Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Polska, Hiszpania, może Polska...? Dylematy wiślaka Jesusa

Czytaj dalej
Fot. Anna KAczmarz
Justyna Krupa

Polska, Hiszpania, może Polska...? Dylematy wiślaka Jesusa

Justyna Krupa

Jesus Imaz, gwiazda Wisły Kraków, opowiada m.in. o dramatycznej wyprawie z żoną do Morskiego Oka, kiedy interweniować musiała karetka pogotowia ratunkowego

Ostatnio Jesus Imaz stał się zbawcą Wisły. W pięciu meczach ligowych strzelił sześć bramek, w tym te kluczowe - dublety w derbach z Cracovią oraz klasyku z Legią Warszawa. Jego popularność natychmiast wystrzeliła w górę, ale Hiszpan broni się przed urokami sławy rękami i nogami.

Jaka jest ta prywatna strona „goleadora” z Wisły Kraków? Kiedy idziemy z nim przez krakowski Rynek, za nami słychać pisk młodych dziewczyn.

- To z twojego powodu? - pytam. - Nie, na pewno nie - zapewnia Hiszpan. Pozując do zdjęć pod Sukiennicami obawia się, że spojrzenia ludzi wokół skupią się właśnie na nim.

Poprzedni hiszpański bohater kibiców Wisły, Carlitos, uwielbiał błyszczeć. - Ja jestem skromnym chłopakiem - przekonuje Imaz. - Teraz ludzie rzeczywiście częściej zatrzymują mnie na ulicy. Ale nie jestem osobą, której „sodówka” uderza do głowy, gdy jest dobrze. Ani taką, która się załamuje, gdy sprawy idą gorzej.

Każdy by się nabrał

Kiedyś żartował, że do podpisywania autografów zaangażuje brata bliźniaka. Rzeczywiście, każdy by się nabrał, bo z Oscarem Imazem są do siebie podobni, jak dwie krople wody. Kiedy brat po raz pierwszy przyleciał do Krakowa odwiedzić wiślaka, mylili ich nawet pracownicy klubu.

- Jesteśmy niesamowicie podobni do siebie w wielu kwestiach. Zaczynaliśmy grać w tej samej drużynie, studiowaliśmy ten sam kierunek studiów, mamy tych samych przyjaciół. Wszystko robimy razem. Tylko partnerki mamy inne - śmieje się Imaz. Ale nie jest idealną kopią brata. - Ja jestem spokojniejszy, Oscar - bardziej impulsywny. Łatwo go wkurzyć - przyznaje Imaz.

Trochę inaczej toczyły się też ich futbolowe losy. - Oscar zaczynał jako bramkarz. Później dopiero został zawodnikiem z pola. Poza tym, on jest lewonożny, a ja prawonożny. Mimo to, gdy byli młodzi, robili trenerom psikusy i niepostrzeżenie zamieniali się na boisku rolami.

- Ja za niego wchodziłem na bramkę, a on za mnie - grać w polu - wspomina Jesus.

A w szkole na kartkówkach? - W szkole to nie, bo lepiej nas kontrolowali. Ale nawet na studiach zdarzało się, że jego koledzy zagadywali do mnie, myśląc, że jestem Oscarem. Koledzy to pół biedy. Gorzej, że myliły się też dziewczyny.

Czytaj więcej i dowiedz się: 

  • jaką rolę w odkryciu pasji piłkarza miała... jego siostra?
  • dlaczego na pewnym etapie swojego życia Jesus zdecydował się na studia pedagogiczne? 
  • jaka nieprzyjemna przygoda spotkała piłkarza na trasie do Morskiego Oka? 

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Justyna Krupa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.