Profesor Anita Dolly Panek. Po 76 latach wróciła do domu, do Krakowa

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polska Press
Katarzyna T. Nowak

Profesor Anita Dolly Panek. Po 76 latach wróciła do domu, do Krakowa

Katarzyna T. Nowak

Profesor Anita Dolly Panek, światowej sławy biochemiczka, po 76 latach wróciła z Brazylii do Krakowa, by zamieszkać na Kazimierzu.

Jak ponad 70 lat temu znalazła się Pani w Brazylii?

W latach trzydziestych z rodzicami wyjechałam z Krakowa na Riwierę Francuską. Wzięliśmy tylko to, co zabiera się na wakacje: letnie ubrania, kostiumy kąpielowe… Wszystko - pieniądze, biżuteria, samochód, nieruchomości, mój ukochany piesek - zostało w Krakowie. 1 września 1939 roku mieliśmy wracać. Nie wróciliśmy. Ojciec zadzwonił do swojej teściowej, która powiedziała, że ta wojna to przejściowa sprawa i trzeba zaczekać. Czekaliśmy we Francji jedenaście miesięcy. Nauczyłam się wtedy robić na drutach. Robię do dziś. Miałam dziewięć lat…

Potem?

Kiedy do Francji weszli Niemcy, uciekliśmy pieszo do Hiszpanii. Rodzice mieli tylko bransoletkę i zegarek, które natychmiast sprzedali. Było nam ciężko. Chodziłam z ojcem po konsulatach w poszukiwaniu wizy. Dla Żydów były wtedy dwie opcje: Haiti albo Brazylia. Wybraliśmy Brazylię.

Nie mieliście przecież pieniędzy?

Kuzynką mojej matki była Helena Rubinstein. Wtedy już milionerka. Pożyczyła nam 250 dolarów. Starczyło na bilety drugiej klasy.

Gdzie zamieszkaliście w Brazylii?

W pensjonacie z innymi uciekinierami. Pokój z łazienką na korytarzu. W pokoju łóżko i kanapa. Ja spałam na kanapie. Po dwóch tygodniach zachorowałam na malarię i cierpiałam przez sześć miesięcy. Tak się trzęsłam z gorączki, że mój ojciec siadał na tej kanapie, żeby się nie trzęsła razem ze mną. Ojciec jako prawnik nie mógł pracować w zawodzie, nie miał czasu, by nostryfikować egzamin. Nie stać go było na kapelusz w upały. Zamiast kapelusza nosił tekturową teczkę nad głową.

Możliwość powrotu do Krakowa była spowodowana spokojem ducha, że uczyniłam coś dla kraju, który nas przyjął

Z czego żyliście?

Mama sprzedawała po domach produkty Rubinstein. Raz wróciła zapłakana, bo jej dali napiwek, żeby się odczepiła. Ojciec najpierw pracował jako adwokat firmy trzech brylanciarzy z Antwerpii. Potem zaczął pracować w dużej firmie już jako dyrektor i pracował do lat 90. Mieszkaliśmy w tym pensjonacie dwa lata. Potem przenieśliśmy się do małego dwupokojowego mieszkania. Zaczęłam chodzić do szkoły. Uczyłam się portugalskiego.

Różniliście się na tle innych rodzin w Brazylii?

O tak. Byliśmy Europejczykami. Ja zawsze czułam się Europejką. W latach 40. i 50. w Brazylii nie było wielu ludzi, którzy znali kulturę europejską, muzykę, sztukę. Czytałam klasyków europejskich. Ojciec był melomanem. Słuchaliśmy w domu dużo muzyki. Mieliśmy zamiłowanie do sztuki, zwłaszcza barokowej.

W Brazylii wyszła Pani za mąż za Polaka...

W 1952 roku poślubiłam Józefa Panka. Józef przyjechał w 1948 roku z Polski do Brazylii jako uciekinier. Walczył w powstaniu. Jego nazwisko jest na murze w muzeum powstania. Związek trwał cztery lata. Mam z tego związku córkę Anę Cristinę.

Kiedy zainteresowała się Pani biochemią?

Trzeba było po szkole wybrać jakiś zawód. Musiał być międzynarodowy, żeby nie mieć tych samych problemów, co ojciec. Nauczyłam się wtedy języka angielskiego, by móc być sekretarką, gdyby zaszła taka potrzeba. Od dawna fascynował mnie ludzki organizm. Chciałam wiedzieć, jak funkcjonuje. Co to znaczy metabolizm. Nie było takich studiów w Brazylii. Zdecydowałam się na chemię i przez pierwsze dwa lata byłam niezadowolona, bo nie lubię chemii. Na III roku trafiłam wreszcie do działu mikrobiologii i fermentacji, dzięki czemu zbliżyłam się do żywych komórek. W 1959 roku, dwadzieścia lat po opu-szczeniu Europy, wróciłam do niej na stypendium, które dostałam od rządu brazylijskiego.

Gdzie Pani pojechała?

Pojechałam do Paryża, gdzie powstał pomysł na moją pracę naukową. Wybrałam drożdże, jako komórki modelowe do studiów. Po pięciu miesiącach wróciłam ze stypendium i zaczęłam pracę naukową techniką, której nauczyłam się w Paryżu nad drożdżami. Miałam już wtedy córkę i bardzo mało zarabiałam. Zwróciłam się do ojca, który już wtedy miał dobrze ułożone życie, by mi pożyczył pieniądze na otwarcie laboratorium. Powiedział, że będzie mi płacił miesięczną pensję, pod warunkiem, że zostanę na uniwersytecie i będę dalej prowadziła badania naukowe.

- Czekaliśmy we Francji jedenaście miesięcy. Nauczyłam się wtedy robić na drutach. Robię do dziś, także tu w krakowskim mieszkaniu - opowiada nam prof.
Andrzej Banas / Polska Press - Czekaliśmy we Francji jedenaście miesięcy. Nauczyłam się wtedy robić na drutach. Robię do dziś, także tu w krakowskim mieszkaniu - opowiada nam prof. Anita Dolly Panek, wybitna biochemiczka

Czytaj więcej:

  • Dlaczego po tylu latach zostawiła dom w Brazylii i wróciła do Krakowa?
  • Jakiego odkrycia dokonała

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Katarzyna T. Nowak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.