Tylko mnie kochaj, mamo. Położna to najpiękniejszy zawód świata

Czytaj dalej
Fot. Pixabay
Majka Lisińska-Kozioł

Tylko mnie kochaj, mamo. Położna to najpiękniejszy zawód świata

Majka Lisińska-Kozioł

Gdy Krystyna Waligóra 42 lata temu decydowała, że zostanie położną była przekonana, że wybiera najpiękniejszy zawód świata. - Dziecko to cud natury, a ja będę witać je na świecie - tak myślałam i tak czuję dzisiaj, choć przez te lata widziałam i śmiech, i łzy szczęścia, i rozpacz, i ból. Jak w życiu.

Dziś na porodówce szpitala im. Gabriela Narutowicza jest spokojnie. Położna Krystyna Waligóra ma nocny dyżur. Kto miał urodzić - urodził. Trzy mamy czekają na wypis do domu, ale te są już ze swoimi maluchami na oddziale noworodków. Pokazuje mi duże pokoje urządzone w różnych tonacjach kolorystycznych. W każdym jest wygodne łóżko dla przyszłej mamy, która może na nim leżeć, ale też wstać i pospacerować albo zrelaksować się w obszernej wannie. W pokoju zamontowano niezbędną aparaturę diagnostyczną. Wstawiono fotel dla osoby towarzyszącej.

Wiele się zmieniło od czasu, gdy pani Krystyna zaczynała swoją pracę. I w wyposażeniu, i w nastawieniu młodych kobiet do macierzyństwa, i w podejściu do roli taty ich partnerów. Dawniej nad pojawieniem się pierwszego, a tym bardziej kolejnego dziecka panie przechodziły do porządku dziennego. Witały malucha bez zbędnych uniesień.

Teraz większość kobiet, które rodzą dzieci, okazuje światu szczęście. Widać, że są przejęte nową rolą. „Mama” - to przecież brzmi dumnie. Wzruszeń na porodówce nie brakuje.

Położne z Narutowicza pamiętają pewną niezwykłą parę. Były lata dziewięćdziesiąte. Przyszli rodzice mieli po dwadzieścia parę lat, jeszcze studiowali. Czekali na swoje pierwsze dziecko. Dziewczyna urodziła córeczkę. Lekarka długo przyglądała się małej. Poprosiła na konsultację położną, potem jeszcze jedną. Tylko po sobie spojrzały. Żadna nie miała odwagi powiedzieć rodzicom, że córka ma delikatne cechy Zespołu Downa.

W końcu zniecierpliwiony tata wszedł do gabinetu lekarki i zapytał wprost: co się dzieje? Niech nam panie powiedzą? To Down?- spytał.

- Skinęłyśmy głowami. I wtedy ten młody człowiek wziął na ręce swoją córeczkę przytulił ją do serca i powiedział czule: chodź do nas. Nie bój się. I tak będziemy cię kochać.

A nam łzy ciurkiem popłynęły po policzkach… Ten tata dał nam lekcję dojrzałości i wielkiej miłości. Miłości mimo wszystko i wbrew wszystkiemu.

Czytaj więcej:

  • Poród jest jak randka w ciemno?
  • "Dziecko to cud natury. Jest takie maleńkie, a świat rodziców od pierwszej chwili kręci się wokół niego. I niech zawsze tak będzie"

 

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Majka Lisińska-Kozioł

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.