Sprawa zamordowanej Katarzyny Z. zajęła mi dwadzieścia lat. Przy niej dojrzałem jako policjant

Czytaj dalej
Fot. Adrian Wykrota
Marek Bartosik

Sprawa zamordowanej Katarzyny Z. zajęła mi dwadzieścia lat. Przy niej dojrzałem jako policjant

Marek Bartosik

Detektyw nie oskarża, nie sądzi. Tylko zbiera dowody. I ma odwagę dziecka z baśni Andersena, które nie bało się powiedzieć, że król jest nagi, choć widzieli to wszyscy wokół, ale milczeli - mówi podinspektor Bogdan M., szef zespołu Archiwum X w małopolskiej policji.

- Ostatnio doszło do przełomu w sprawie oskórowania i zabójstwa krakowskiej studentki Katarzyny Z. Po 19 latach od znalezienia jej szczątków zatrzymaliście podejrzanego o tę zbrodnię, a sąd go aresztował. Co to dla Pana znaczy osobiście?

- Ta sprawa w dużym stopniu wypełniła ostatnie 20 lat mojego życia, choć w poszczególnych okresach zajmowałem się nią i przeżywałem ją z różną intensywnością. Św. Paweł z Tarsu ładnie to ujął, mówiąc, że czym innym żyjemy, gdy jesteśmy dziećmi, a czym innym, gdy dojrzewamy i czymś innym na starość. Przy niej dojrzałem jako policjant i jako detektyw.

Zanim okazała się jedną z najbardziej niesamowitych zbrodni w historii światowej kryminalistyki, miała zwyczajny, pospolity nawet charakter. Katarzyna Z. była po prostu jednym z nazwisk na liście osób zaginionych. I nic o niej nie wiedziałem. Jednak w 1999 roku, kiedy akurat zastępowałem w miejskiej komendzie policji koleżankę, która kierowała sekcją przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, któregoś dnia dostaliśmy niecodzienne wezwanie do oględzin fragmentów ciała wkręconych w śrubę wiślanej barki zacumowanej na Zabłociu.

Gdy na miejscu z moją ekipą odkryliśmy, że to duże fragmenty ludzkiej skóry, byliśmy zszokowani. Przyszły mi wtedy na myśl kadry z głośnego wówczas filmu „Milczenie owiec”. Potem pojawiły się wyniki rzadko jeszcze wtedy stosowanych badań DNA, które wykazały, że to szczątki zaginionej dwa miesiące wcześniej Katarzyny Z. Już nie było wątpliwości: mieliśmy do czynienia ze sprawą unikatową.

- Policyjne Archiwum X zajmuje się zwykle zabójstwami, które inne ekipy policyjne już badały, ale nie potrafiły odnaleźć sprawcy. Tutaj był Pan w zupełnie innej sytuacji. To była Pańska sprawa od samego początku?

- Po zastępstwie szybko wróciłem z tą sprawą do komendy wojewódzkiej, do sekcji zabójstw. Śmiało można stwierdzić, że gdyby nie ta sprawa, nie powstałby pierwszy w Polsce zespół Archiwum X. Kierowanie tym zespołem, który od początku istnienia ma eksperymentalny charakter, nadało sens mojej pracy w policji, okazało się współgrać z moim temperamentem, sposobem postrzegania świata, rozumienia pracy detektywa.

- Lubi się Pan nazywać tym trącącym Agathą Christie albo Raymondem Chandlerem określeniem...

- Tak, bo to nie funkcja, ale sposób podejścia do życia, nawet sposób na życie bardzo potrzebny także w dzisiejszym, zinformatyzowanym, zglobalizowanym świecie i we współczesnej policji. Nie wystarczy jednak objąć stanowiska o nazwie detektyw. Aby się nim stać, nie wystarczy akt mianowania.

Dla mnie najważniejszą cechą detektywa jest bezkompromisowe poszukiwanie prawdy. W tym znajduję sens własnego życia. Wprawdzie pamiętam, że Wojciech Waglewski śpiewa „To trwa zbyt krótko, by mogło mieć sens”, ale nie tracę nadziei i próbuję (śmiech). Dopóki nie ustalę prawdy, odczuwam niepokój, dyskomfort. Coś mnie zwyczajnie gryzie, zatruwa mi życie, także prywatne.

Czytaj więcej, a dowiesz się co powiedział policjant:

  • Wobec sprawy tej studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego miał Pan poczucie bezradności?
  • Kiedy nastąpił przełom w tej sprawie?
  • Co jest ceną, jaką płaci Pan za zajmowanie się sprawą zabójstwa Katarzyny Z., zmową milczenia wokół zabójstwa Iwony Cygan w Szczucinie i wieloma podobnymi sprawami?

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Marek Bartosik

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

niespokojny duch

Wiem coś o tym niepokoju badawczym. Życzę sukcesów.

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.