Grzegorz Tabasz

Tabasz: Łagodne mimo trupiej główki

Tabasz: Łagodne mimo trupiej główki
Grzegorz Tabasz

Tego lata odebrałem już kilka telefonów i zdjęć fascynujących gości w ogrodzie. Nadlatują o zmierzchu, narobią zamieszania i znikają. Ludzie pytają o kolibry, ale to nie ten kontynent. Kolibry to Ameryka Południowa i Środkowa. Odpowiedź jest prosta: jeśli gość w ogrodzie nie wygląda na Batmana, to jest to jeden z zawisaków.

To jest jeden z zawisaków - wielkich ciem, których wąskie, poruszające się z dużą prędkością skrzydła pozwalają zawisnąć na kilkanaście sekund nad kwiatem. Owad wysuwa grubą i długą ssawkę, którą tankuje nektar. Czasem, oślepiony światłem żarówki, wpadnie do mieszkania i wówczas dostaje zdjęcia. Przeglądam je z ciekawością, czy nocnym gościem nie była przypadkiem trupia główka lub któryś z równie wielkich, choć mniej kolorowych zawisaków. Moim marzeniem jest oleandrowiec, do którego jeszcze wrócę. By być w zgodzie z prawdą, to niektóre zawisaki latają w biały dzień. Choćby fruczak gołąbek, którego niedawno widziałem na doniczkowych kwiatach w środku miasta. Z zawisaków najbardziej fascynuje mnie motyl o ponurej nazwie zmierzchnicy trupiej główki. Olbrzymi owad wiązany z ciemnymi mocami. W rzeczywistości to niewinna ćma o fascynujących obyczajach, którą natura nie wiedzieć czemu obdarowała wzorem, który rzeczywiście przypomina stylizowaną trupią czaszkę.

***

Zacznę od początku, czyli od jaja. Dla każdego motyla najważniejszą sprawą jest niezbędna do wykarmienia potomstwa właściwa roślina żywicielska. Trupią główkę przyciągają łany ziemniaków, gdzie najczęściej lokuje jaja. Gdyby nie chemiczna walka ze stonką ziemniaczaną, znalezienie grubej jak kciuk i długiej na kilkanaście centymetrów gąsienicy nie byłoby trudne. Każdy oprysk likwidujący larwy żarłocznego chrząszcza zabija Bogu ducha winne i rzadkie larwy trupiej główki. Bywają żółtej czy jasnozielonej barwy, z wielkim kolcem na końcu ciała. Trudno je przeoczyć, szczególnie wczesnym rankiem, gdy jeszcze nie zdążyły schronić się przed słońcem blisko ziemi. W dzisiejszych czasach ćmy ze znakiem czaszki na grzbiecie rozglądają się za coraz liczniejszymi ekologicznymi gospodarstwami. Tam nie uświadczy pestycydów i gąsienice mogą czuć się jak w raju. Z braku ziemniaków zadowolą się liśćmi pomidora, papryki lub psianki słodkogórz czy bielunia. Zapewne pomyśleliście o wyrządzanych szkodach: wszak larwa jest potężna i głodna. Przezorne rodzicielki składają jaja pojedynczo i zjedzonych listków nikt nie zauważy. Choćby nie wiem jak liczna, to szkodom wyrządzanym przez stonkę ziemniaczaną nie dorówna.
Zmierzchnice trupie główki nadlatują tak jak mówi ich nazwa: o zmierzchu. Wiosną z bardzo daleka - z głębokiego południa Europy, a najczęściej z Afryki Północnej, która tak naprawdę jest prawdziwym matecznikiem motyla znaczonego pirackim godłem. Proszę spojrzeć na mapę Europy: ważąca nie więcej niż 10 gramów ćma, zaopatrzona w wąskie skrzydła o długości równej dłoni, wiosną pokonuje jednym skokiem Morze Śródziemne. Potem Karpaty i dociera do nas. Te najbardziej wytrwałe przelecą nad Bałtykiem. Widywano je w Szwecji i na północnych rubieżach Norwegii. Trasa wędrówki godna niejednego ptaka, które - choć nieporównywalnie większe - wolą bezpieczne loty na północ czy południe wzdłuż morskich wybrzeży. Skąd ta wiedza? Upierzeni wędrowcy są regularnie obrączkowani i obserwowani przez armię ornitologów amatorów.

Motyle, nawet tak okazałe jak trupia główka, cieszą się znacznie mniejszą popularnością. Zastosowano tę samą technikę, tyle że dostosowaną do rozmiarów motyla. Miast solidnej obrączki, w jednym z badawczych programów część schwytanych na południu ciem opatrzono w ważący miligramy znacznik. Nieliczne, odnalezione przez entomologów na kontynencie pozwoliły poznać, skąd każdego roku do Europy przybywają zastępy motyli o budzącym grozę znamieniu. Ostatnie badania przyrodników pokazały, że trupia główka nie jest jedynym wędrowcem w świecie owadów. Prócz niej na trasie północ - południe wytrwale wędrują rusałki admirały i osetniki. Motyle dzienne, znacznie mniejsze i o delikatniejszej budowie ciała, mogą pokonać w kilka tygodni nawet dwa tysiące kilometrów.

***

Spotkanie ze zmierzchnicą może być mocnym przeżyciem. Proszę sobie wyobrazić upalną, lipcową noc. Przez uchylone okno wpada do pokoju latający obiekt wielkości małego ptaka i przysiada na ścianie. W oczy rzuci się rysunek trupiej główki, a niebacznie potrącony stwór głośno zapiszczy. Panika murowana, choć to tylko zwyczajna ćma. Gdy ją dotknąć, rozłoży skrzydła i pokaże paskowany żółto - niczym szerszeń - odwłok. Wyda też odstraszający, piskliwy sygnał. To wystarczy, by skonfundować większość ptaków. Źródłem dźwięków jest powietrze wydobywające się przez mocno umięśnioną gardziel przestraszonej ćmy. Złowieszczy symbol na tułowiu stał się wykluczającym pomyłkę znakiem rozpoznawczym. I początkiem wielu ponurych legend. Wiek temu w Anglii uważano ją za szpiega czarownic, którym miała wskazywać domy, gdzie lada chwila śmierć zabierze jednego z domowników. Przezywano ją zmorą, trupią głową, co nawet uwieczniono w łacińskiej nazwie, kojarząc z mityczną Mojrą o imieniu Atropos. Bardzo paskudne koneksje, gdyż owe Mojry przecinały nić ludzkiego żywota. Spokojnie, bez obaw: nic złego ze strony zmierzchnicy wam nie grozi.
Jeśli chcecie, możecie zwabić ją do ogrodu. Trzeba wcześniej posadzić odpowiednie rośliny. Trupia główka, jak wszystkie motyle, karmi się nektarem. Nie dla niej pożywienie ze stokrotki czy innych kwiatowych drobiazgów. Potrzebuje solidnej porcji kilku łyków pożywnego pokarmu, jakiego dostarczą bogate w nektar rośliny. Najlepsze są stare, kolorowe i mocno pachnące odmiany goździków. Floksy, szlachetny tytoń, a przede wszystkim wiciokrzew pomorski i przewiercień. Odmiany wiciokrzewów, nazywane kiedyś kaprifolium, można tak dobrać, że będą kwitły do końca lata, a wtedy można się spodziewać nalotów całych eskadr ciem: nie tylko trupiej główki, ale jej nieco mniejszych krewniaków - powojowców, nastroszy czy tawulców.
Zlatują się tuż po zachodzie słońca, kiedy półmrok zaczyna wypełniać ogród. Potrafią zawisnąć niczym helikopter nad pachnącym kwiatem, by długą ssawką wybierać słodki nektar. Stąd nazwa: zawisak. Przestraszone, uciekną w mgnieniu oka z ledwo słyszalnym furkotem skrzydeł. Wrócą, gdyż głód robi swoje. Gdy już najedzą się do syta, tak przywykną do widoku człowieka, że pozwolą się dotykać palcem. W tym roku posiałem sporo ozdobnego tytoniu. Pięknie kwitnie i pachnie. Wieczorami przesiaduję na tarasie z aparatem fotograficznym w ręku i cierpliwie czekam na gości…

***

Trupie główki często znajdują pszczelarze podczas rutynowych przeglądów uli. Wyposzczone ćmy właziły do środka zwabione zapachem miodu. Zwykle bywa to ostatni posiłek w ich życiu, bowiem pszczoły są bardzo przywiązane do własnego miodu i każdą próbę rabunku traktują z powagą. Śmiertelną powagą. Intruz zostaje zabity, a zwłoki pochowane w krypcie z wosku i propolisu.
To czarny scenariusz: śmierć w ulu czy zabójczy oprysk pestycydami. Zwykle gąsienice wykarmione na którejś z żywicielskich roślin w sierpniu zagrzebują się w ziemi. Tam zamieniają się w poczwarki. Z części z nich wylegają się we wrześniu dorosłe motyle. Odlecą na południe. Po drodze zawitają do naszych ogrodów, jeśli będą miały źródło nektaru. W Afryce narodzi się kolejne pokolenie, które wiosną do nas wróci. Ocieplenie klimatu zmieniło reguły gry. Dzięki łagodnym zimom, pozostałe w ziemi poczwarki, z których nie wyległy się dorosłe ćmy, mogą spokojnie doczekać maja. I pewnie tak się dzieje, co oznacza jedno: nasza fauna wzbogaciła się na stałe o jeden gatunek. O zmierzchnice trupie główki z polskim rodowodem. To zresztą nie koniec historii z wielkimi nocnymi motylami. Kiedyś zlatywały do nas z basenu Morza Śródziemnego zawisaki nazywane zmrocznikiem oleandrowcem.

Skalą rzadkości były wizyty motyla raz na trzydzieści lat! Nieco mniejsze od trupiej główki, ale fantastycznie ubarwione w paski koloru zieleni. Motyl był widziany kilka lat temu w najcieplejszym miejscu Małopolski, czyli Tarnowie. Ponoć na położonej znacznie dalej na północ wyspie Uznam znaleziono jego gąsienice.
No właśnie, pokarm. Larwy motyla jedzą liście oleandra - krzewu, który póki co zimy w ogrodzie nie przetrwa, ale… smakuje im także pospolity barwinek. Klimat jest coraz cieplejszy i przepiękny zmrocznik oleandrowiec jest w zasięgu ręki.

Grzegorz Tabasz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.