Szydłowski: Wariat ze mnie. Chodzę po tym moim Teatrze Variete i głaskam fotele

Czytaj dalej
Fot. Michal Gaciarz / Polska Press
Jolanta Ciosek

Szydłowski: Wariat ze mnie. Chodzę po tym moim Teatrze Variete i głaskam fotele

Jolanta Ciosek

We Włoszech zagrałem w filmie finansowanym przez mafię. Z Londynu przywiozłem czwartą żonę i suczkę Poppy. Ale to w Krakowie spełniło się moje marzenie. Powstał teatr z moich snów. Variete.

Jaka jest różnica między premierem Grabskim a trawą?

Ano taka, że trawę można zgrabić, a Grabskiego nie można strawić. Taki oto dowcip opowiadał podczas spektaklu wielki reżyser i aktor teatru Qui Pro Quo Fryderyk Jaroszy. Na drugi dzień premier Grabski zadzwonił do dyrektora teatru Jerzego Boczkowskiego, oznajmiając: „Proszę pana, chętnie wystąpię w każdym następnym programie”. Czy dziś jest możliwe takie poczucie humoru u naszych polityków?

I właściwie dzięki temu dowcipowi już jesteśmy w twoim świecie: przedwojennych teatrów i kabaretów, szlagierów, dowcipów, w świecie, który kochasz od kilkudziesięciu lat, a który już odchodzi, a może nawet już odszedł.

Lata międzywojenne to mój ukochany świat, jemu poświęciłem życie artystyczne. Mieszkając przez 12 lat w Londynie, poznałem najwspanialszych artystów ostatniej grupy Mariana Hemara: Władę Majewską, Lolę Kitajewicz, Stanisława Ruszałę - ostatniego męża Lody Halamy, Irenę Delmar, Renatę Bogdańską, czyli generałową Andersową, z którą śpiewałem piosenki z okresu wojennego na scenie Ogniska Polskiego. Wszyscy ci artyści wcześniej pracowali z Marianem Hemarem, największym kabareciarzem przedwojennej Warszawy, zwanym przez publiczność i recenzentów szlagiermacherem i technikiem rozrywki. Ich piosenki, monologi, skecze, szmoncesy to były sceniczne perły, które starałem się też przedstawiać na scenie. Hemara niestety już nie poznałem, ale jestem i pozostanę wielbicielem jego twórczości. Jego mądrość i inteligencja, jego znajomość mentalności Polaków sprawiają, że jego satyra ma wartość ponadczasową. Hemar świetnie znał też psychikę kobiet i potrafił to wykorzystać w pracy z aktorkami, w kształtowaniu ich osobowości scenicznej. Powiem krótko: wydaje mi się, że urodziłem się po to, żeby śpiewać piosenki Hemara, tworzyć kabaret w jego stylu. Urodziłem się po to, by otworzyć rewiowy Teatr Variete w Krakowie. Boże, dlaczego ja się nie urodziłem w międzywojniu??? Mogę teraz być chwalipiętą?

Chyba nigdy skromnością nie grzeszyłeś?

Myślę, że to jest prowokacja, bo według mojego mniemania jestem wyjątkowo skromnym człowiekiem. W ramach tej skromności dodam, że Jurek Trela mówi: jestem dumny, że dyrektorem Teatru Variete jest mój przyjaciel Janusz Szydłowski. I to jest dla mnie największy komplement. A Variete jest moją największą miłością artystyczną.

Niektórzy mówią, że nie ma drugiego takiego wariata teatralno-musicalowego jak Janusz Szydłowski. Odkąd cię znam, to zawsze byłeś „opętany” tym światem.

I wcale się tego nie wypieram. Tak, jestem wariat, a teraz nie tylko artystyczny, ale także administracyjno-porządkowy. Chodzę po tym moim Teatrze Variete, głaskam fotele, sprawdzam, czy gdzieś nie ma plamki, przeganiam żucie gumy i jedzenie czekoladek na widowni, bo można zniszczyć fotele. No cóż, taki jestem. Wariat i perfekcjonista. Nawet naszego ukochanego labradora Hebana nie wpuszczam do teatru, żeby nie nabrudził.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Jolanta Ciosek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.