Artur Drożdżak

Szajka z Małopolski pokochała drogie zegarki. Zleceniodawca włamań stał w cieniu

Oskarżony Dominik W., który był członkiem szajki włamywaczy. Na zdjęciu z  prawej strony skradziony zegarek IWC Schaffhausen, który  miał wartość 123 Fot. Artur Drożdżak/archiwum Oskarżony Dominik W., który był członkiem szajki włamywaczy. Na zdjęciu z prawej strony skradziony zegarek IWC Schaffhausen, który miał wartość 123 tys. zł
Artur Drożdżak

Wychodzili z więzienia na przepustki i kradli w Małopolsce i na Śląsku. Łupem włamywaczy padły przedmioty o wartości 2 mln zł. Teraz usłyszeli wyrok Sądu Okręgowego w Tarnowie.

Bandyta spokojnie plądrował willę na Podhalu, bo miał cynk, że domownicy są na pogrzebie. Zadrżał, gdy nagle stanął oko oko z panią, która w ręce trzymała odkurzać. 72-latka też była w szoku, bo przyszła zrobić porządki przed świętami Wielkanocnymi i miała klucze do domu brata.

Rabuś od razu zareagował na krzyk sprzątaczki i jednym skokiem znalazł się tuż obok kobiety. Zarzucił jej podkoszulek na głowę, by go dokładnie nie widziała, a potem skrępował jej z tyłu ręce sznurem od lokówki i zamknął w łazience.

Dalej spokojnie plądrował pomieszczenia i w reklamówce znalazł 50 tys. euro. To tylko część łupu, bo w sumie ukradł rzeczy za 400 tys. zł. Uciekł przez okno, gdy rozległo się pukanie do drzwi wejściowych. To był znak, że domownicy wracali z cmentarza po pogrzebie.

Chłopaki spod celi

Mózgiem był 58-letni Marian pochodzący z Limanowej. W Areszcie Śledczym przy ul. Montelupich w Krakowie poznał w celi 43-letniego Mariusza z Libiąża. Okazało się, że mają wspólne hobby: hodowla gołębi, a poza tym Mariusz robił fajne tatuaże.

Wymienili się telefonami gdy jeden z mężczyzn wychodził na przepustkę. Jakiś czas potem spotkali się już na wolności i postanowili współdziałać.

Marian pożyczył koledze pieniądze na „rozkręcenie jakiegoś interesu”.

Za gotówkę Mariusz kupił trochę kradzionych rzeczy, które potem sprzedawał z zyskiem. Głównie były to myjki ciśnieniowe, wiertarki, szlifierki.

Sprzedał też Marianowi kradzioną biżuterię, pięć złotych zegarków Tissot i monety kolekcjonerskie.

Po pewnym czasie Mariusz otworzył komis samochodowy pod Chrzanowem, prowadził działalność gospodarczą, ale kumpel dyskretnie przypomniał wspólnikowi o konieczności zwrotu gotówki.

Zaproponował, by Mariusz dokonał kilku przestępstw, a zyskami mieli się dzielić po równo. W ten sposób dług miał być uregulowany. Mariusz zgodził się na takie rozwiązanie.

Typowanie bogatych

- Najpierw przejedziemy się po Małopolsce i pokażę ci domy bogatych biznesmenów, które należy okraść - powiedział Marian. Wsiedli w auto, urządzili sobie długą wycieczkę. Uzgodnili, że oznaczą wytypowane wille numerami - 1, 2, 3, 4 ... W rozmowach telefonicznych mieli się posługiwać tymi numerami, by zabezpieczyć się na wypadek policyjnego podsłuchu.

Szyfr miał pozostać ich tajemnicą. Organizacją bandy miał się zająć Mariusz, szef wolał pozostać w cieniu.

Na pierwszy większy skok wybrali dom w Krakowie należący do byłego współwłaściciela Wisły Kraków.

Wiedzieli jak posesja jest zabezpieczona, gdzie siedzi ochroniarz oraz że budynku pilnują psy. System zabezpieczeń miał być wyłączony konkretnego dnia, a domownicy na przyjęciu.

Szef dał sygnał Mariuszowi, że włamania należy dokonać 20 marca 2010 r. Ten wziął sobie do pomocy znanego mu 40-letniego Dominika z Zawiercia, recydywistę.

I to on przywiózł ich kradzionym oplem na miejsce w okolice posesji, sam miał w aucie czekać na sygnał wspólnika.

Skok w Krakowie

Wyznaczonego dnia Mariusz przeskoczył ogrodzenie, wyważył bramkę z tyłu posesji, ale na moment musiał się schronić wśród drzew, bo zauważył psa i ochroniarza. Korzystając z okazji wszedł przez okno do willi. W sejfie i szafkach znalazł kosztowności, obrazy i pieniądze, sznur pereł. Ze ścian zdjął dwie strzelby i i obrazy.

W willi znalazł też dwa damskie złote zegarki, trzy pozłacane, złote męskie firmy Longines i Ebel oraz Tissot na brązowym pasku.

Rzeczy spalili i utopili

Z pomieszczenia, gdzie był basen zabrał zabytkowe szable. Jego łupem padły przedmioty o łącznej wartości 150 tys. zł. Mariusz przeniósł rzeczy koło bramki domu, tam zapakował do auta, którym na umówiony znak podjechał Dominik.

„Fanty” zawieźli do Trzebini i tam je przepakowali do cinquecento Dominika, a następnie rzeczy ukryli w Zawierciu w garażu należącym do teścia jednego z mężczyzn. Marian potajemnie spotkał się z Mariuszem w okolicach Tenczynka, zabrał część kradzionych rzeczy, pozostałe kazał zniszczyć. Dlatego razem spalili obrazy, a zabytkowe szable wrzucili do jeziorka w Zawierciu.

Potem policji udało się je wydobyć, odkryto też nadpalone ramy obrazów. Okradziony otrzymał odszkodowanie za stracone rzeczy zanim policja je odzyskała.

Kolejne włamanie nastąpiło 31 marca 2010 roku.

Marian dał cynk w sprawie skoku na dom rodziny bogatego biznesmena na Podhalu.

Mariusz zgarnął tam łupy za 409 tys. zł, w tym cenne zegarki, i obezwładnił 72-latkę z odkurzaczem. Domownicy uwolnili ją z łazienki, gdy wrócili z pogrzebu.

Dominik odebrał wspólnika mercedesem. Sam kilka dni wcześniej usłyszał wyrok za udział w napadzie na konwój pieniędzy do Kredyt Banku w Nowym Targu. Wtedy ze kumplami ukradł 600 tys. zł.

Po skoku na willę na Podhalu sprawcy spotkali się z Marianem, który wziął część pieniędzy i drogi zegarek. Wiele miesięcy później taki sam zegarek odkryto w skrytce pod podłogą jego domu.

Kolekcjoner na celowniku

Kolejny skok szajka zaplanowała w Krakowie na dom bogatego kolekcjonera monet. We włamaniu wzięli udział Mariusz, Dominik i ich kolega Janusz, 34-latek z Krzeszowic.

Kolekcjoner był za granicą, gdy włamywacze próbowali się dostać do jego willi. Na szczęście włączył się alarm i przyjechali pracownicy firmy ochroniarskiej. To spłoszyło przestępców.

Ze złości zniszczyli tylko warte 4 tys. zł urządzenie alarmowe. Nie udał się też skok na krakowskiego lekarza, bo ktoś był w domu. Bandyci zrezygnowali z napadu.

Napad w Kasince Małej

Kolejny napad recydywiści zaplanowali w Kasince Małej na bogatego biznesmena. Według ich planu to był „dom nr 4” Podczas skoku nie brakło kłopotów.

Mariusz pamiętał jak wyglądał dom typowany podczas jazdy z bossem, posesja miała charakterystyczne ogrodzenie.

- Domownicy są na wakacjach. Jak się włamiesz to bierz złote zegarki i mercedesa, który stoi w garażu. Kluczyki do auta powinny być w domu - szef poinformował wspólnika w czerwcu 2010 r.

Mariusz wyruszył na akcję z Dominikiem i Sławkiem. Porozumiewali się krótkofalówkami, kierowca auta czekał w ukryciu.

Czytaj więcej:

  • Najcenniejszy skok
  • Nieudany napad na sklep
  • Nieprawomocny wyrok

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Artur Drożdżak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.