Spindoktorant: Kozacy

Czytaj dalej
Marcin Kędryna

Spindoktorant: Kozacy

Marcin Kędryna

"Tydzień temu nikt raczej nie wierzył, że Rosję uda się odciąć od SWIFT, że Europa w ogóle zrobi coś więcej, niż tradycyjne zajmowanie stanowiska. To, że Niemcy powiedzą, że muszą o 180 stopni zmienić swoją wieloletnią politykę, że Biden, przemawiając w reaganowskim stylu, będzie bardziej radykalny niż Trump, że nagle Polska będzie w światowych mediach krajem, z którego brać należy przykład, raczej nie mieściło się nikomu w głowie".

1. To było jakieś dwadzieścia lat temu. Na korytarzu warszawskiego „Przekroju”, czyli tam, gdzie dziś siedzibę ma Platforma Obywatelska. Pracujący w dziale zagranicznym tygodnika, Andrzej Łomanowski, który wcześniej był korespondentem „Wyborczej” na Ukrainie, opowiedział mi historię z Kijowa połowy lat dziewięćdziesiątych.

2. Rzecz się działa na placu Niepodległości, bardziej dziś znanym pod ukraińską wersją swojej nazwy. W lecie. Przy placu, w ogródkach, stały kawiarniane stoliki. Pełne ludzi. Między stoliki wjechało czarne BMW. Z samochodu wysiadło kilku niedrobnych panów. Na plac wjeżdżać nie można. Ktoś z siedzących w ogródku zwrócił na to niedrobnym panom uwagę. Niedrobni panowie, jak to tacy mają w zwyczaju, zareagowali agresywnie. Zwracającego uwagę wsparli inni siedzący przy stolikach ludzie. Doszło do eskalacji. Niedrobni panowie zostali otoczeni przez tłum, który wysyłał ich, razem z ich BMW tam, gdzie obrońcy Wyspy Węży, wysyłali rosyjski okręt wojenny. Napięcie rosło.

Wtedy jeden z niedrobnych panów wyciągnął pistolet. Na otaczających go ludziach nie zrobiło specjalnego wrażenia. Niedrobny pan strzelił więc w powietrze. Zagroził, że zastrzeli lidera oponentów.

Ten, w odpowiedzi, gruchnął śmiechem. – Masz jeszcze siedem naboi (pistolet to prawdopodobnie był makarow). – Wszystkich nas nie zabijesz. Zjeżdżaj. I jak powiedział, tak zrobili. Razem ze swoim makarowem i czarnym BMW. Po chwili nie było po nich śladu. A ludzie wrócili do stolików, by dalej rozkoszować się letnim wieczorem.

3. Tydzień temu nikt raczej nie wierzył, że Rosję uda się odciąć od SWIFT, że Europa w ogóle zrobi coś więcej, niż tradycyjne zajmowanie stanowiska. To, że Niemcy powiedzą, że muszą o 180 stopni zmienić swoją wieloletnią politykę, że Biden, przemawiając w reaganowskim stylu, będzie bardziej radykalny niż Trump, że nagle Polska będzie w światowych mediach krajem, z którego brać należy przykład, raczej nie mieściło się nikomu w głowie.

A co się stało? Wystarczyło, że Ukraina nie przewróciła się od pierwszego rosyjskiego uderzenia.

Spora część zachodniej klasy politycznej stawiała na to, że Ukraińcy się wystraszą, że kraj upadnie i dość szybko będzie można wrócić do interesów z Rosją. Rzeczywistość ich zaskoczyła i musieli się szybko w niej odnaleźć.

A wystarczyło wiedzieć, że Ukraińcy, gdy ktoś próbuje ich terroryzować bronią, liczą, ile temu komuś zostało naboi w magazynku.

Marcin Kędryna

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.