Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją: Kto się boi czarnego psa? [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. fot. 123RF
Paweł Cholewka

Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją: Kto się boi czarnego psa? [WIDEO]

Paweł Cholewka

We wtorek, 23 lutego, przypada Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Święto ustanowiono po to, by jak najwięcej osób dowiedziało się o tej chorobie. A ci, którzy na nią cierpią - by zaczęli się leczyć.

Winston Churchill nazywał ją „czarnym psem”. Swoim czarnym psem. Bo Churchill, jak co najmniej kilkaset tysięcy ludzi w samej Polsce, zaś na świecie - kilkadziesiąt milionów, cierpiał na depresję. Porównanie, będące zarazem przejawem typowego dla Churchilla czarnego - nomen omen - humoru, jest nieadekwatne.

Depresja jest groźniejsza od jakiegokolwiek psa, choćby był to czarny jak smoła, szkolony doberman-zabójca. Bo ten w najgorszym razie uśmierci ofiarę szybko i w miarę gładko. W dodatku ten „czarny pies” nie daje się obłaskawić głaskaniem i łagodną przemową, odpędzić krzykiem, a bywa, że i solidny kopniak w złośliwy czarny łeb niewiele zdziała. Depresja potrafi torturować lepiej niż najwprawniejszy kat. Nie dni, tygodnie czy miesiące. Lata. A nierozpoznana i nieleczona potrafi być równie jak małodobry mistrz skuteczna. Czasami wręcz zabójczo skuteczna. Dosłownie.

Lekarze i psychologowie od dawna biją na alarm. Przez lata ignorowana lub wstydliwie ukrywana, jak zresztą większość zaburzeń psychicznych - depresja wychodzi z cienia.

Szacuje się, że w ciągu kilkunastu najbliższych lat będzie istną epidemią, stanie na podium chorób cywilizacyjnych zaraz za chorobami układu krążenia i nowotworami. Trudniejsza do zdiagnozowania, czasem równie oporna w leczeniu - potrafi zabić równie skutecznie. Odbierając chęć do życia i wolę walki. 15-20 proc. cierpiących na depresję nie wytrzymuje systematycznego podgryzania przez czarnego psa. Wybierają ucieczkę od cierpienia. Ucieczkę w śmierć. Depresja jest jednym z najczęstszych powodów targnięcia się na własne życie. A nawet jeśli nie dojdzie do najgorszego - potrafi skutecznie zrujnować karierę, życie zawodowe i osobiste. Ofiary depresji niejednokrotnie mozolnie przez lata odbudowują to, co zniszczył czarny pies.

Depresja - Wielu z nas ma swojego "czarnego psa":

Skutki rozpowszechniania się depresji zauważa również świat gospodarki, ekonomii i biznesu - sama tylko japońska gospodarka traci przez czarnego psa miliardy dolarów rocznie. Zwolnienia lekarskie z powodu depresji nie są już niczym dziwnym, jej leczenie, również farmakologiczne, długie i kosztowne. Nierzadko wymagana jest hospitalizacja, a wywołana chorobą absencja naraża pracodawców na poważne straty. Nie mówiąc już o tym, że niejednemu wysoko wykwalifikowanemu specjaliście czarny pies zrujnował karierę, pozbawiając rynek jego fachowej wiedzy i kompetencji. Nawet jeśli ofiara w porę zauważy, co się dzieje i otrzyma odpowiednią pomoc, jej praca jeszcze długo będzie dużo mniej efektywna niż przed atakiem podstępnej choroby.

Dodatkowo - rosnąca „popularność” depresji, mimo stale rosnącej świadomości i wiedzy - problemy z właściwym zdiagnozowaniem i rozpoznawaniem symptomów, a z drugiej strony - szeroka dostępność fachowej literatury (co samo w sobie nie jest niczym złym, wprost przeciwnie) stwarza pole do popisu dla uzdolnionych symulantów, którzy pracodawców, państwo i gospodarkę narażają na podwójne straty. Z racji swojej natury depresja jest bowiem stosunkowo „łatwo udawalna”, przynajmniej w porównaniu z większością przewlekłych chorób, uzasadniających długie zwolnienie.

Ktoś musi podać rękę
Od czasowego spadku nastroju, poziomu energii i „zwykłego” przygnębienia depresja różni się dwoma zasadniczymi czynnikami. Po pierwsze - przybiera postać stałą, nie odpuszcza nawet, kiedy przyczyna pogorszenia nastroju, czynnik, który wywołał stres i spadek formy, są już zaledwie mglistym wspomnieniem. Po drugie - granica, za którą znajduje się królestwo czarnego psa leży dużo dalej niż punkt wyznaczający zwykły smutek i obniżony nastrój. Po jej przekroczeniu trudno już tak po prostu zawrócić. Bo królestwo czarnego psa jest jak beczka smoły. Oblepia człowieka ze wszystkich stron, wciąga niczym bagno, krępuje jakąkolwiek aktywność, wywołuje zobojętnienie i niezdolność do działania. Jeśli ktoś nie poda tonącemu w smołowatym bagnie depresji ręki, powrót z królestwa czarnego psa może być bardzo trudny.

Poproś o pomoc lekarza
Właściwe i odpowiednio szybkie rozpoznanie symptomów depresji to jedno, skuteczne leczenie - drugie. I tu tkwi kolejny problem, z jakim zmierzyć muszą się ci, w których psychice, umyśle i ciele (bo prędzej czy później depresja staje się zaczątkiem dolegliwości czysto fizycznych, jak uporczywe bóle głowy, mięśni, kręgosłupa, problemy z sercem) zatopił kły czarny pies. Otóż nadal, mimo rosnącej popularności i dowodów na skuteczność terapii, klienci psychologów postrzegani są przez sporą część społeczeństwa jako egzaltowani neurotycy i nadwrażliwcy, w najlepszym razie traktowani z rezerwą, zaś pacjenci psychiatrów - jako potencjalnie niebezpieczni nie tylko dla siebie szaleńcy, od których lepiej trzymać się z daleka. Sami psychologowie i terapeuci też nie mają lekko - wskutek wciąż niskiej świadomości często postrzegani są jako szarlatani, ich metody kontestowane, o psychiatrach już nie wspominając - termin „elektrowstrząsy” coś Wam mówi? Terapia psychiatryczna niestety nadal kojarzy się głównie z osławionym „Lotem nad kukułczym gniazdem”.

Kolejny problem cierpiących na depresję to sposób postrzegania ich choroby przez otoczenie. Często nawet najbliższe. Gdy bowiem werbalizują wywołane symptomami depresji obawy, głośno o nich mówią, w końcu - wręcz proszą o pomoc, natrafiają na mur niezrozumienia i błędnych przekonań. Słyszą - a to chyba najgorsze, co może usłyszeć ofiara czarnego psa - że życie to nie bajka, że wyolbrzymiają swoje problemy, że każdemu jest ciężko i w ogóle trzeba wziąć się w garść i „twardym być, a nie miętkim”.

Jasne, życie to nie bajka, a nawet nie komedia romantyczna i nader często bliżej mu do dramatu wzbogaconego szczyptą przygody i akcji…, ale życie cierpiącego na depresję to mroczny psychothriller, jako żywo przypominający efekt wspólnych wysiłków Bergmana i von Triera, których wspomógł Haneke. I nawet odporność Johna Rambo i twardość Wyatta Earpa znaczą w konfrontacji z depresją tyle, co umiejętności bokserskie przy spotkaniu z wygłodzonym tygrysem. Czyli - równo nic.


*Studniówki 2016 Szalona zabawa maturzystów. Zobaczcie, co się dzieje ZDJĘCIA + WIDEO
*Abonament RTV na 2016: Ile kosztuje, kto nie musi płacić SPRAWDŹ
*Horoskop 2016 dla wszystkich znaków Zodiaku? Dowiedz się, co Cię czeka
*Jesteś Ślązakiem, czy Zagłębiakiem? Rozwiąż quiz
*1000 zł na dziecko: JAK DOSTAĆ BECIKOWE? ZOBACZ KROK PO KROKU

Paweł Cholewka

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.