Tu rotmistrz Pilecki pisał raport z Auschwitz

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Muzeum w Koryznówce
Jaromir Kwiatkowski

Tu rotmistrz Pilecki pisał raport z Auschwitz

Jaromir Kwiatkowski

Dworek Koryznówka. Na początku maja 1943 r. trafił tu po brawurowej ucieczce z KL Auschwitz rotmistrz Witold Pilecki.

Pilecki nie mógł przypuszczać, że właścicielem dworku jest Tomasz Serafiński, zastępca dowódcy placówki AK, którego tożsamość przyjął, idąc na ochotnika do obozowego piekła.

Życie często składa się z niezwykłych wydarzeń - podkreśla Maria Serafińska-Domańska, córka Tomasza Serafińskiego. - Mój ojciec mógł pomyśleć, że to prowokacja i powiedzieć: „Nie, nie możemy panu udzielić schronienia, jest to zbyt niebezpieczne”. Ale tego nie zrobił. Sam Pilecki też musiał być mocno zdziwiony tym spotkaniem.

Mówiąc ściśle, do Koryznówki dotarło trzech uciekinierów z KL Auschwitz: oprócz Witolda Pileckiego także Jan Redzej i Edward Ciesielski. Uciekinierzy, wędrując przez Puszczę Niepołomicką, natknęli się na niemiecki patrol. Pilecki został lekko postrzelony w ramię. Zdołali jednak zbiec i dzień później dotarli do Bochni, gdzie spotkali się w domu Józefa Obory, którego adres dostali od jednego ze współwięźniów. Pilecki prosił o umożliwienie mu szybkiego kontaktu z AK. Znajomy państwa Oborów, Leon Wandasiewicz, zaprowadził go do Koryznówki, do prawdziwego Tomasza Serafińskiego.

Początkowo miejscowa komenda AK nie dała wiary wyjaśnieniom Pileckiego i jego towarzyszy, obawiając się, że rzeczywiście jest to prowokacja niemiecka. Na szczęście, 1 czerwca 1943 r. do Wiśnicza dotarł wysłannik Komendy Głównej AK, Stefan Bielecki, który potwierdził tożsamość rotmistrza. Pilecki został w Koryznówce, a jego towarzysze przez jakiś czas ukrywali się w różnych domach na terenie Wiśnicza i Bochni.

Rotmistrz namawiał m.in. szefa dywersji obwodu ZWZ-AK w Bochni, Andrzeja Możdżenia ps. „Sybirak”, do zorganizowania akcji zbrojnej, której celem byłoby uderzenie na obóz KL Auschwitz i oswobodzenie więźniów. Na tak ryzykowną akcję nie zgodziło się jednak dowództwo Komendy Okręgu AK w Krakowie. Pilecki i jego towarzysze brali natomiast udział w akcjach placówki AK w Nowym Wiśniczu, Rzezawie i Królówce.

W Koryznówce Pilecki zaczął pisać swój pierwszy raport o sytuacji w KL Auschwitz. Z tamtego czasu zachował się jego portret namalowany przez również działającego w konspiracji malarza Jana Stasiniewicza.

Angielski dziennikarz i korespondent wojenny na Bliskim Wschodzie Jack Fairweather, autor wydanej w 2020 r. także w Polsce książki „Ochotnik. Prawdziwa historia tajnej misji Witolda Pileckiego”, zbierając do niej materiały odwiedził Koryznówkę.

- Wśród wielu pytań, jakie mi zadawał, było i takie, którym mnie zaskoczył: „co oni wtedy jedli?”. Właściwie do dziś nie wiem, co mogłabym mu odpowiedzieć - przyznaje pani Maria. - Czym się mogli żywić? Jak to na wsi: jajkami, mlekiem i żytnim chlebem z mąki ze zmielonego w żarnach ziarna.

I dodaje: - Miałam wtedy dwa lata i nie mogę wiedzieć, jak wyglądały relacje pomiędzy Pileckim a ojcem. Po wojnie nie wolno było o nim mówić, a rodzice nie opowiadali mi, jak to było. Nie mogę więc zaspokoić ciekawskich barwną opowieścią.

Trudno jednak nie zauważyć, że wiele Pileckiego i Serafińskiego łączyło: obaj w czasie pokoju zajmowali się rolnictwem, obaj byli uzdolnieni artystycznie, interesowali się sztuką, obaj byli oficerami Wojska Polskiego. Można więc przypuszczać, że nie mieli trudności ze znalezieniem wspólnego języka.

Stanisław Domański, mąż pani Marii, wskazuje na zdjęcie Pileckiego, Redzeja i Ciesielskiego zrobione w ostatni dzień ich pobytu w tym miejscu. - Proszę zwrócić uwagę, jak im odrosły włosy. Po tych trzech miesiącach trochę odżyli - mówi.

Pilecki przebywał w Koryznówce od pierwszych dni maja do końca sierpnia 1943 r.

- To było lato, teściowie prowadzili gospodarstwo rolne, przychodzili tu różni ludzie. Niemcy stacjonowali w znajdujących się nieopodal zabudowaniach poklasztornych, gdzie było więzienie. Było więc niebezpiecznie. Teściowa opowiadała, że uciekinierzy w dzień ukrywali się w stodole nad boiskiem, czyli tzw. klepiskiem, gdzie trzymano siano. Pilecki nocami przychodził do domu i prowadził zapiski. Stół, przy którym powstał jego pierwszy raport, został wypożyczony w 2019 r. i stał się eksponatem na wystawie otwierającej działalność Instytutu im. Witolda Pileckiego w Berlinie - opowiada pan Stanisław.

Jaromir Kwiatkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.