Sądecka parafia pod nadzorem służby bezpieczeństwa

Czytaj dalej
Fot. archiwum IPN
Marcin Kasprzycki, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Sądecka parafia pod nadzorem służby bezpieczeństwa

Marcin Kasprzycki, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski” przypominają. Sądecczyzna. Na początku lat 60. MSW przeniosło ciężar działań antykościelnych do parafii. To tam życie religijne było najbardziej dynamiczne i promieniowało na miejscowe społeczności.

By z tym walczyć, postanowiono wykorzystywać lokalne konflikty i rozbijać jedność Kościoła. Udało się to m.in. w Kamionce Wielkiej, gdzie przez kilka lat istniała wspierana przez władze „niezależna” parafia.

Wejście „Górala”

Parafia znalazła się na celowniku sądeckiej SB w 1964 r. Od pewnego czasu coraz większe nieporozumienia wywoływały tam relacje między trudnym w codziennych relacjach proboszczem ks. Jakubem Stabrawą i jego wikarym ks. Janem Kuczkiem. Atmosfera ta rzecz jasna odbijała się na sympatiach wiernych wobec obu duchownych. Sytuacji bacznie przyglądała się SB. Aby rozładować napięcie, ordynariusz tarnowski bp Jerzy Ablewicz nakazał ks. Kuczkowi czasowe opuszczenie Kamionki i przygotowanie się do egzaminów na wikariusza.

Przesilenie nastąpiło w Wielki Piątek 27 marca 1964 r., kiedy ks. Kuczek wbrew zakazowi biskupa wrócił do Kamionki i w starym kościele odprawił nabożeństwo z udziałem swoich zwolenników. Na nieposłuszeństwo wikarego zareagował bp Ablewicz, który przyjechał do parafii w Wielką Sobotę. W rozmowie z ks. Kuczkiem ustalił, że pozostanie na stanowisku wikariusza, a proboszczem nadal będzie ks. Stabrawa.

Gdy wydawało się, że spór został zażegnany, w Poniedziałek Wielkanocny ks. Kuczek zamiast udać się do nowego kościoła, gdzie zgodnie z ustaleniami miał w odprawić nabożeństwo, wrócił do starej świątyni i podczas kazania zaatakował ordynariusza. W reakcji 4 kwietnia biskup ogłosił nałożenie kary ekskomuniki na nieposłusznego księdza.

Ks. Kuczek nie uznał kary i postanowił powołać z przychylnymi sobie parafianami osobną, niezależną od hierarchii kościelnej parafię. Doszło do rozłamu, który został zalegalizowany przez komunistyczne państwo. 4 sierpnia Urząd ds. Wyznań wpisał do rejestru stowarzyszeń i związków religijnych Niezależną Parafię Rzymskokatolicką w Kamionce Wielkiej oraz zatwierdził ks. Kuczka na stanowisku jej proboszcza.

Wiele przemawia za tym, że to SB, z którą ks. Kuczek od jesieni 1962 r. utrzymywał kontakty jako TW „Góral”, wykorzystała personalne nieporozumienia do wywołania poważnego konfliktu w sądeckim Kościele. Początkowo „Góral” miał inwigilować dziekana nowosądeckiego ks. Władysława Lesiaka, jednak w marcu 1964 r. wobec rosnącego napięcia w parafii „zmieniła się koncepcja wykorzystania tw »Góral«”.

O tym, że ks. Kuczek był wspierany przez władzę, świadczyły fakty. W 1964 r. spotkał się z funkcjonariuszami SB ponad 70 razy i otrzymał około 100 tys. zł., z czego tylko 12 tys. od bezpieki, reszta wpłynęła od administracji terenowej (Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Nowym Sączu) i wyznaniowej (Wydział ds. Wyznań Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Krakowie). W styczniu 1965 r. TW „Góral” uzyskał z Rady Narodowej w Nowym Sączu 25 tys. zapomogi na cele niezależnej parafii.

Aby wesprzeć ks. Kuczka i jego zwolenników, szef krakowskiej SB płk Stanisław Wałach zdecydował o skierowaniu do Kamionki kolejnego agenta - cystersa o. Antoniego Pietrzyka, który od stycznia 1964 r. był wykorzystywany przez Wydział IV SB jako TW „Antoni”.

Esbecka rozróba

Wydarzenia w Kamionce stały się tematem rozmów księży, co przy pomocy agentury śledziła SB. Jeden z TW przekazał opinię, że „Kamionka to robota władz a szczególnie służby bezpieczeństwa”. Podobnie wypowiadał się cysters o. Władysław Świeżek, który stwierdził otwarcie, „że koło rozróby w Kamionce zabiega UB” i dodał: „Kuczek w święta już doszedł z biskupem do porozumienia i naraz posłuchał podszeptów UB”.

Krążące opinie potwierdzała sama SB. „Na tle powstałych antagonizmów między proboszczem (...) a wikariuszem (…), w wyniku zastosowanych przedsięwzięć operacyjnych przez naszą służbę, doszło do rozbicia parafii i powstania” tam wspólnoty niezależnej od kurii w Tarnowie”, pisano w jednym z raportów. „Parasol ochronny” nad zbuntowaną wspólnotą roztoczyła także nowosądecka PZPR, która wezwała MO i SB „(…) do wszczynania dochodzeń w wypadkach nieprzestrzegania przez mieszkańców nietolerancji (!) religijnej”.

Niezależną Parafię Rzymskokatolicką w Kamionce Wielkiej bezpieka potraktowała jako pole doświadczalne dla podobnych operacji w innych parafiach na terenie województwa krakowskiego. Poszukiwała kolejnych ognisk zapalnych. W Kamionce zadanie sądeckiej SB zostało wykonane - doprowadzono do rozbicia parafialnej wspólnoty. Rola jak najdłuższego podtrzymania przy życiu niezależnej parafii przypadła władzom administracyjnym z Nowego Sącza i Krakowa.

Wydarzenia w Kamionce, zgodnie w ustaloną przez władze narracją zostały nagłośnione w lokalnych mediach, a w 1967 r. wydawnictwo „Iskry” wydało książkę Jerzego Ambroziewicza „Plebanie na wulkanach”, która w formie reportażu opowiadała m.in. o sytuacji w podsądeckiej parafii.

Z niszczycielskiej siły konfliktu zdawała sobie sprawę SB: „Skłóceni są tutaj nie tylko sąsiedzi, lecz najbliżsi członkowie rodzin. Antagonizmy i różnice poglądów są tak ogromne, że gniewa się brat z bratem, mąż z żoną, sąsiedzi itp.” - pisano w jednym z raportów.

Wrogość i wzajemne oskarżenia były nieodłącznym elementem funkcjonowania obu wspólnot w kolejnych latach. Według jednego z mieszkańców Kamionki, który opowiedział się za ks. Kuczkiem, sytuacja wiernych parafii niezależnej była trudna: „otoczeni jesteśmy wrogością. Ludzie nie są samowystarczający, potrzebują nieraz sąsiedzkiej pomocy, chcą coś pożyczyć a oni naszym ludziom nic nie chcą pożyczyć, nic nie pomogą, tylko mówią jak się poprawicie to wtedy. (…) Człowiek potrzebuje żyć, a nie raz nie może sam poradzić i przyjmie ich pomoc ale wtedy już jest ich”.

Wierni, którzy pozostali przy ks. Kuczku mieli świadomość zerwania z kurią biskupią, ale ciągle liczyli na pozytywne rozwiązanie sprawy przez papieża. Zdecydowana większość nadal uważała się za rzymskich katolików, nie brali pod uwagę trwałego odejścia od Kościoła. Z ciężkim sercem patrzyli na uroczystości organizowane przez księży diecezjalnych. 7 czerwca 1965 r. w Kamionce odbyło się bierzmowanie młodzieży, także z sąsiednich parafii. Do wsi przybyło około 1500 osób, a bp. Ablewiczowi towarzyszyło 14 księży. Dostrzegali to urzędnicy Wydziału do Spraw Wyznań: „(…) Wierni zaczęli odczuwać brak biskupa w uroczystościach kościelnych, niemożność bierzmowania swoich dzieci oraz uciążliwą izolację od reszty środowiska”.

Dezercja ks. Kuczka

Tymczasem zapał ks. Kuczka w pracę na rzecz niezależnej parafii gasł. Coraz częściej zerkał w stronę Kościoła Polskokatolickiego. Wspólnota ta, utworzona przy wsparciu komunistów w 1951 r., sprawowała liturgię o charakterze katolickim, jednak nie uznawała zwierzchnictwa papieża, a msze celebrowała w języku polskim, podczas gdy w Kościele rzymskim obowiązywała jeszcze wówczas łacina. Kuczek uczestniczył w organizowanych przez nią rekolekcjach, a nawet myślał o objęciu jakiejś funkcji. Narażał się tym na niezadowolenie członków własnej parafii.

W 1972 r. ks. Kuczek ostatecznie zerwał z Kamionką i przeniósł się do parafii polskokatolickiej w Krakowie. Zdaniem Wydziału ds. Wyznań zachował się nielojalnie wobec swoich parafian: „pozostawił tę garstkę ludzi na żer miejscowego środowiska”.

Kres niezależnej parafii nastąpił po ośmiu latach, 12 kwietnia 1972 r., kiedy członkowie Rady Parafialnej poinformowali bp. Ablewicza o jej rozwiązaniu i poprosili o wzięcie wiernych pod opiekę. Hierarchowie przybyli do Kamionki Wielkiej w niedzielę 16 kwietnia i spotkali się z wiernymi w starym kościele.

Eksperyment uruchomiony przez SB ostatecznie się nie powiódł, jednak determinacja, z jaką chciano go zaszczepić we wspólnocie, zakłócił w niej na wiele lat wzajemne relacje, które z mozołem musiały być odbudowywane na nowo.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Marcin Kasprzycki, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.