Katarzyna Kachel

Patrick Ney: Każdy Polak to dla mnie rycerz, który traktuje swoje auto jak konia. Musi być wszędzie pierwszy

Patrick Ney: Każdy Polak to dla mnie rycerz, który traktuje swoje auto jak konia. Musi być wszędzie pierwszy
Katarzyna Kachel

Polska historia to historia człowieka; pełna upadków i wzlotów, momentami brutalna i okrutna, ale pokazująca, że jeśli wierzysz w siebie i walczysz o to, co dla ciebie jest wartością, to zwyciężysz - mówi Patrick Ney, brytyjski doradca rodzicielski, miłośnik polskiej kultury i historii

Straciłeś już swoją angielską flegmę?

Śmieję się, że jak chwalę Polskę, to jestem stuprocentowym Polakiem; mówię „my”, a kiedy narzekam, co jest, jak wiesz, polską cechą, to nie dość, że zamieniam wówczas „my” na „wy”, to jeszcze robię to w stylu angielskim.

Sprytnie.

Tak, to jeden z plusów bycia obywatelem dwóch narodów. Ale jeśli, pytając o angielską flegmę, chciałaś się dowiedzieć, czy jestem bardziej brytyjski, czy polski, to nie czuję się już w Anglii jak wśród swoich. Tutaj czuję się dobrze, nawet wtedy, kiedy wszyscy klną pod nosem na ceny. Moja żona pewnie by ci powiedziała co innego, że cały czas narzekam, no ale, proszę cię, co jest bardziej polskie niż narzekanie?

A wpadasz w szewską pasję czy zachowujesz angielski dystans?

Ten angielski dystans to stereotypy, jak i wiele jest stereotypów o Polakach. Przypomniał mi się cytat z Norwida „Gorzki to chleb jest polskość”. Dużo w tym prawdy. Kiedy myślę o naszym polskim romantyzmie, to ja się zawsze gdzieś w niego wpisywałem. Znam wielu obcokrajowców, którzy zakochali się w idei Polski, w narodzie, który przeżył nieraz swoją śmierć. Czuję się tu Polakiem. Polacy mnie przywitali, przyjęli i ugościli.

Na początku ta nasza gościnność cię przestraszyła.

Byłem przerażony, bo kiedy przyleciałem po raz pierwszy do Polski z ówczesną dziewczyną, jej ojciec rzucił się na mnie i zaczął mnie całować po policzkach. Dziś nie jest to dla mnie dziwne, i sam taki jestem. Kiedy moi koledzy z Anglii mnie odwiedzają, mówię im: weź szalik, bo tu jest zimno, a co chcecie jeść. To jest bardzo polskie.

Duszę miałeś zawsze polską.

Nawet często mnie pytają, czy mam polskie korzenie. Z tego, co wiem, nie. Są takie słowa Maurycego Mochnackiego, z którymi się zgadzam: „Polska potężna i niepodległa była jedynym romansem mojej młodości”. Dla mnie Polska to metafora życia, a polska historia to historia każdego człowieka; pełna upadków i wzlotów, momentami brutalna i okrutna, ale pokazująca, że jeśli wierzysz w siebie i walczysz o to, co dla ciebie jest wartością, to zwyciężasz. Wartości, które Polacy szanują; rodzina, ojczyzna, historia i tradycja, poważanie starszych, zawsze mnie wzruszają. Wiem, że jesteśmy narodem podzielonym, jak każdy inny naród, ale to nie zmienia faktu, że każdy Polak to dla mnie rycerz i ja to widzę nawet na drogach.

Na drogach?

W sposobie, jak każdy Polak traktuje swoje auto, tak jakby było jego koniem. Więc musi być pierwszy, dojechać jak najszybciej na miejsce, wyprzedzić. To jest dobre i złe, oczywiście, co potwierdzają statystyki wypadków.

Mówi się, że Anglicy jedyną rzecz, którą traktują serio, to humor, a my ponoć nie mamy poczucia humoru.

Ciężko mi powiedzieć, bo nie pamiętam, jak to jest być Brytyjczykiem. Wynika to z tego, że nie chciałem być nigdy jak ci obcokrajowcy, którzy w Polsce są od 10 lat i ledwo mówią. Chciałem zgłębiać polskość, poznawać kraj i jego historię. Jeśli chodzi o poczucie humoru, hmm, no nie ukrywam, że bywa ciężko. Oglądam kabaret i myślę, o co chodzi? I dlaczego wszyscy dookoła się śmieją. Ale tak naprawdę więcej nas łączy niż dzieli, nawet sporo przysłów mamy identycznych. Za każdym razem, kiedy mówię moim polskim kolegom, mamy takie świetne przysłowie w angielskim, oni mówią: u nas jest takie same. Języki są inne, ale mentalność podobna.

I kochamy nade wszystko sport. Agatha Christie pisała, że dla Anglików najważniejsza jest praca, potem sport, a na samym końcu żona. To prawda?

Napisz, że odmawiam odpowiedzi. (śmiech)

W czerwcu biegniesz Fest Bieg w Tatrach, prawda?

Biegam ultramaratony od lat i jestem w całkiem dobrej formie. Fest Bieg nie jest jakiś ultradługi, ale ma spore przewyższenia. W przyszłym roku zamierzam przebiec setkę, a później planuję startować w triathlonach.

Kiedy biegasz i robi się ciężko, klniesz po polsku czy angielsku.

Szczerze? Nie klnę wtedy w ogóle, bo dla mnie bieganie to medytacja, wchodzenie w trans. Zrobiłem 55 kilometrów w grudniu i powtarzałem sobie cały czas po polsku „siła woli” i po angielsku „masz więcej w sobie niż ci się wydaje”. To niepoddawanie się to polska cecha narodowa. Ostatnio mówiłem koleżance w pracy, że będzie ciężko, a ona na to: hej, my Polacy jesteśmy waleczni i łatwo nie odpuszczamy. No jasne, mamy ducha wojownika w sobie, o tym nie wolno zapominać. Może Polacy bywają za mało optymistyczni, ale za to mocno zdeterminowani, jak sobie wyznaczają cel, to go osiągną. Jesteśmy w stanie się zmobilizować na ogromną skalę, jak teraz, kiedy wybuchła wojna na Ukrainie. Zrobiliśmy to poza rządami, organizacjami. Polacy nie czekają, aż ich ktoś odgórnie zachęci, po prostu napełniają bak i jadą na granicę pomagać. Uwielbiam to.

A lubisz polskie wesela?

Pierwsze było szokiem, piłem śliwowicę i w taksówce albo zasnąłem, albo straciłem przytomność. Masakra, trudno mnie było wyciągnąć z auta. To był szok. Brytyjczycy piją dużo, ale piją piwo. Zaczynają wcześniej i kończą koło północy, w Polsce jest na odwrót, pije się do późna i zwykle mocne trunki. Ostrzegam zawsze swoich brytyjskich kolegów, kiedy idą na polsko-brytyjskie wesela: panowie, to nie jest jak u nas, nie pijcie piwa rano, bo w pewnym momencie zaczniecie pić wódkę i będzie kiepsko. Oczywiście, nigdy mnie nie słuchają, a potem są ofiary.

Jakie było twoje pierwsze słowo po polsku?

Pamiętam pierwsze zdanie: Poproszę o dwa piwa i jeden kieliszek czerwonego wina. Powtarzałem to cały czas, idąc do baru, i byłem z siebie bardzo dumny. Pierwsze słowo? Lepiej przemilczeć. Ale na pewno jedne z pierwszych to sklep i piwo. Ostatnio myślałem o słowach, których używam na co dzień, a kompletnie nie wiem, co one znaczą, jak choćby „skądinąd”.

A liczysz po polsku?

Różnie. Mówię pół zdania po angielsku, pół po polsku, nawet w pracy, gdzie teoretycznie pracujemy po polsku, mówię: Come on, kochani, dajcie mi znać what you think about this, no, kompletny miks. Moje córki też mówią pół po polsku, pół po angielsku.

Dużo rozmawiasz o pogodzie?

To supertemat na przełamanie lodów we wszystkich krajach, nie tylko w Anglii. Bardzo mnie bawiło, jak Polacy mówili, o, mamy brytyjską pogodę, dwa dni deszcz. Ale zacząłem badać temat i faktycznie okazało się, że w Anglii pada dwa razy więcej niż w Polsce.

Ktoś kiedyś powiedział, że Anglicy mają sto religii i tylko jeden sos. I kiedy słuchałam, jak mówisz na YouTube, za co można kochać Polskę, jedzenie stoi wysoko. Jadasz po polsku?

Kiedyś dużo gotowałem, teraz mniej i raczej międzynarodowo. Uwielbiam bigos mojego teścia i żurek mojej teściowej. Ostatnio byliśmy u cioci mojej żony, której żurek był doskonały, nawet powiedziałem, że może nieco lepszy od żurku teściowej. To było niebezpieczne, może nie powinienem mówić, co myślę, ale to takie polskie. Śledzie uwielbiam i pierogi. Lepiła je babcia mojej byłej dziewczyny, było to dla mnie niesamowite, jakiś rodzaj medytacji. Siedzieliśmy w kuchni przy dużym stole niemal całą rodziną, lepiliśmy i rozmawialiśmy.

Można poznać kraj, nie znając jego języka i historii?

Nie, po prostu nie, bo zawsze będziesz żył na powierzchni, a nie głęboko. To będzie płaskie. Pamiętam w pierwszych miesiącach jeździłem autobusami i nie wiedziałem, o czym ludzie rozmawiają. Czułem się po pierwsze samotnie, a po drugie byłem po prostu ciekawy. Dziś jeżdżę i wiem, że rozmawia się o chorobach, wnukach, lekarzach, nic interesującego. Wiesz, są takie dni, kiedy myślę, że mógłbym tu mieszkać pięćdziesiąt lat i nie będę nigdy stąd, i takie, kiedy czuję się bardzo tutejszy. Zależy więc kiedy mnie o to zapytasz. Kiedyś myślałem, że znam Brytyjczyków, a dziś wracam do Anglii i w sumie nie wiem, kim są tak naprawdę. Zawsze coś trzeba stracić, by zyskać, i to jest zdrowy proces, nic w nim złego. Jak jesteś i nie znasz w obcym kraju nikogo, polegasz wyłącznie na sobie. I trzeba przejść ten czasami bolesny etap, by dziś być w zupełnie innym miejscu. Banalny przykład z 2011 roku, kiedy byłem w Lidlu, przede mną stała starsza pani i zauważyłem, że ma dużo słodyczy w koszyku. Więc zagaduję do niej, a ona odpowiada, że tak, bo lubi, a w czasie komuny nie miała możliwości kupować tego, na co miała ochotę. O Boże, niby taka rozmówka w kolejce, a tak sporo mówi o transformacji Polski. Nigdy bym nie miał okazji do takiej rozmowy z tamtą babcią, gdybym nie znał języka. Dlatego wyciągajmy słuchawki z uszu i wchodźmy w świat. Polska ma dużo do zaoferowania.

Lista rzeczy, za które Polacy powinni kochać kraj, jest u ciebie zmienna?

Niezmiennie cenię Polskę za historię, tradycję, szacunek do starszych, kuchnię. I powinniśmy być dumni z tego, co mamy, co posiadamy. Powinniśmy być wdzięczni za tę wersję Polski, w której żyjemy. To złoty okres dla naszego kraju. Popatrzmy przez pryzmat ostatnich 400 lat. Maria Dąbrowska powiedziała, że gdyby cierpienie uczyło, Polska byłaby jednym z najmądrzejszych krajów. Przeciętny Polak żyje dziś całkiem okej, nie wszyscy, ale tak to widzę, a uwierz, zwiedziłem wiele krajów.

Nabywasz polskich nawyków?

Ostatnio byłem z żoną w sklepie w Anglii i przy kasie pan kasjer pyta, jakie mam plany na weekend. Co ten facet chce ode mnie, pytam żonę. I to było właśnie to; odwykłem od small talków. Jemu chodziło o zagadanie, a ja już myślałem, że chce się ze mną spotkać, a przecież się nie znamy. To była polska, nawet fizjologiczna reakcja, bo od razu cały się spiąłem.

Polujesz na promocje?

Mam obsesję na punkcie cen masła. Staję przed półką i mówię, no nie, czegoś takiego nie widziałem od dawna. Mój teść ma to samo, tyle że z paliwem.

A jakim narodowym drużynom piłkarskim kibicujesz?

Opowiem ci, jak byłem na Wembley na meczu Anglia-Polska jako polski kibic, zasiadający w trybunach polskich. A przecież jestem wiernym fanem drużyny angielskiej. I bolało mnie, jak Polacy wygwizdali hymn Wielkiej Brytanii „God Save the King”. Sam ze sobą się źle czułem. Byłem ubrany w barwach Polski i wcześniej, w pubie, w drodze na stadion jakiś Anglik zapytał, jaki będzie wynik, a ja odpowiedziałem 2:1 dla Anglii. I sam nie wiedziałem, kim jestem z tym perfekcyjnym angielskim akcentem. Od tamtej pory, kiedy gra Anglia z Polską, kibicuję Anglii.

A ile znasz zwrotek polskiego hymnu?

Pierwszą i drugą, trzecią i czwartą nucę i dodaję pojedyncze słowa. Ale to chyba nie jest tak źle?

Katarzyna Kachel

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.