Od Krakowa do Brukseli. Pic, bieda i sławojka

Czytaj dalej
Paweł Kowal

Od Krakowa do Brukseli. Pic, bieda i sławojka

Paweł Kowal

Czy to się dzieje naprawdę? Pierwsza myśl, że to jeszcze jeden mem o premierze. Ale nie: naprawdę zobaczyłem premiera, który sprawdza autobusy. Ostateczna granica powagi została przekroczona - spece od pijaru szefa rządu doszli do momentu, kiedy już bardziej go ośmieszyć nie mogą.

Od złej passy tej władzy nie ma już odwrotu: podwyżki, brak węgla, ceny gazu, kredyty hipoteczne, pensje nauczycieli, zatruta Odra i w żadnym z tematów obóz władzy nie ma już pozytywnego orędzia.

To dlatego przerwali objazd prezesa po kraju. Jak Polska długa i szeroka ludzie się zorientowali, że władza zawiodła. Choćby nie dziesięć razy, ale sto każdego dnia wymieniali nazwisko Tusk w Wiadomościach w negatywnym kontekście, to nie zakrzyczą podstawowej prawdy, że ta władza poniosła klęskę, a jeśli ktoś ma wątpliwości, to zaczynamy od początku i jeszcze raz oglądamy premiera podczas inspekcji autobusów.

Biuro podróży, które wiozło pielgrzymów do Medziugorie (U Brata Józefa) prawdopodobnie nie było biurem podróży ani pielgrzymkowym, a władze województwa mazowieckiego złożyły zawiadomienie do prokuratury, zobaczymy, jakie będą ustalenia prokuratury. Tani wyjazd (bez noclegu po drodze?) w szlachetnej intencji skończył się tragicznie dla wielu rodzin i czarnymi wspomnieniami na dekady.

Nie jest to powód do lansu premiera, ale do refleksji, jak działa państwo, że możliwe jest prowadzenie tak odpowiedzialnego biznesu bez utrzymywania odpowiednich standardów bezpieczeństwa.

Jest w języku polskim takie słowo jak „pic”. Pic to ściema i nieprawda, to udawanie. Mateusz Morawiecki jest blisko tego, że będzie kojarzony z biedą, będzie nazywany premierem biedy - jak przedwojenny premier Felicjan Sławoj Składkowski wszedł do historii jako premier od sławojek, czyli toalet. Drewnianych, podwórzowych, na tamte czasy nowoczesnych, choć dzisiaj śmiesznie to brzmi.

Mateusz Morawiecki będzie więc albo premierem biedy i inflacji, albo premierem polskiego picu. Wielkiego wyboru nie ma - jest jeszcze czas jednak, czas na szybką dymisję i rząd, który stanie na wysokości zadania. Premiera, który dopnie kwestie środków z KPO, wesprze polską szkołę, a nie będzie robił pokazówek jak wyręcza inspekcję drogową. Jeśli nie - to Polacy za rok zdecydują sami i wyręczą pełną pychy małą większość w Sejmie. Wszystko na to wskazuje, że tak się skończy.

Paweł Kowal

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

piotr

Co piątek "Dziennik Polski" drukuje felietony trzech osób, które można zaliczyć do grona naukowców, przynajmniej nominalnie: profesora Ryszarda Terleckiego, profesora Ryszarda Tadeusiewicza oraz dr hab. Pawła Kowala. Dwóch pierwszych od trzeciego dzieli przysłowiowe Morze Czerwone, i nie tylko chodzi o wiek, zasługi dla nauki, ale przede wszystkim o elementarną kulturę. Czytanie tekstów profesorów Terleckiego, to prawdziwa przyjemność z uwagi na treść, styl, logikę wywodów oraz ... kulturalną polemikę z argumentami, z którymi się nie zgadzają. Czytanie felietonów P. Kowala, to prawdziwa męka. Są one zaprzeczeniem tego wszystkiego, co można znaleźć w tekstach wspomnianych wyżej. I nie chodzi bynajmniej o to, że P. Kowalowi obecna władza się nie podoba mówiąc delikatnie, i że marzy mu się jej zmiana. Gdyby życzenia p. Kowala się spełniały, stało by się to pewnie już dano. Chodzi przede wszystkim, że P. Kowal nie może poradzić sobie z negatywnymi emocjami. Wprawdzie daleko mu do jego aktualnego wodza, tj. Donalda Tuska, nie przebierającego w słowach, stosującego wobec swoich przeciwników goebbelsowska retorykę (ostatnie przykłady: PIS jest jak rtęć; PIS śpi jak śnięte ryby) - wcześniej nim był dziś znienawidzony Jarosław Kaczyński -, ale mimo wszystko nie potrafi wyjść poza partyjne i polityczne uprzedzenia. Wszystko na nie. Cokolwiek nie zrobiłby premier Morawiecki, zawsze będzie źle. Sprawdzał stan autobusów - źle, nie sprawdzałby autobusów - też byłoby źle. Co właściwie ma do powiedzenia P. Kowal, polityczny marzyciel i zaklinacz rzeczywistości. Nic poza swoimi obsesyjnymi negatywnymi ocenami. Czytając felietony P. Kowala, patrzę na nie nie tylko jako przykład upadku sztuki pisania i mówienia o rzeczywistości, ale też myślę, że, na równie niskim poziomie musi być pisarstwo naukowe P. Kowala, zwłaszcza recenzje. Dobry recenzent, to taki, który, wydobywa z ocenianej pracy, dobre i złe strony. Śmiem wątpić, że P. Kowal to potrafi, przynajmniej w odniesieniu do przeciwników politycznych. Problemem P. Kowala jest, jak myślę, sztuczna amnezja, tj. niepamięć o beznadziejnych rządach D. Tuska wespół z kumplami z postkomunistycznego ZSL, kiedy rzeczywiście Polska przeistaczała się w kraj biedy i niemiecką kolonię polityczną i ekonomiczną. P. Kowal liczy naiwnie, że ludzie nie pamiętają. Panie Kowal, nie tylko poeta pamięta, ale pamięta zwykły Kowalski i Kowalska. Bycie złośliwym, to nieładna generalnie cecha, ale też potrzebna, pod warunkiem, że towarzyszy jej inteligencja. Niestety o tej u P. Kowala ani widu, ani słychu, czego świadectwem jest porównanie dokonań premiera Morawieckiego z sławojkami, czyli wychodkami, propagatorowi budowy ustępów, albo raczej wychodków i ich propagatorowi przedwojennemu premierowi Felicjanowi Sławojowi Składkowskiemu. To karkołomne porównanie, świadczące o słabości argumentów P. Kowala, pokazujące zarazem również jego ignorancję historyczną. Mimo wszystko były one działaniem pozytywnym, zwłaszcza na terenach II RP, zapóźnionych cywilizacyjnie. Czego jednak się nie robi, aby zadowolić szefa, dorównać mu w zohydzaniu Polski i Polaków.

Zbigniew Rusek

Sławojka to jest wychodek, a nie toaleta!!!

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.