Rok 1968. Pierwszy w PRL proces polityczny o dzieło literackie. Opera Szpota i wściekłość Gnoma

Czytaj dalej
Fot. fot. archiwum
Cecylia Kuta, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Rok 1968. Pierwszy w PRL proces polityczny o dzieło literackie. Opera Szpota i wściekłość Gnoma

Cecylia Kuta, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. Pół wieku temu, 6 lutego w Warszawie rozpoczyna się rozprawa przeciwko Januszowi Szpotańskiemu, autorowi satyrycznej opery „Cisi i gęgacze, czyli bal u prezydenta”. Był to pierwszy w PRL proces polityczny o dzieło literackie.

Janusza Szpotańskiego oskarżono o „rozpowszechnianie dokumentów zawierających fałszywe wiadomości o stosun-kach społeczno-politycznych i gospodarczych istniejących w Polsce, a także o czołowych przedstawicielach Państwa Polskiego”.

Ku uciesze własnej i znajomych

Janusz Szpotański (1929-2001), poeta, satyryk, krytyk literacki, tłumacz, z zamiłowania szachista z tytułem mistrza krajowego i trzykrotnego mistrza Warszawy, od młodości miał kłopoty z ustrojem PRL. Ze względu na „burżuazyjne pochodzenie” - był synem adwokata - w 1950 r. nie chciano go przyjąć na socjologię. Rok później dostał się na rusycystykę, ale usunięto go za „niewłaściwe” poglądy. Dopiero po Październiku ’56 mógł rozpocząć studia na polonistyce. Po ich ukończeniu w 1963 r. pracował dorywczo w Państwowym Instytucie Wydawniczym i w „Czytelniku”.

W 1964 r., w odpowiedzi na oficjalne obchody XX-lecia PRL, napisał operę „Cisi i gęgacze, czyli bal u prezydenta”, wyśmiewającą panujący w Polsce system komunistyczny. „Operę napisałem przez przypadek. […] źródłem inspiracji były dla mnie przygotowania Czerwonego do obchodów dwudziestej rocznicy Polski Ludowej (lipiec 1964).

Przygotowania te były tak intensywne i groteskowe w swych pomysłach, że pobudziły mnie do swoistego włączenia się w te uroczystości, a mianowicie do urządzenia akademii »ku czci« dla grona moich przyjaciół i znajomych, akademii, która - z jednej strony - byłaby parodią samych obchodów, z drugiej - karykaturą Czerwonego. No i w tym celu napisałem kilka utworów, które zyskawszy niespodzianie aplauz publiczności, popchnęły mnie do napisania następnych. No więc Opera powstała w taki właśnie sposób. Napisałem ją dla zabawy - ku uciesze własnej i grona znajomych” - wspominał w jednym z wywiadów.

Utwór, wykonywany przez Szpotańskiego w gronie znajomych, szybko zdobył popularność, jego odpisy i nagrania docierały do coraz szerszego grona odbiorców - w tym do dysydenta Szymona Szechtera i jego sekretarki Niny Karsow. „Szechter był entuzjastą mojej opery, nagrał ją na magnetofonie i nieustannie puszczał. Ostatecznie skończyło się to aresztowaniem Szechtera i Niny Karsow, gdy na wakacjach pod Nowym Targiem czy też Nowym Sączem słuchali opery w towarzystwie zaufanego juhasa. Tak wpadłem bezpiece w oko” - wspominał Szpotański.

Trzy lata więzienia za satyrę

Został aresztowany na początku stycznia 1967 r. Po badaniach w szpitalu psychiatrycznym - czy na pewno jest zdrowy psychicznie - i po kilkunastu miesiącach spędzonych w więzieniu 6 lutego 1968 r. stanął przed sądem.

Rozprawa toczyła się przy drzwiach zamkniętych ze względu na rzekome „pornograficzne obrzydliwości” zawarte w utworze. Obrońcami pisarza byli adwokaci Jan Olszewski i Władysław Siła-Nowicki. W trakcie procesu udowadniali oni, że dzieło jest literacką fikcją i nie może być traktowane jako „rozpowszechnianie fałszywych wiadomości” oraz, że nagranie tekstu na taśmie magnetofonowej oraz jego ustne przekazywanie nie mieści się w definicji „sporządzania i rozpowszechniania pism, druków i wizerunków”.

Z kolei autor dzieła dowodził, że postawianie go przed sądem jest kolejnym przykładem represjonowania twórczości literackiej i próbą zastraszania pisarzy. Świadkami oskarżenia byli reżimowi twórcy. Artur Sandauer - jak zanotowała bezpieka - „opracowanie oskarżonego określił mianem ordynarnego brukowca zarówno po względem formy jak i treści. Podobną ocenę dał aktor A[dam] Pawlikowski”.

Zarzut dotyczył nie tyle napisania opery, co jej rozpowszechniania. „Prześmiewczy był akt oskarżenia, kiedy oni zarzucali mi rozpowszechnianie fałszywych wiadomości godzących w istotny interes PRL. Był to istny dom wariatów. W operze Gnom, czyli Gomułka śpiewa arię: »W ekonomiczny kraj wpadł korkociąg, wszystko wysysa straszny rurociąg«. Więc prokurator zarzucił mi rozpowszechnianie fałszywej wiadomości, jakoby PRL wpadła w gospodarczy korkociąg na skutek budowy Rurociągu Przyjaźni” - wspominał Szpotański.

Ostatecznie 19 lutego 1968 r. autor „Cichych i gęgaczy” został skazany na trzy lata więzienia. W prasie pojawiły się wówczas atakujące pisarza artykuły o znamiennych tytułach: „Literatura podłego rynsztoku”, „Prawdziwe oblicze prowokatora zostało obnażone”, „Współudział monachijskiej agentury”.

Kisiel: skandaliczna dyktatura ciemniaków

Do wyroku wydanego na Szpotańskiego nawiązał 29 lutego 1968 r. Stefan Kisielewski podczas nadzwyczajnego walnego zebrania Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich: „Byłem mężem zaufania w procesie młodego człowieka - Janusza Szpotańskiego.

Nie wolno mi mówić, co było na tym procesie, ale mogę powiedzieć ogólnie - był to proces precedensowy. Ten młody człowiek napisał »Szopkę«, której nie drukował, nie kolportował, którą recytował w towarzystwie przy wódce, w niewielkim gronie. To jest precedens przerażający, bo opowiadanie kawałów politycznych jest w Polsce tak modne, że przypuszczam, że skoro Szpotański otrzymał 3 lata, to tak jak tu nas 400 osób, to jest 1200 lat więzienia. Po takim procesie mogą przyjść inne”. Wówczas padły z ust Kisiela słynne słowa o „skandalicznej dyktaturze ciemniaków w polskim życiu kulturalnym”.

Wściekłość Władysława Gomułki

Miesiąc po ogłoszeniu wyroku, 19 marca 1968 r., Władysław Gomułka nazwał pisarza „człowiekiem tkwiącym w zgniliźnie rynsztoku, człowiekiem o moralności alfonsa”, a jego tekst określił jako „reakcyjny utwór ziejący sadystycznym jadem nienawiści do […] partii”. Szpotański chwilę, gdy gazeta z tym przemówieniem dotarła do jego celi, wspominał później jako „najweselszy moment podczas pobytu w więzieniu mokotowskim”.

W więzieniu spędził dwa lata i siedem miesięcy. W wyniku amnestii ogłoszonej z okazji 25-lecia PRL darowano mu pięć miesięcy kary. Na wolność wyszedł jesienią 1969 r.

Trzydzieści lat później został oczyszczony z zarzutów. Po latach wspominał: „»Cisi i Gęgacze«, czyli tzw. »Opera«, to pierwszy mój utwór, który spotkał się z szerokim odzewem. Mam tu na myśli nie tylko popularność, jaką cieszył się w warszawskich środowiskach opozycyjnych, ale przede wszystkim wytoczony mi proces, tak kuriozalny, że przez pewien czas natrząsały się z niego wszystkie ważniejsze dzienniki zachodnie, straszliwe inwektywy, jakimi obrzucił mnie Gomułka w swym słynnym przemówieniu marcowym, a także i to, że poświęcona została mu znaczna część jednej z ówczesnych debat sejmowych”.

„Ballada o Łupaszce” i „Towarzysz Szmaciak”

Proces i więzienie nie złamały Szpotańskiego. Za kratami napisał kolejny utwór satyryczny „Balladę o Łupaszce”, będący parodią artykułów na temat spisku rewizjonistyczno-syjonistycznego, które ukazywały się w prasie w marcu 1968 r. W późniejszych latach stworzył m.in. „Carycę i zwierciadło” - satyrę na mocarstwową politykę ZSRS i Leonida Breżniewa oraz „Towarzysza Szmaciaka” - dzieło, w którym, jak sam przyznawał, dokonał „czegoś w rodzaju syntetycznego ujęcia historii PRL i socu jako systemu”.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Cecylia Kuta, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.