Smutek, nadzieja, wdzięczność i modlitwy. W Arenie w Poznaniu schronili się uchodźcy

Czytaj dalej
Fot. Robert Woźniak
Emilia Bromber

Smutek, nadzieja, wdzięczność i modlitwy. W Arenie w Poznaniu schronili się uchodźcy

Emilia Bromber

Mimo iż przebywa w niej pełno ludzi, w Hali Arena w Poznaniu panuje cisza. Łóżka ustawione są w równych rzędach wzdłuż całej hali: od wejścia siedem w prawo, siedem w lewo. Razem, to ponad czterysta miejsc, które zajmują Ukrainki i Ukraińcy. W ich przygaszonych oczach widać smutek. Jeśli na ich twarzach pojawia się uśmiech, to tylko taki, który wyraża nadzieję na to, że wszystko się ułoży.

Andriej chciał zostać w Ukrainie, ale kiedy zobaczył cztery rakiety spadające obok jego domu w Łozowie w obwodzie charkowskim, postanowił ratować rodzinę. Do Polski przyjechali samochodem. Podróż trwała 7 dni.

Mężczyzna leży na łóżku polowym z 4,5-letnią Sofią. Łóżka na Arenie ustawione są w odstępach, ale te złączone są w jeden ciąg, złożony z sześciu części – dla Andrieja, jego żony, Sofii, i jej rodzeństwa w wieku 7, 11, i 17 lat. Rodzina nie ma dokąd pójść i póki co zostają w tymczasowym schronieniu na Arenie.

Razem z Andriejem i Sofią siedzi mała Katia, koleżanka Sofii „z naprzeciwka”. Dziewczynki bawią się i jedzą słodycze. Na łóżku leżą miseczki z płatkami śniadaniowymi, czekoladą, soki, paluszki i pluszowy tygrys. Namiastka dzieciństwa w tym niesprawiedliwym świecie.

W Arenie jest też pokój zabaw dla dzieci – jasny, słoneczny i kolorowy. Wypełniony koszami pełnymi zabawek, małymi krzesełkami, stoliczkami i dziecięcymi tipi. Wszystko po to, żeby zapomnieć o wojnie.

Wojna wybuchła na wakacjach

Maria ma na sobie żółtą, odblaskową kamizelkę. Mówi bardzo szybko. Co chwilę podkreśla swoją wdzięczność i dziękuje za pomoc.
- Wszyscy nam pomagają z uśmiechem, cały czas coś przynoszą. Nie spodziewaliśmy się takiej pomocy. Jesteśmy tak wdzięczni. Tak bardzo dziękuję – mówi Maria, pochodząca z Czerkasów, w obwodzie czerkaskim, w centralnej Ukrainie.

Do Poznania trafiła prosto z Egiptu z Sharm El Sheikh. Wojna zastała ją na wakacjach. Ona i jej mąż nie mogli wrócić do Ukrainy. Jak dotąd jej życie było całkiem zwyczajne – pracowała w biurze, wstawała przed 7. Teraz Ukrainka również wstaje o tej godzinie, bo oprócz bycia uchodźczynią, już dzień po przyjeździe stała się też wolontariuszką. - Nie chcę tylko bezczynnie siedzieć podczas mojego pobytu. Chcę coś robić. To bardzo ważne dla tych wszystkich ludzi, bo oni nie mają dokąd pójść. My nie mamy domu – mówi przez łzy. - Tu jest tyle osób z Charkowa, miasto jest rujnowane.

Maria mówi w języku angielskim, w którym komunikuje się z Polakami nieznającymi ukraińskiego lub rosyjskiego. To duże ułatwienie i czuje, że dzięki temu może pomóc. Jak opowiada zajmuje się wszystkim, co akurat jest potrzebne – sortuje ubrania, wydaje jedzenie. Wkrótce wyjedzie z Poznania – w poniedziałek wyruszy do Hiszpanii, do znajomych jej męża. W Ukrainie została reszta rodziny.

Tym samym samolotem z Egiptu przyleciał Slava. Mężczyzna jest jeszcze czerwony od ostrego słońca. Z Egiptu miał lecieć do Lwowa. Wojna pokrzyżowała mu plany. Slava chce jednak wrócić do Ukrainy. Jeszcze tego samego dnia wieczorem wyjedzie do Budapesztu, a potem do swojego rodzinnego Berehowa w obwodzie zakarpackim, zaraz przy granicy z Węgrami.
- U nas na razie cicho – mówi Slava i dodaje, że może będzie pomagać w obronie kraju. Póki co chce być w domu z rodziną. Również on wyraża ogromną wdzięczność za pomoc.

Nadzieja na nowe życie

Tatiana, jej córka Irina, 13-letni wnuczek i 17-wnuczka pochodzą z Irpienia. Maria, która pomaga w tłumaczeniu wtrąca się w emocjach. Tłumaczy: - Podczas ewakuacji z Irpienia spadały bomby, Rosjanie strzelali, ludzie bali się wyjść, chowali się. Było wiele ofiar – opowiada. - To był koszmar, oglądałam wiadomości i płakałam- zwraca się do Tatiany po ukraińsku powstrzymując łzy.

Tatiana z córką i wnuczkami doszła do kościoła i stamtąd udało jej się wydostać z piekła wojny.

Tatiana i Irina mają nadzieję, że będą mogły pracować w Polsce. Czekają na ustawę o pomocy obywatelom Ukrainy, która ma uregulować kwestie pobytu i pracy uchodźców z Ukrainy.

- Mamy duże nadzieje, chcemy zbudować tu nowe życie - pracować znaleźć mieszkanie – mówi Tatiana.

Chcą posłać dzieci do szkoły. Jak mówią nie chcą tylko jeść i spać. Mają nadzieje, że ktoś pomoże im się tutaj odnaleźć.

Nastolatka i śmierć

Daria w wieku 13 lat miała chłopaka. Dziś jej kolega nie żyje, zginął na wojnie. Obraz wojny, to zazwyczaj czołgi, żołnierze, gruzy domów i uciekający ludzie. Przekaz pozbawiony jest najgorszych obrazów - takich, których nikt nie chciałby widzieć.

Daria ma 19 lat. Przyjechała z Ivanem. To jej 80-letni dziadek, który siedzi zupełnie załamany ze spuszczoną głową. Ma siwe włosy i brodę, a jego oczy są pełne smutku. Nie chciał wyjeżdżać z rodzinnego Łucka - tam jest jego ziemia, jabłonie, winogrona i znajomi. Staruszkowie, których, jak wróci, już nie będzie. Podczas, gdy Ivan opowiada o wyjeździe z Ukrainy, Daria pokazuje zdjęcia. Właśnie te, których nikt nie chciałby widzieć.

- Jechaliśmy pociągiem z ludźmi z uciekającymi z Buczy. Mówili, że z miasta nie zostało nic. Kamień na kamieniu – mówi Daria. - Jechali też ludzie z Irpienia. Byli okrążeni przez 8 dni, nie było wody, topili śnieg. Musieli przejść przez rzekę, żeby uciec, bo wysadzony jest most. Woda sięgała im do brody. Ludzie giną na ulicy. Strzelają do nich. Z Irpienia nie można wyjechać, bo strzelają do samochodów – mówi i pokazuje zdjęcia zniszczonych samochodów osobowych.

Kolejne obrazy są coraz tragiczniejsze. Daria pokazuje martwego mężczyznę leżącego na ulicy. - To Bucza – mówi. Następne nagranie: ranny mężczyzna, stracił nogę. Kończyna leży 200 metrów dalej. Nastolatka opowiada o śmierci i tragedii jakby chciała, żeby świat się dowiedział i zapamiętał, jakich okrutnych zbrodni dokonują Rosjanie. Szuka dalej. - Giną dzieci – mówi i pokazuje zdjęcia martwej dziewczynki. - Rosjanie zbombardowali szpital położniczy w Mariupolu – wylicza pokazując zdjęcie ciężarnej kobiety wynoszonej na noszach. W tle widać palące się budynki. - Ławrow stwierdził, że to aktorzy – kontynuuje.

Daria, cały czas śledzi wiadomości. Jest jej okropnie żal ludzi, ale już nie płacze. Ivan modli się do Archanioła Michała, aby wziął Ukrainę pod opiekę.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Emilia Bromber

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.