Odszedł twórca polskiej terapii, profesor osobliwy Jerzy Aleksandrowicz

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz / Polska Press
Maria Mazurek

Odszedł twórca polskiej terapii, profesor osobliwy Jerzy Aleksandrowicz

Maria Mazurek

Jeszcze kilka tygodni temu można było spotkać go na ulicach krakowskiego Kazimierza, jak wyprowadzał - miał ten osobliwy zwyczaj - kota na spacer. Większość przechodniów nie mogła wiedzieć, że starszym panem z kotem na smyczy i nieodłącznym papierosem jest Jerzy Aleksandrowicz, jeden z ojców polskiej psychoterapii. Studenci do dziś uczą się z jego podręcznika. Profesor zmarł w nocy z wtorku na środę.

Najpierw garść encyklopedycznych faktów: Jerzy Aleksandrowicz, syn Juliana (twórcy polskiej hematologii; lekarza, który ma swoje zaszczytne miejsce w historii medycyny) przyszedł na świat w 1936 roku, w zasymilowanej żydowskiej rodzinie.

Aleksandrowicz junior skończył filozofię i medycynę, pod koniec lat 50. zaczął pracę psychiatry. Szybko zainteresował się zaburzeniami nerwicowymi; to wokół nich będzie skupiać się jego kariera zawodowa. I wokół psychoterapii, którą w Polsce rozpowszechnił.

Reprezentował polskich psychoterapeutów w Zarządzie European Association of Psyhotherapy. Był członkiem wielu towarzystw naukowych, autorem podręczników i prac naukowych. Kierował Katedrą Psychoterapii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Żonaty z Beatą Szymańską, filozofem.

Na śmierć zawsze jest czas

Żeby zrozumieć życiowe wybory Aleksandrowicza, trzeba jednak bliżej przyjrzeć się jego dzieciństwu. Wojna, holokaust, malutki Jerzy ukrywa się ze swoją prababcią w szafie. Dorośli wyznaczyli mu zadanie - jeśli prababka zakaszle, ma przyduszać ją poduszką.

Kiedy ma sześć lat, ucieka z rodzicami z krakowskiego getta. Potem tułają się, uciekają, ciągle zmieniając adresy.

Raz przychodzą do nich szmalcownicy. Ojciec Jerzego, słynny profesor medycyny, zażywa przy nich cyjanek. Potem podaje truciznę żonie, za chwilę ma ją wziąć Jerzy. I wtedy szmalcownicy się wycofują. Mówią: „na to zawsze jest czas” i odchodzą. Juliana udaje się uratować.

Co Jerzy najbardziej zapamiętał z tej sceny? Ponoć paradoksalnie to jedno zdanie. Że na to jeszcze jest czas. I że w ludziach, obok zła i chciwości, jest też litość i sumienie.

Czytaj więcej o tym, kim był profesor Jerzy Aleksandrowicz.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Maria Mazurek

Jestem dziennikarzem i redaktorem Gazety Krakowskiej, odpowiadam za piątkowe, magazynowe wydanie Gazety Krakowskiej. Prywatnie: moją pasją jest łucznictwo konne (to znaczy to uczucie, że przeżyłam kolejne zawody, w których zazwyczaj zajmuję zresztą ostatnie miejsce). Jestem autorką czterech książek napisanych wspólnie z prof. Jerzym Vetulanim, m.in. "Neuroerotyki" i "Snu Alicji" (dla dzieci) i właścicielką najpiękniejszego na świecie konia, Prady.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.