiłam wyruszyć do Kolonii, nie miałam pojęcia, czym są Światowe Dni Młodzieży. Po prostu bardzo chciałam zobaczyć na żywo Jana Pawła II - wspomina Weronika Griszel. - Tymczasem Papież umarł w kwietniu. Moje marzenie legło w gruzach. Zaczęłam się wahać. Jednak wątpliwości zniknęły, gdy przypomniałam sobie, że dla JPII ŚDM były czymś ważnym. Postanowiłam więc pojechać i podziękować za osobę Jana Pawła II.

Dla Weroniki ŚDM to była miłość od pierwszego wejrzenia. Mówi, że jak się złapie adrenalinę tych spotkań to już się jeździ na nie cały czas. Pojechała w zgranej grupie, z duszpasterstwem z Grodna, gdyż jest Białorusinką. O tym, że będzie jeździć na kolejne ŚDM zadecydowała ostatnia msza w Kolonii, kiedy ojciec Benedykt poprosił aby wziąć się za ręce.

- Pamiętam ogromne wzruszenie, kiedy dwa miliony młodych ludzi razem wzięły się za ręce i odmawiały modlitwę, każdy w swoim języku - mówi z przejęciem Weronika. - Zabrzmiało wtedy 200 języków świata. Poczucie jedności młodego, ogromnego kościoła było niesamowite.

Ciarki na wspomnienie tej chwili zostały jej na całe życie. - Wtedy zrozumiałam, że jestem częścią czegoś ogromnego, a ten młody człowiek, który stoi obok mnie, ma te same wartości i jesteśmy z jednej rodziny. Tworzymy międzynarodową wspólnotę.To jest uczucie, dla którego warto jeździć na ŚDM.

Noclegi na ŚDM
W Kolonii Weronika mieszkała w domu rekolekcyjnym prowadzonym przez siostry zakonne. - Niestety, tam nie miałam bezpośredniego kontaktu z mieszkańcami. Mówię - niestety, ponieważ ŚDM nabierają zupełnie innego wymiaru, gdy dzieli się mieszkanie z tubylcami. Na kolejnych takich pielgrzymkach już tego zaznałam - wyjaśnia.

Według Weroniki spędzanie czasu z rodziną to drugi wątek ŚDM. Nie tylko się poznaje kulturę danego kraju od wewnątrz, ale spotyka się ludzi z ogromnym sercem.

Na przykład podczas pielgrzymki do Madrytu, w małej miejscowości koło Walencji Weronika trafiła, razem z dużą grupą (35 osób) do starszej kobiety. Udostępniła ona pielgrzymom swój garaż przerobiony na letni dom.

- Tam mieliśmy jedną łazienkę, jedna kuchnię, radziliśmy sobie wyśmienicie, a starsza Pani za każdym razem, gdy wracaliśmy ze spotkań, przygotowywała dla nas cała tacę upieczonych mufinek albo czekoladek - wspomina. - Była ogromnie szczęśliwa, że mogła nas u siebie mieć. Traktowała to niemal jak wyróżnienie. Gdy ją spotykaliśmy w miasteczku, chwaliła się nami, a my nazywaliśmy ja naszą „hiszpańską mamą”. Ona nie traktowała nas jak gościa w hotelu, ale jak swą rodzinę.

Do Rio Weronika pojechała już ze swoją wspólnotą z Krakowa. Nie miała pojęcia gdzie będzie nocować, wiedziała tylko, w jakiej będzie parafii. Dopiero na miejscu okazało się, że razem z dwiema koleżankami trafiła na noclegi do faweli, czyli brazylijskiej dzielnicy biedy. - Jadąc do domu, w którym miałyśmy spać, przeżyłyśmy szok. Za oknem busa widziałyśmy mnóstwo śmieci, domki prawie z kartonów. Jak tu spędzić siedem dni? Trzeba zaufać panu Bogu - uspokajały się.

Trafiły do murowanego, choć bardzo biednego domu. Łazienka mieściła jedną osobę. Trzy dziewczyny dostały do dyspozycji maleńki pokoik z jednym łóżkiem. Spały więc także na podłodze. Walizki stały na korytarzu, na którym spała właścicielka pokoju. Biedna rodzina, która je przyjęła była dumna, że ma gości Krakowa, z miasta Jana Pawła II.

Gospodarze nie musieli podejmować gości posiłkami. Te zapewniała pielgrzymom parafia. Mimo to zawsze pytali, czy dziewczyny nie są głodne. - Nie chciałyśmy ich jednak obciążać - mówi pani Weronika. - Tylko raz zgodziliśmy na przyjecie specjalnie na naszą cześć.

Do dzielnicy biedy, trafiła też Małgosia Krupnik. - To było fantastyczne doświadczenie i niezwykli ludzie. Jak nam zorganizowali grilla powitalnego, przyszło pół wioski, żeby nas poznać. Uczyli nas tańczyć sambę i capoeirę. Niestety europejczycy nie mają takiego rytmu -ubolewa Małgosia.

Tymczasem czwórka kolegów z 15-osobowej grupy, z którą przyjechała Weronika, trafiła do willi z dwoma basenami. Taka rodzina też wszędzie woziła ich samochodem.

- Trafia się różnie, od najbogatszych rodzin, z ochroniarzem na posesji, do najbiedniejszych. Łączy to serce - mówi z przekonaniem Weronika. - Wszędzie byliśmy przyjmowani ogromnie życzliwie.

Języki? Migowy najlepszy
Rodziny przyjmujące pielgrzymów są ich zawsze bardzo ciekawe, czekają z niecierpliwością na ich powrót z uroczystości. Najczęściej jednak pielgrzymi wracają do domów jedynie na noc. Wychodzą wcześnie rano, a wracają późnym wieczorem i są ogromnie zmęczeni.

- A rodzina chcę się nimi nacieszyć, poznać, opowiedzieć o sobie. Zaczyna się od pokazywania zdjęć rodzinnych, często też przychodzą sąsiedzi lub przyjaciele. - Chcą się nami pochwalić. Takie spotkania przeciągają się do późnych godzin nocnych. Nie ma znaczenia, że nie mówimy w ich języku - śmieje się Weronika.

Dla Brazylijczyków ogromnie ważne było, że pielgrzymi przyjechali z Krakowa. - Wiedzieli, że to miasto Jana Pawła II, nasza obecność w ich rodzinie, była jakby cząstką polskiego Papieża. Wszyscy chcieli więc nas przytulać, mówili, że to tak jakby dotykali Jana Pawła II. To było dla nas bardzo dziwne, ale to cecha krajów południowo-amerykańskich.

Mateusz Zimny wspomina, że w Rio nocował zarówno w salach gimnastycznych jak i w domu mieszkańców. - Rodzin, które chciały przyjąć pielgrzymów było więcej niż samych pielgrzymów - wspomina Mateusz. - Mieszkałem w ewangelickiej rodzinie. Przyszli po nas do parafii. Byli bardzo gościnni.

Monika Rybczyńska pojechała do Rio na ŚDM pracować w polskiej kwaterze - Opiekowaliśmy się pielgrzymami z naszego kraju - opowiada. - Jedna z rodzin polonijnych ofiarowała nam swój niezamieszkany apartament. Widok z okien był przepiękny, zwłaszcza nocą. Mieszkaliśmy na siódmym piętrze. Z jednej strony widzieliśmy lądujące samoloty, z drugiej ocean. Otaczała nas też ogromna życzliwość mieszkańców.

Uczestnicy ŚDM zapewniają, że z porozumiewaniem się z obcokrajowcami nie ma najmniejszego problemu. Język migowy załatwia sprawę. Parafie przygotowują na wszelki wypadek różne pomocne słowniczki i rozmówki.

Michał Kłosowski z komitetu organizacyjnego ŚDM w Krakowie dodaje, ze już docierają do niego wieści, że osoby wybierające się w lipcu do Polski zaczęły uczyć się z werwą podstawowych polskich zwrotów: Dziękuję, Dzień Dobry, Do Widzenia, Dobra, dobra.

Niektórzy przyjmujący pielgrzymów pod swój dach uciekają się jeszcze do innych metod.

- Słyszałem historie pielgrzyma z Rio, że z grupa trafiła do domu starszego małżeństwa, które na ich powitanie obkleiło dom karteczkami z rysunkami co gdzie jest - śmieje się Michał Kłosowski. - To było rozbrajające.

Urlopu brać nie trzeba
Pielgrzymi uspokajają także, że rodziny deklarujące przyjęcie ich pod swój dach absolutnie nie muszą brać urlopów z ich powodu. Dzień pielgrzyma jest powiem wypełniony od rana do późnego wieczora. Ok. godz. 8-9 idą na śniadanie do parafii. Potem udają się do wyznaczonego kościoła (godz. 10-11), gdzie dzień zaczyna się od katechezy w języku narodowym. Wtedy można iść do spowiedzi.

O godz. 12 jest zazwyczaj msza święta. Potem przerwa na obiad. Jeśli pielgrzym wybrał pakiet z wyżywieniem, to otrzymuje talony z lokalizacją punktami, gdzie może go zjeść. Pielgrzymi, którzy wyżywienia nie mają w pakiecie, organizują je sobie we własnym zakresie. Po obiedzie zaczyna się festiwal młodych. To seria różnych wydarzeń kulturalnych, modlitewnych czy sportowych. Można wtedy skorzystać z tzw. targów powołaniowych czy strefy pojednania z dziesiątkiami konfesjonałów. Jest czas na modlitwę, spowiedź, ale i zabawę.

Wydarzenia centralne odbywają się wieczorem. We wtorek zawsze jest ceremonia otwarcia kiedy biskup wita młodzież całego świata. W czwartek wieczorem odbywa się spotkanie się z Ojcem Świętym. W piątek jest droga krzyżowa. Uroczystości te kończą się ok. godz. 21 po czym pielgrzymi udają się na kolację i po niej wracają do rodzin.

Sobota to dzień szczególny. Wszyscy wyruszają rankiem na piechotę na miejsce czuwania - poza miastem. Wieczorem spotykają się tam z Ojcem Świętym.

Papież Benedykt w Kolonii podczas czuwania wprowadził adorację. Tak było też w Madrycie i to nawet w czasie wielkiej burzy. Czuwanie zawsze kończy się koncertem uwielbieniowym, w czasie którego młodzi ludzie mogą sobie pośpiewać lub potańczyć albo iść do namiotów adoracyjnych i nadal się modlić. Przed północą uroczystości dobiegają końca.

Czego pragnie pielgrzym
Wszyscy nasi rozmówcy zapewniają, że niewiele. Uczestnicy ŚDM to młodzi ludzie w wieku od 18-35 lat. Większość jednak między 20-27 lat. Takim osobom wiele do szczęścia nie potrzeba.

- Na pięć dni tylko 3 mkw. Aby było gdzie położyć karimatę i śpiwór. Każdy z pielgrzymów je posiada - zaznacza Mateusz.

- Z rzeczy najważniejszych to prysznic i ciepła woda - dodaje Weronika Griszel. - Po całym dniu jesteśmy tak zmęczeni, że kawałek miejsca do spania i prysznic to jedyne o czym marzymy. Ważna jest też świadomość, że ktoś na nas czeka z miłością i radością.

Zdecydowana większość pielgrzymów preferuje zakwaterowanie u rodzin. - W szkołach czy ośrodkach jesteśmy wprawdzie bardziej niezależni, ale to nie to samo. Z rodzinami utrzymujemy kontakty, np. na Facebooku. Wysyłamy do siebie kartki czy prezenty dzieciom na święta. Dzięki rodzinom wiemy, ze nie jesteśmy na ŚDM anonimowi - przekonują nasi rozmówcy. I przypominają, że każdy z pielgrzymów potrzebuje w pierwszym rzędzie spotkań z Papieżem Franciszkiem. To cel nadrzędny.

Bezpieczeństwo
Wiele polskich rodzin ma obawy, czy Światowe Dni Młodzieży nie będą okazją dla terrorystów i czy niebezpieczni ludzie nie trafia pod ich dach. Z komitetu organizacyjnego płyną uspokajające komunikaty.

- W wywiadzie z Krzysztofem Szczerskim z kancelarii prezydenta padły zapewnienia, że Polska dołoży wszelkich starań, aby pielgrzymów kontrolować, między innymi na granicy. My także staramy się, jak najbardziej zmniejszyć prawdopodobieństwo i ryzyko wprowadzenia ludzi, którzy mogą powodować problemy - mówi Michał Kłosowski z departamentu komunikacji ŚDM 2016.

Uczestnicy ŚDM nie są dla organizatora anonimowi. Sam sposób rejestracji i zapisów jest bezpieczny. Weryfikacja jest dwuetapowa. - Zacznijmy od tego, że rejestruje się grupy pod przewodnictwem księdza. On zna osoby, które z nim przyjadą. Od księży otrzymujemy podstawowe informacje o uczestnikach - precyzuje Michał Kłosowski. - Poza tym to wydarzenie duchowe o tak pozytywnych emocjach i przekazie, że ryzyko dostania się nieodpowiednich ludzi jest niewielkie - dodaje.

- Do rodzin trafiają więc tylko osoby, które są zarejestrowane. Każda zarejestrowana grupa ma swój numer identyfikacyjny - mówi Weronika. - Pielgrzym, którego nie ma w systemie rejestracyjnym, nie dostanie adresu rodziny.

Ważne jest także to, że do rodziny nie trafia jeden pielgrzym. To nie byłoby komfortowe dla obu stron. Dlatego przyjęto zasadę, że przyjmowane są minimum dwie osoby.

- Pielgrzyma nie trzeba się bać, to osoba, która charakteryzuje się wysoka kulturą i uduchowieniem, uczciwością - przekonują uczestnicy.

Mateusz Zimny, który był w czasie ŚDM w Rio zaznacza, że pielgrzymi to nieprzypadkowi ludzie. - Aby przyjechać na ŚDM trzeba się postarać, znaleźć grupę, brać udział w spotkaniach, zgromadzić pieniądze. Oni naprawdę jadą w dobrych intencjach. Ponadto wielu pielgrzymów pochodzi z krajów, w których muszą spełnić obowiązek wizowy, i już na tym etapie są weryfikowane - wylicza Mateusz.

- Zazwyczaj, jeżeli ktoś chce przyjechać przede wszystkim w celach turystycznych lub dla imprezy, to nie będzie się rejestrował jako pielgrzym, a po prostu wynajmie sobie pokój w hotelu - kwituje Weronika Griszel.

Anna Agaciak

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Kr@kus

Wybuch epidemii wirusa Świńskiej Grypy w Krakowie zapewne przyciągnie tłumy na ŚDM. Potem uczestnicy rozwiozą wirusa po całym świecie. W Krakowie zarażonych jest obecnie dziesięć osób jedenasta zmarła. Z soboty na niedzielę pojawiły się cztery zarażone osoby. W takim tempie do lipca będą ich tłumy.

kk

strasza??

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.