Okupacyjne żurnale mód. „Modne było wtedy to, co drogie i niedostępne”

Czytaj dalej
Fot. NAC
Anna Czocher

Okupacyjne żurnale mód. „Modne było wtedy to, co drogie i niedostępne”

Anna Czocher

1939-45 podziemie nawoływało do dbałości o elegancki wygląd, który miał być rodzajem broni psychologicznej i dowodem, że Duch w Narodzie nie ginie.

Żurnale mód nadeszły - ogłaszał jesienią 1943 r. wydawany pod auspicjami okupanta „Goniec Krakowski”. Choć redaktorzy oficjalnych wydawnictw zachęcając do elegancji jednocześnie twierdzili, że „trudno mówić dzisiaj o jakichś tam kanonach mody […] nosi się to, co mamy”, to krakowianie, a zwłaszcza krakowianki nie rezygnowały z najnowszych modowych propozycji. Do Generalnego Gubernatorstwa sprowadzano żurnale z Berlina oraz Wiednia, lansowanego przez władze niemieckie jako nowa stolica mody. Jednak Polki wyczekiwały paryskich nowinek modowych, które, wobec zakazu dystrybucji czasopism francuskich, docierały nieoficjalnymi kanałami.

Deficyt towarów

W czasie okupacji władze niemieckie wprowadziły karty zapotrzebowania na zakup towarów włókienniczych. Wydawano je jednak rzadko, na imiennie, umotywowane wnioski. Używane do produkcji butów gumy i skóry zasadniczo zarezerwowano dla niemieckiego wojska. Na zakup nowych ubrań, po czarnorynkowych cenach stać było stosunkowo niewielką część społeczeństwa. Ciągłe niedobory tekstyliów i skór spowodowały, że wykonywane na szeroką skalę odzieżowe przeróbki, stały się jedną z charakterystycznych cech okupacyjnej rzeczywistości.

Umiejętne gospodarowanie przedwojennymi zasobami (warto dodać, że i przed wojną zakup odzieży był sporym wydatkiem) stanowiło podstawę sukcesu w prowadzeniu gospodarstwa domowego, a potrafiąca szyć lub dziergać kobieta mogła dodatkowo dorzucić się do rodzinnego budżetu wykonując przeróbki na zamówienie. Przerabianie i farbowanie ubrań oferowały także liczne wówczas w Krakowie pracowanie krawieckie, różnego rodzaju „odnawialnie garderoby”, „cerowalnie”. Używaną odzież można było kupić na placach targowych od tzw. handlarzy starzyzną, bowiem wiele ubożejących osób wyprzedawało lub wymieniało własną garderobę na żywność.

Moda okupacyjna była melanżem mody sensu stricto, odwołującej się do ówcześnie obowiązujących w Europie kanonów oraz bieżących potrzeb i możliwości. Aktualne trendy sprzyjały zaradnym kobietom, bowiem modny od końca lat 30. XX w. wzorowany na męskich marynarkach typ kostiumu określany jako „angielski” świetnie sprawdził się podczas okupacji. Dokonując przeróbek męskich garniturów można było uzyskać pożądany krój - krótką spódnicę i długi żakiet z usztywnionym gorsem, szerokimi klapami oraz ramionami podkreślanymi przez poduszki.

Najwyżej cenione były marynarki w szkocką kratę lub pepitę. Powodowało to ogólne wrażenie, że „damska moda była taka trochę męska”. Tadeusz Kwiatkowski w swoich wspomnieniach twierdził nawet, iż moda na nie zaistniała dopiero w czasie wojny „z wyciągniętych z szaf ubrań pozostałych po mężczyznach. Tysiące ich nie powróciło z wojny lub wyrwano ich z domów do obozów, więzień, powołano do śmierci w lasach.

Teraz te ubrania wyszły na ulice, przerobione, przykrócone, przenicowane…”. Przeróbkom zaczęto poddawać wojskowe płaszcze i mundury, a nawet mundurki szkolne, bowiem rozporządzeniem z 28 listopada 1939 r. generalny gubernator Hans Frank pod karą więzienia zakazał ich noszenia. Z ulic Krakowa zniknęły polskie mundury i mundurki, pojawiły się za to okrycia do złudzenia je przypominające, ale pozbawione emblematów i dystynkcji, dodatkowych rzędów guzików, czasami w zmienionym farbowaniem kolorze.

Nie przemijała moda na futra, która wobec wyjątkowo mroźnych okupacyjnych zim nabierała praktycznego wymiaru. Horrendalne ceny powodowały, że nie wszystkich było na nie stać. Ubożejący właściciele futer i kożuchów wymieniali je na żywność i opał. Deficyt skór spowodował, że modne stało się ozdabianie garderoby jedynie kawałkami futer. Mała dostępność skór uważanych za szlachetne, spowodowała, że popularnością cieszyły się skórki królicze, zwłaszcza te, które po wyprawieniu imitowały kunie lub sobole. W miestach rozwinęła się przydomowa hodowla królików. Od 1941 r. Niemcy nakazali oddawanie futer na potrzeby swojej armii, jednak brutalne rekwizycje i kradzieże w tym zakresie dotknęły w Krakowie przede wszystkim ludność żydowską.

Ważnym elementem stroju były niezwykle modne w czasie okupacji oficerki. „Stały się krzykiem mody i nosiło się je od wczesnej jesieni do późnej wiosny” - wspomina jedna z osób. Oficerskie buty stanowiły obiekt pożądania zwłaszcza wśród młodych mężczyzn, którzy często nosili je wraz z równie modnymi wówczas bryczesami oraz kurtkami w typie kanadyjki. Posiadanie skórzanych butów pozostawało jednak poza zasięgiem finansowym wielu osób, co jeden z młodych wówczas chłopców skwitował stwierdzeniem: „Modne było wtedy to, co drogie i niedostępne”.

Powszechne, choć „modne” raczej z konieczności były drewniaki oraz wygodniejsze od nich sznuraki. „Koturny miały obciągane kolorowymi grubymi sznurami, a na stopie rozmaicie krzyżowane taśmy. […] Ale najelegantsze były buciki na korku. […] Same Niemki tego nie miały” - napisała okupacyjna elegantka. Zimą popularnością cieszyły się pochodzące z Zakopanego kapce - buty do kolan z sukna, zapinane z tyłu na sprzączki. Braki w obuwiu były tak duże, że również zimą używano nie dających ciepła drewniaków. Najmniej trwałe i nie nadające się na deszczową pogodę były buty z papierową podeszwą.

Zanikały niedostępne ze względu na cenę jedwabne pończochy. Z ich brakiem radzono sobie w dość przewrotny sposób: „nogi się opalało mocno - albo jak kto nie miał czasu to smarował ciemnym kremem - a z tyłu tłustą kredką malowało się kreskę imitującą szew” - instruuje wspomniana już krakowianka. Wiązała się z tym kolejna z mód - na mocną opaleniznę. Opalenizna była atrakcyjna do tego stopnia, że latem 1944 r. stała się elementem niemieckiej propagandy zachęcającej do prac przy budowie wału wschodniego. Gadzinowy „Goniec Krakowski” pisał wówczas, że przy okazji można „opalić się na brąz”.

Strój dopełniała fryzura i nakrycie głowy. Kapelusze nie wyszły z użycia, ale w przypadku kobiet były wypierane przez praktyczniejsze opaski i chustki wiązane nad czołem. Moda na loki powodowała, że zakłady fryzjerskie polecały popularne wówczas trwałe ondulacje. Najbardziej pożądanym kolorem włosów był blond.

Strój - kamuflaż

Stój podczas okupacji to jednak nie tylko szyk i elegancja. Odpowiedni ubiór i wygląd mógł być rodzajem kamuflażu, który decydował o przetrwaniu. „Mieć dobry wygląd” nie znaczyło „wyglądać modnie”, ale „mieć szansę na przeżycie”. Było to szczególnie ważne w przypadku Żydów, którzy decydowali się na funkcjonowanie na tzw. aryjskich papierach, co oznaczało, że wyglądem i zachowaniem nie mogli wyróżniać się od reszty społeczeństwa. Zadbany, a przede wszystkim zdrowy wygląd ratował życie podczas kolejnych etapów likwidacji krakowskiego getta.

Wykreowana w okresie okupacji tzw. moda konspiracyjna (oficerki, płaszcz przepasany skórzanym paskiem na wzór wojskowy) niewiele miała wspólnego z faktyczną działalnością w podziemiu. Prawdziwy konspirator nie powinien wyróżniać się z tłumu. Co więcej, ubiór miał ułatwić wykonywanie zadań, przenoszenie broni, nielegalnej prasy. Osoby działające w podziemiu „projektując” swoje ubrania myślały nie tyle o elegancji, co o ich funkcjonalności. Działacz podziemia wspomina: „Ja szyłem kurtkę u zaufanego krawca Mariana na Ludwinowie. Dałem sobie wszyć w rękaw kieszenie pod pachami, w których potem zawsze nosiłem broń. […] Kurtka była bardzo kudłata i nie można było poznać, że coś się ma pod pachami”.

W obawie przed rewizjami handlujący na czarnym rynku ubierali się w luźne, posiadające wiele kieszeni i skrytek ubrania, w których upychali towary. Kobiety zakładały obszerne spódnice na gumie lub luźnym pasku, pod którymi ukrywały nielegalnie nabyte produkty.

Pomimo starań o modny, a w każdym razie elegancki i schludny wygląd nie dało się całkowicie wyeliminować postępującego wraz z kolejnymi latami wojny zużywania posiadanych ubrań i obuwia. Ubiór okresu okupacji był zwierciadłem, w którym odbijała się kondycja społeczeństwa. Pokazywał postępujące ubożenie, ale i chęć przetrwania, a nawet oporu wobec okupanta. Polskie podziemie nawoływało do dbałości o elegancki wygląd, który miał być rodzajem broni psychologicznej.

Anna Czocher

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.