Przerażająca noc w Bochni. Tomasz bił, gwałcił i poniżał „ukochaną kobietę”

Czytaj dalej
Fot. 123 rf
Artur Drożdżak

Przerażająca noc w Bochni. Tomasz bił, gwałcił i poniżał „ukochaną kobietę”

Artur Drożdżak

Lidka chciała wyjść, ale Tomek zagroził, że przetnie jej ścięgna. Gdy do drzwi zapukali policjanci, zastraszona nie zdradziła, że jest więźniem w mieszkaniu w Bochni.

To miał być udany związek dwojga ludzi po przejściach. 27-letnia Lidka była mężatką, ale nie miała złudzeń, że to koniec tego związku. Bez skrupułów rzuciła się więc w ramiona o 10 lat starszego Tomka.
On miał samochód, stałą pracę, niedużą działkę i dwoje dzieci z różnych związków. Lidce to nie przeszkadzało; widziała, że stara się być dobrym ojcem.

Zamieszkali u jego rodziców pod Tarnowem. Mieli plany, myśleli o dziecku i wspólnej przyszłości. Lidka obiecywała, że rozwiąże małżeństwo. Rozwód, przekonywała, to właściwie formalność. On z kolei zapewniał, że już nie ma - jak kiedyś - problemu z alkoholem, jest silny, kropli nie weźmie do ust. Tak siebie trochę oszukiwali w drobnych, ale istotnych w życiu sprawach.

Incydent u rodziców

Gdzieś w maju 2019 roku Tomek stracił nad sobą panowanie i uderzył Lidkę pięścią w twarz, a gdy próbowała podnieść torbę z podłogi - kopnął ją ze złością i przy okazji trafił w dłoń partnerki. Incydent rozegrał się w domu rodziców Tomka. Mężczyzna wściekł się po tym, jak przez przypadek odebrał telefon Lidki. Dzwonił do niej jej dawny znajomy. Tomkowi puściły hamulce, chyba z zazdrości. Potrząsał jeszcze ukochaną, rzucił ją na łóżko i dopiero wtedy ochłonął.

Nad pokrzywdzoną Tomasz pastwił się całą noc. Gwałcił, zdzierał ubranie, poniżał, groził i bił. Lidia była już przekonana, że nie wyjdzie z tego żywa

Lidce nie zapaliła się czerwona lampka, że jej wybranek może być damskim bokserem, brutalem, okrutnikiem. Wyjaśnili sobie nieporozumienie, awantura została zażegnana. Potem, już jako narzeczeni, zaczęli plany wprowadzać w czyn, wynajęli mieszkanie w Bochni pod Tarnowem, urządzili tam swoje gniazdko. Wydawało się, że nic nie stanie na przeszkodzie ich szczęściu.

Tak było do 20 czerwca 2019 roku, gdy para zaczęła rozmowę na poważne tematy. Wówczas z ust Lidki padły trudne słowa o tym, że ostatnio była w ciąży. Poroniła, co trzymała w tajemnicy. Wspomniała też, że ma plan, by wyjechać do pracy w Holandii. Tomek był wstrząśnięty tymi wyznaniami. Miał pretensje do partnerki, że wbrew jego woli utrzymuje kontakt z rodziną, wiecznie broni swojej matki i męża i teraz „za to zapłaci”. Poczuł się oszukany i rozczarowany tym, że Lidka nie traktuje poważnie ich związku.

Z wrażenia musiał się napić. Trzy piwa poluzowały jego hamulce. Zaczęła się awantura, Tomek bez ostrzeżenia przystąpił do ataku. W pierwszej fazie zajścia, jak to potem określi sąd, mężczyzna ograniczył się do kilkukrotnego kopnięcia Lidki w brzuch.

Pęknięta śledziona

Kopniaki zdemolowały kruchą i wątłą kobietę. Jak się potem okazało, doszło do pęknięcia śledziony. Kiedyś Tomek się jej chwalił, że sporo trenuje, ma silne nogi - teraz się okazało, że mówił prawdę. Nie zwracał uwagi na ból i cierpienie narzeczonej. Ciągle czuł, że musi rozładować stres i napić się czegoś mocniejszego. Dlatego zdecydował się na jazdę autem do sklepu po alkohol. By Lidce, pod jego nieobecność, nic głupiego nie przyszło do głowy, postraszył ją, że jeśli się ruszy z mieszkania, to ją urządzi, poprzecina ścięgna u nóg, zabije, okaleczy, zniszczy. Dla pewności ukrył jej telefon. Sterroryzowanej Lidce nawet przez myśl nie przeszło, by poszukać swoich kluczy do mieszkania, otworzyć nimi drzwi i zwyczajnie wyjść. Obwiniała siebie za wypowiedziane słowa o planowanym wyjeździe za granicę, ciąży, poronieniu i za to, że wyprowadziła partnera z równowagi. Usprawiedliwiała agresywne zachowanie Tomka i była przekonana, że tego wieczoru to się nie powtórzy.

Wpadka i drogówka

W mieszkaniu była jeszcze córka Tomka, ale nie widziała poczynań taty. Tymczasem on w drodze do sklepu został zatrzymany do kontroli drogowej, bo przekroczył prędkość na ul. Proszowickiej. Okazało się, że jest nietrzeźwy, więc policjanci postanowili... odwieźć go do mieszkania, gdzie oddali go pod opiekę Lidki. Nie zająknęła się, że kilka chwil wcześniej została brutalnie skatowana. Nie przypuszczała, że dopiero teraz czeka ją piekło.

Zaczęło się, gdy mundurowi wyszli za drzwi. Tomek, jakby chcąc nadrobić stracony czas, zaczął metodycznie okładać Lidkę. Wszystko odbywało się w sypialni - jego córka nie była świadkiem, w jaki sposób ojciec traktuje narzeczoną. Małoletnia musiała jednak słyszeć krzyki bitej. Tomek stosował coraz bardziej wymyślne formy dręczenia narzeczonej. Okładał ją paskiem i sprzączką, bił klapkiem po twarzy, deptał po nogach, gdy leżała na łóżku, zdzierał ubranie, kazał nagiej stać na baczność przy ścianie, gwałcił na różne sposoby, wulgarnie wyzywał, groził utratą niektórych części ciała, odgryzieniem palca, przykładał nóż do szyi i odłożył go tylko dlatego że akurat ten fragment zajścia ujrzała jego córka. Mówił wtedy do narzeczonej: Dźgnę cię nożem tylko raz.

Na szczęście tego nie zrobił. Potem w łazience stosował jeszcze inne wynaturzone formy przemocy. Bez komórki Lidka nie mogła wezwać pomocy. Po wielu godzinach Tomek zgodził się, by narzeczona wyszła z mieszkania z jego córką. Taksówką pojechały do matki Tomka. Dopiero stamtąd Lidka trafiła do szpitala - a tam od razu na stół operacyjny. Trzeba było usunąć śledzionę.

Trzy zarzuty

Przed sądem Tomek odpowiadał za naruszenie nietykalności cielesnej Lidki (to gdy jeszcze mieszkali w domu jego rodziców), pozbawienie wolności, bicie i gwałty w wynajmowanym mieszkaniu oraz kierowanie autem pod wpływem alkoholu. Przyznał się tylko do ostatniego zarzutu. Mówił, że może raz uderzył Lidkę w nerwach paskiem. Mogło się zdarzyć, że raz popchnął ją na łóżko i przeleciała przez nie.

Sąd uwierzył pokrzywdzonej, że była ofiarą szeregu form przemocy. Kobiety nie przesłuchano na rozprawie, by nie pogłębiać jej traumy. Zdiagnozowano bowiem u niej tzw. PTSD, czyli zespół stresu pourazowego. Miała objawy osoby, która przeżyła traumatyczne wydarzenia zagrażające jej życiu. Faktycznie w zeznaniach raz podawała pewne szczegóły, potem je modyfikowała. Różnice wynikały choćby z tego, że pierwsze przesłuchanie odbyło się jeszcze w szpitalu, gdy była tuż po operacji. Rodzina Tomasza podawała informacje dotyczące jego związku z Lidką oraz ich relacji po zajściu. O przebiegu strasznego zdarzenia nie miała wiedzy. Jedynie córka widziała końcowy fragment incydentu i ojca z nożem - w tym zakresie potwierdziła zeznania Lidki.

Wyrok skazujący

Sąd Okręgowy w Tarnowie skazał Tomasza J. na 8 lat i 3 miesiące więzienia. Zakazał zbliżania się do Lidki na 10 lat i nakazał zapłatę jej 60 tys. zł za wyrządzone krzywdy. Na trzy lata zabrał Tomaszowi prawo jazdy. Zdaniem sądu nie ma wątpliwości, że pozbawił on kobietę wolności, a jego terror doprowadził Lidię do stanu psychicznego, w którym nie potrafiła przeciwstawić się jego woli. Dlatego kobieta nie podjęła wysiłków korzystania z wolności, zastraszona nie uciekła z mieszkania.

Zachowanie sprawcy sąd określił zwrotem „okrutne i uprzedmiotawiające”. Sąd wspomniał też, że niektóre z jego czynów były wręcz pastwieniem się nad kobietą. Godziły one w zdrowie i wolność seksualną Lidii. Spowodowały u niej następstwa nie tylko fizyczne, lecz również psychiczne, z którymi kobieta mierzy się do tej pory.

W złożonej apelacji obrońca oskarżonego chciał niższej kary, a zachowanie klienta nazywał niezrozumiałym incydentem. Prokuratura i sama Lidia wnosiła o podwyższenie wyroku do 11 lat i 6 miesięcy oraz zwiększenia zadośćuczynienia do kwoty 100 tys. zł.

Zdaniem śledczych negatywne emocje pojawiły się u Tomasza J., bo poczuł się rozczarowany stosunkiem Lidki do ich związku. To jednak nie tłumaczyło różnorodności bestialskich zachowań wobec niej.

- Pastwił się nad pokrzywdzoną całą noc do tego stopnia, że ona straciła nadzieję, że wyjdzie z tego z życiem - twierdziła w apelacji prokuratura. To m.in. dlatego wnioskowała o surowszą karę. Sąd Apelacyjny w Krakowie wyroku jednak nie zmienił, jest już prawomocny.

Artur Drożdżak

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

j4n0wsky

Zachowanie sprawcy sąd określił zwrotem „okrutne i uprzedmiotawiające”. Po czym dał 8 lat, czyli sprawca wyjdzie po 4 minus przepustki. Brawo sąd, od razu wszyscy czują się bezpieczniej! Dlatego ja zawsze będę sam wymierzał sprawiedliwość.
Przypominam, że w polskich więzieniach panują względnie dobre warunki na poziomie hotelu pracowniczego. Więźniowie ostatnie o czym myślą to wymierzanie komuś sprawiedliwości - każdy chce wyjść za dobre sprawowanie po połowie odsiadki, więc wszyscy siedzą grzecznie na swoich waginkach. Dlatego ważne jest, aby sądy były surowe dając długie wyroki, bo tylko element izolacji jest elementem karcącym oraz resocjalizującym.

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.