Szli wszyscy z tobołkami

Czytaj dalej
Fot. NAC
Martyna Grądzka-Rejak historyk, pracownik Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie

Szli wszyscy z tobołkami

Martyna Grądzka-Rejak historyk, pracownik Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie

1942. Zagłada Żydów z Limanowej. W upalne dni sierpnia zostali zmuszeni, by spakować niezbędne rzeczy, a następnie opuścić miasto i udać się do oddalonego o ponad 20 km Nowego Sącza.

Stamtąd, razem z innymi mieszkańcami okolicznych społeczności żydowskich, od 23 sierpnia 1942 r. wywożono ich do obozu zagłady w Bełżcu.

Arenda, handel i garbarstwo

Pierwsze wzmianki na temat osadnictwa Żydów w Limanowej sięgają połowy XVII w. W kolejnych latach do miasta przybywali głównie arendarze i drobni kupcy wraz z rodzinami. Niektórzy dokonywali konwersji, inni pozostawali przy judaizmie. Jak wynika z zachowanych dokumentów, przez lata Żydzi w Limanowej trudnili się głównie dzierżawą wytwórni i sprzedażą napojów alkoholowych. Zajmowali się też rzeźnictwem, garbarstwem oraz kuśnierstwem. I choć poprzez swoją działalność przyczyniali się do rozwoju miasta, to nierzadko, ze względu na konkurencyjność i kwestie ekonomiczne, popadali w konflikty z polskimi mieszczanami. Wzrost osadnictwa Żydów w Limanowej, który nastąpił pod koniec XIX w., związany był z budową tzw. Galicyjskiej Kolei Transwersalnej. Stanowił on część szerszego procesu rozwoju demograficznego miasta. Trend ten, powiązany z innymi inwestycjami na tym terenie, utrzymał się także na początku kolejnego wieku.

Żydowska gmina wyznaniowa powstała w XIX w., wcześniej tamtejsza społeczność podlegała zarządowi gminy w Wiśniczu. W mieście mieszkali zarówno chasydzi - wyznawcy cadyka z Nowego Sącza - jak też rodziny o tendencjach asymilatorskich. Przy ul. Mordarskiego funkcjonowała drewniana synagoga, a także szkoła religijna - cheder. W mieście działało też kilka domów modlitwy. Relacje z polskimi sąsiadami na ogół układały się poprawnie. Niemniej dochodziło do konfliktów, głównie na tle ekonomicznym. U schyłku XIX wieku, w 1898 r., zniszczono kilka żydowskich karczm w miejscowościach pod Limanową, do większych rozruchów w samym mieście jednak nie doszło. Do antyżydowskich zajść doszło tam w 1918 r., już na fali podobnych wystąpień po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

„Salo Schnitzer, odmawia sporządzenia listy starców, gdyż nie chce tchórzliwie cudzą krwią, ratować swego życia”

W okresie międzywojennym społeczność żydowska liczyła niemal połowę mieszkańców Limanowej. Według spisu ludności przeprowadzonego w 1921 r., na 2143 osób, ponad 900 stanowili Żydzi. W tym okresie kilku przedstawicieli społeczności zasiadało w radzie miejskiej. W Limanowej działały wówczas różne żydowskie instytucje kulturowe, oświatowe i społeczne. W II połowie lat trzydziestych XX w., po okresie tzw. wielkiego kryzysu gospodarczego, a także powodzi, która w 1935 r. spustoszyła miasto, relacje polsko-żydowskie uległy pogorszeniu, co przejawiało się m.in. w różnych formach bojkotu gospodarczego.

Krew od maślanego rynku

Wojska niemieckie zajęły Limanową 6 września 1939 r. Nieco ponad miesiąc później, po utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa, miasto znalazło się w powiecie nowosądeckim (Kreis Neu-Sandez). Od początku okupacji tamtejsi Żydzi doznawali różnych szykan. Zgodnie z niemieckim prawodawstwem, zamknięta została synagoga i inne obiekty związane z życiem religijnym, zakazano uboju koszernego. Niemcy dokonali też pierwszych egzekucji. Zimą zmuszano Żydów do odśnieżania ulic, a latem wymyślano dla nich inne prace, np. umacnianie lokalnych dróg.

W pierwszych miesiącach okupacji przybywali żydowscy przesiedleńcy z innych miejscowości dystryktu krakowskiego, a nawet z ziem wcielonych do Rzeszy. Ze względu na zwiększenie liczby ludności, a także znaczny stopień ubóstwa wielu z nich, jesienią 1940 r. utworzono tam kuchnię ludową, dostępną dla osób znajdujących się w najtrudniejszym położeniu materialnym. W tym samym okresie, jak donosiła gadzinowa „Gazeta żydowska”, otwarto też jadłodajnię dla biednych dzieci: „W dużej, jasnej ładnie udekorowanej sali dawnej miejscowej synagogi, zasiadło do stołu 120 dzieci. Młode dziewczęta w białych fartuszkach, przyjaźnie uśmiechnięte, podawały dzieciom posiłek, chleb i kawę. Po tym nastąpiły zabawy a błysk radości na bladych twarzyczkach dzieci były wdzięcznym wynagrodzeniem za wszystkie trudy i wysiłki. Posiłek wydaje się na razie wskutek braku funduszów 3 razy w tygodniu, istnieje jednak nadzieja, że z czasem powiększy się ich liczba”. Dożywialnia, pomimo przejściowych trudności, funkcjonowała w kolejnych miesiącach. Zimą 1940 r. zorganizowano tam nawet specjalną uroczystość z okazji święta Chanuka: „Po obiedzie nastąpiły popisy dzieci: chór okolicznościowy, przemowa, wiersze, tańce i dialogi. Pięknie udekorowana sala, biało nakryte stoły z menorami pośrodku, dzieci odświętnie ubrane, wzruszone i uradowane - wszystko to tworzyło nastrój niecodzienny i świąteczny. Szczelnie wypełniona sala widzów brała serdeczny udział w beztroskiej uciesze dzieci. Radość naszych małych z tak, w gruncie rzeczy, niewielkich przecież darów, jak bułeczka i cukierki podane im pod koniec obiadu, ich prawdziwie dziecięcy humor podczas popisów, udzieliła się także i starszym”.

Podobnie jak w innych miejscowościach utworzono też Judenrat. Pierwszym jego przewodniczącym został Aron Lustig. Po pewnym czasie zastąpił go pochodzący ze Słopnic Salo Schnitzer. Ocalały z Zagłady Samuel Kaufer wspominał o tym, że w kwietniu 1942 r. odmówił on wykonania rozkazu szefa sądeckiego gestapo - Heinricha Hamanna: „Salo Schnitzer, odmawia wbrew sporządzenia listy starców, gdyż nie chce tchórzliwie cudzą krwią, ratować swego życia. Haman jest jakby skonsternowany, nie wierzy własnym oczom, po chwili jednak opanowuje się, wyprowadza prezesa wraz z 5 członkami Rady na ulicę i tu ponawia pytanie, czy lista zostanie sporządzoną, a gdy pada krótka i harda odpowiedź „nein”, wydaje rozkaz rozstrzelania prezesa i jego 5 towarzyszy, giną patrząc swym oprawcom w oczy”. Z kolei Marian Sopata uzupełniał, że po egzekucji ich ciała przewieziono przez całe miasto na wozie, „nakazując rodzinom pomordowanych udział w tym makabrycznym pochodzie, którego drogę znaczyła krew od maślanego rynku do kirkutu”.

Zostawcie klucze

4 czerwca 1942 r. w mieście powstało tzw. getto przejściowe. Odbywało się to już po rozpoczęciu tzw. Akcji Reinhardt, której celem było wymordowanie wszystkich Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i Bezirk Bialystok. Utworzenie tej dzielnicy miało na celu zgromadzenie Żydów w jednym miejscu przed ich relokacją do getta zbiorczego w Nowym Sączu, a następnie deportacją do obozu zagłady w Bełżcu. Getto zlokalizowano na Kamieńcu, w północnej części miasta, na obszarze między ul. Sowlińską, Targową, Rynkiem i bulwarami nad Potokiem Mordarskim. Do getta w Limanowej trafili też Żydzi z okolicznych miejscowości, w sumie zamknięto tam ok. 2 tys. osób. Ciasnota, złe warunki sanitarne i ubóstwo wielu jego mieszkańców znacząco utrudniały egzystencję w tej dzielnicy.

16 lipca 1942 r. Niemcy nałożyli kontrybucję, m.in. na społeczność żydowską w Limanowej. Zobowiązano ich, by w określonym terminie zebrali 75 tys. złotych, 50 litrów wódki i 50 konserw rybnych. Samuel Kaufer z Nowego Sącza wspominał: „jest to trzecia z rzędu kontrybucja, przyczem część mają pokryć miasteczka: Stary Sącz, Grybów, Limanowa, Mszana-Dolna”. Społeczności z Nowego Sącza, Starego Sącza, Grybowa oraz Limanowej swoją część kontrybucji zapłaciły. Z tego „zadania” nie wywiązała się Mszana Dolna, gdzie jak wspominał Kaufer „mieszkają przeważnie biedacy, nie mający na kawałek chleba”.

Wkrótce Żydów z okolicy zgromadzono w Nowym Sączu. „W sierpniu […] - wspominał jeden z ocalałych Mojżesz Ginter - oświadczono całej gminie, że nastąpi ogólne wysiedlenie Żydów ze Sącza. […] w ciągu tygodnia zaczęto ściągać do Nowego Sącza wysegregowanych ludzi z okolicznych miasteczek, a więc w poniedziałek Stary Sącz, potem Grybów, środę Limanowa i czwartek Mszana Dolna. […] Wszyscy mieszkańcy nadciągali piechotą pod strażą niemiecką i żydowską do getta w Nowym Sączu. Szli wszyscy z tobołkami, kobiety z wózkami, starcy, dzieci, chorzy”.

18 sierpnia 1942 r., o godzinie 6 rano, limanowskich Żydów zebrano na Rynku. Zezwolono im zabrać ze sobą 10 kg bagażu podręcznego. Zobowiązano ich jednak, by zdeponowali klucze do swoich domów. Niemal 400 osób niezdolnych do pracy przewieziono do Starej Wsi i tam rozstrzelano. Ponadto już w Nowym Sączu wyselekcjonowano ok. 160 osób potrzebnych do pracy w Vianowii, rafinerii nafty w Sowlinach, powstałej tam na przełomie XIX i XX w. Przebywali tam do 13 listopada 1942 r., a następnie Niemcy dokonali ich egzekucji. Wojnę przetrwali nieliczni limanowscy Żydzi, a społeczność ta nie odrodziła się w mieście.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Martyna Grądzka-Rejak historyk, pracownik Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.