Serce „Loczka” nie wytrzymało, wielu gangsterów odetchnęło

Czytaj dalej
Fot. Artur Drożdżak
Artur Drożdżak

Serce „Loczka” nie wytrzymało, wielu gangsterów odetchnęło

Artur Drożdżak

Jako świadek koronny zeznaniami Krzysztof P. ps. Loczek pogrążył kilkudziesięciu gangsterów z Małopolski i ze Śląska. Niektóre procesy jeszcze trwają, więc oskarżeni mogą odetchnąć, że koronny już nie potwierdzi swoich relacji, bo zmarł 28 kwietnia w celi Zakładu Karnego w Tarnowie.

„Loczek”, rocznik 1969 urodził się w Krakowie, ojca szybko zabrakło, więc jego i trzy siostry wychowywała matka. Tak naprawdę nazywał się Krzysztof W., nazwisko zmienił, gdy w lipcu 1996 r. wziął ślub z Małgorzatą P., dziewczyną ze Stalowej Woli. Już miała syna, na którego otrzymywała alimenty. Z „Loczkiem” mieli swoich dwoje dzieci, w tym ciężko chorą córeczkę, która wymagała stałej opieki i hospitalizacji.

Miał niepełne średnie wykształcenie, z zawodu był kierowcą mechanikiem, w wojsku nie był z uwagi na defekty psychiki. Troskliwie opiekował się schorowaną matką, rencistką, z którą mieszkał na os. Ugorek w Krakowie. Z wywiadu środowiskowego: w miejscu zamieszkania spokojny, nie nadużywa alkoholu. Biegli sprawdzili, że ma inteligencję ponadprzeciętną, 120 IQ. Pracował w nowohuckim klubie Rico, potem jako konwojent, był też przedstawicielem handlowym firmy z Chrzanowa.

Z piętnem gwałciciela w więzieniu i poza nim

Poważniejszy konflikt z prawem miał we wrześniu 1990 r. Z dwoma znajomymi dopuścił się zbiorowego gwałtu na kobiecie. Sprawcy byli niezwykle brutalni, można zaryzykować tezę, że sadystyczni. Znęcali się nad pokrzywdzoną, używali przy tym butelki i innych przedmiotów, które wpadły im pod rękę w trakcie wykorzystania seksualnego. „Loczek” dostał 5 lat, ale skuteczne było odwołanie prokuratury i Sąd Apelacyjny w Krakowie podwyższył mu wyrok do 7 lat odsiadki. Drugiemu ze sprawców sąd podniósł karę z 4 do 5 lat, trzeciemu z 8 do 10.

Ponad pół roku po wyjściu z celi wdał się w głośną w Krakowie kryminalną historię z kradzieżą żarówek firmy Osram. Towar zamówił hurtownik z ul. Berka Joselewicza i wysłał po niego do Niemiec dwóch pracowników. Ci w drodze powrotnej zatrzymali się w barze pod Opolem. Gdy pół godziny później wyszli po skończonym posiłku, auta Iveco z żarówkami już nie było.

Hurtownik z Krakowa dostał propozycję, że może odzyskać towar warty 90 tys. zł, jeśli zapłaci okup rzędu 40 tys. zł, auto przepadło bezpowrotnie. Biznesmen podejrzewał jednak, że w kradzież jest zamieszany jego b. pracownik Artur K., którego właśnie zwolnił. Miał dobre przeczucie. Na własną rękę wynajął też agencję detektywistyczną Mariusza M., a ten popytał tu i ówdzie. Nawiązał z nim kontakt jego były pracownik Artur S., który jak się okazało, miał informacje, gdzie są żarówki.

Policjant” pod przykryciem”

„Loczek” także brał udział w negocjacjach na temat okupu za kradziony towar. Twierdził, że zgłosił się do niego człowiek, który "ma żarówki i szuka nabywcy". Krzysztof P. trzymał je w wynajętym na fałszywe nazwisko garażu na ul Ułanów. Negocjacje z udziałem detektywa, „Loczka” i Artura S. odbywały się w Motelu Krak. Jak się potem okazało, brał w nich też udział policjant „pod przykryciem”, który został potem świadkiem incognito. Żarówki odzyskano, hurtownik okupu nie zapłacił.

Do celi trafili Artur K., „Loczek” i Artur S. Ten ostatni ujawnił jeszcze kilka kradzieży aut dla okupu. Przestępstw mieli dokonywać w Krakowie i Wieliczce bandyci o pseudonimach "Cukierek", "Profesor" i "Jaros". Tych nie ujęto. Sprawa z próbą wymuszenia pieniędzy za żarówki skończyła się dla „Loczka” wyrokiem półtora roku odsiadki. Artur S. dostał karę w zawieszeniu, Artura K. skazano jedynie za nielegalne posiadanie amunicji, bo nie było twardych dowodów, że jednak pomagał w kradzieży.

Po wyjściu na wolność „Loczek” związał się z rosnącym w siłę gangiem Zbigniewa Ś. ps. Pyza. W Krakowie pod koniec lat 90-tych trwała ostra rywalizacja grupy „Pyzy” i Jacka M. ps. „Marchewa”. Płonęły agencje towarzyskie, dochodziło do krwawych starć między członkami tych gangów, padały strzały z broni palnej. „Loczek”, który swój pseudonim zawdzięczał temu, że były był łysy jak kolano, aktywnie brał udział w przestępczym życiu. Zajmował się handlem bronią, uczestniczył w napadach rabunkowych, choćby na konwojenta firmy Fotojoker i rabunku ponad 100 tys. zł. Miał wiedzę o handlu narkotykami, funkcjonowaniu agencji towarzyskich i kradzieży aut.

W listopadzie 1999 r. wziął udział w śmiertelnym pobiciu Tomasza G., który rok wcześniej przywiózł pociągiem do Krakowa bombę, by wysadzić w powietrze samego „Pyzę”. Kurier wpadł na dworcu, dostał wyrok i gdy podróżował koleją poznał go jeden z ludzi „Pyzy”. Skrzyknął kolegów i Tomasza G. porwano, wywieziono za miasto i zakatowano, a ciężko rannego porzucono przed budynkiem pogotowia. „Loczek” był w tej sprawie jednym z 11 oskarżonych o śmiertelne pobicie.

Obciąża „Krakowiaka” i gang „Pyzy”

Niespodziewanie okazało się, że uzyskał status świadka koronnego. Zadbała o to katowicka prokuratura, która na Śląsku zajmowała się rozbiciem dobrze zorganizowanej struktury przestępczej Janusza T. ps. Krakowiak. I to właśnie by ją rozpracować Krzysztof P. zgodził się zostać świadkiem koronnym. Ponoć na jednej z imprez w Krakowie rzucił kiedyś, że chce być, jak filmowy Batman i oczyści rodzinne miasto z przestępców. Dlatego obciąża ich jako świadek koronny. Misja iście samobójcza.

Zaczął obciążać dawnych wspólników z gangu „Pyzy”, który akurat czekał na ekstradycję z Hiszpanii. W Małopolsce „Loczek” był czwartym z rzędu świadkiem koronnym, nowej instytucji do walki ze zorganizowaną przestępczością. Gdy miał się pojawić w krakowskim sądzie jako współoskarżony o śmiertelne pobicie Tomasza G. budynek wyglądał jak twierdza. Wszechobecna policja, psy, kontrole dokumentów. Na korytarzach zaklejono szyby papierem, a w oknach sali rozpraw zasunięto żaluzje.

Krzysztofa P. doprowadzono w asyście antyterrorystów, ale nie był skuty kajdankami. Łysy, ubrany na czarno, skupiony, nie reagował na słowne zaczepki innych.

Niektóre procesy, w których P. występował jako świadek koronny już zakończyły się prawomocnymi wyrokami, inne jeszcze trwają. Sądy różnie oceniały jego relacje na temat dawnych wspólników z gangu.

W jednym z wyroków na gangsterów „Pyzy” Sąd Okręgowy w Krakowie tak wypowiedział się na temat Krzysztofa P. ps. „Loczek”:

- Nie można przyjąć, że jest on osobą, która żałuje swojego życia przestępczego, można raczej odnieść wrażenie, że dokonał on wyboru swojego statusu świadka koronnego z innych przyczyn. W sposobie przedstawiania zdarzeń daje się nawet wyczuć pewnego rodzaju fascynację i dumę z byłej przynależności do grupy przestępczej, która budziła respekt w Krakowie - zauważył sąd.

Raz wiarygodny, innym razem już nie

Dostrzegł też sąd, że w innej sprawie - dotyczącej zabójstwa w 1996 r. Ukraińca przy ul. Brogi w Krakowie - „Loczek” nie był wiarygodny, gdy mówił o sprawcach tej zbrodni, czyli o oskarżonych braciach Andrzeju i Marku Z. oraz Tadeuszu Z. Jeden z tych mężczyzn zeznał, że „Loczek”, gdy siedzieli razem w celi radził się go, czy nie wymusić 10 tys. dolarów od Artura B. ps. Banan za rezygnację z obciążających go zeznań za jedno z rzekomych przestępstw. Widać pieniądze były dla Krzysztofa P. ważne. Stąd ostrożność kolejnych sądów w ferowaniu wyroków wyłącznie w oparciu o zeznania „Loczka”. Jeśli nie było innych dowodów potwierdzających jego słowa to tym relacjom nie dawano wiary.

W ostatnim czasie „Loczek” przeniósł się do Wielkopolski. To stamtąd przyjeżdżał na procesy, w których zeznawał jako koronny. Wydawało się, że będzie wiódł, spokojne życie, ale wszystko zmieniło się w listopadzie 2021 r., gdy sąd aresztował go na trzy miesiące ze wspólnikiem Wojciechem R. Zdaniem krakowskich śledczych obaj odpowiadają za potrójne zabójstwo we wrześniu 2000 r. w podkrakowskich Jurczycach. Zatrzymanie Krzysztofa P. miało być przełomem w sprawie. W Jurczycach dokonano egzekucji na 44-letniej kobiecie, jej partnerze oraz 30-letnim mężczyźnie. - bizneswoman Barbarze K., jej partnerze, taksówkarzu Waldemarze J. i Leszku W. Ich ciała znaleziono w łazience - wszyscy zostali zastrzeleni.

Śledczy nie informowali, czy odkryto broń, z której oddano strzały.

Dłuższy areszt i nieoczekiwany zgon

„Loczek” nie przyznawał się do winy, groziło mu dożywocie. Obciążały go zeznania konkubiny innego gangstera, którego kiedyś pogrążył. Mocno przeżywał oskarżenia, czuł się pokrzywdzony. Jeden z krakowskich adwokatów mówi, że widział „Loczka”, gdy w podczas wideokonferencji z więzienia składał zeznania podczas jednego z procesów. Krzysztof P. miał być wówczas bardzo zdenerwowany, podnosił głos, widać było że jest w złej kondycji psychicznej.

„Loczek” najpierw był w areszcie w Wadowicach, ale z nieoficjalnych informacji wynikało, że spotykał się z wrogością innych osadzonych, zwłaszcza starych recydywistów. Nie było gwarancji, że będzie bezpieczny. Dlatego przetransportowano go do lepiej strzeżonego zakładu karnego w Tarnowie. Niedawno sąd, na wniosek Prokuratury Regionalnej w Krakowie przedłużył „Loczkowi” areszt do połowy maja. Niespodziewanie mężczyzna zmarł 28 kwietnia br. w monitorowanej celi. Kpt. Anna Margelist - Czajczyk, rzecznik prasowy Dyrektora Okręgowego Służby Więziennej w Krakowie potwierdza, że na terenie Zakładu Karnego w Tarnowie doszło do zdarzenia - śmierci więźnia.

Podczas pobudki funkcjonariusz stwierdził, że jeden z tymczasowo aresztowanych nie wykazuje oznak życia. Funkcjonariusze przystąpili do akcji reanimacyjnej, która została przejęta przez zespół pogotowia, jednak przybyły lekarz stwierdził zgon. Sprawę wyjaśnia prokuratura oraz niezależni od niej specjaliści z Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Sekcję zwłok wykonano w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego i stwierdzono, że bezpośrednią przyczyną śmierci 53-latka był rozległy zawał serca.

Sprawa zbrodni z Jurczyc ciągle trwa, ale pozostał już tylko jeden podejrzany: Wojciech R.

[polecane]23000855,22997435,22989645,22992227,22992815,22994419[/polecane]

Artur Drożdżak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.