Paweł Kowal

Od Krakowa do Brukseli. Karol, Cyryl i Franciszek. Felieton Pawła Kowala

Od Krakowa do Brukseli. Karol, Cyryl i Franciszek. Felieton Pawła Kowala
Paweł Kowal

Relatywizowanie zbrodni wojennych to największy grzech polityka demokratycznego świata. Siedzi sobie w bezpiecznej stolicy w środku Europy. Bezpieczeństwo jego kraju jest gwarantowane przez państwa NATO, w tym szczególnie USA i bez żadnych konsekwencji snuje rozważania, czy fotografie z Buczy nie są przypadkiem „zmanipulowane” i że „trzeba sprawdzić”.

Oczywiście mógłby „sprawdzać” - zakładane przez niego samego instytucje, które dokumentują totalitaryzm Terror Haza w Budapeszcie mogły nawet już zacząć „sprawdzać”. Ale oczywiście nie o żadne „sprawdzania” chodzi, bo nie ma czego „sprawdzać”. To postawa Wiktora Orbana. Brak potępienia zbrodni to wstęp do kolejnych - tak działa ta machina. Drogowskaz mamy jasny - jeśli nie walczymy z wojną i złem jako politycy, to bierzemy współodpowiedzialność za wojnę i jej konsekwencje. To proste przesłanie wynika z wystąpienia Jana Pawła II w Auschwitz w 1979 r.

Dla Karola, który przeżył wojnę i nie pierwszy raz zobaczył Auschwitz jako papież, nie było o czym rozprawiać. Przez pryzmat jego słów i gestów patrzę na milczenie LePen i jej opowieści o strefach wpływów Rosji. To wszystko ściąga na takie postaci jak Orban czy LePen współodpowiedzialność za dalszą wojnę. Polityczna pozycja domaga się w pierwszym rzędzie politycznej reakcji.

Świat się doczekał głosu papieża Franciszka - i pytania o miejsce Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Wielu katolików odetchnęło z ulgą, pełna przyjdzie wtedy, gdy papież poleci na Ukrainę z wizytą. Patrzyliśmy dotąd na prawosławnych chrześcijan i nieszczęsnego patriarchę Cyryla w półukłonach wobec Putina, który błogosławi mordom wojennym i myśleli: gdzie jest Pan Bóg i gdzie „nasz papież Franciszek” w tym wszystkim?

Telefony prezydenta Macrona to straszny błąd polityczny, ale jednak innej wagi niż postępki Orbana i LePen - on przecież nie podżega do dalszych rozbiorów ani nie udaje Greka w sprawie zbrodni wojennych. Macrona trzeba krytykować i to głośno, ale sprawiedliwie rozróżniając, co jest kardynalnym politycznym błędem, a co jest milczeniem w sprawie agresora i zbrodni. Tak samo jak trzeba rozróżnić, co było przed wojną, a co teraz. Inaczej rozmowa toczyć się będzie już tylko na zasadzie „wy macie Orbana” lub „a Niemcy to to i tamto”. Szkoda w takim razie pióra strzępić i gęby otwierać.

Dzisiaj widać, że żyliśmy jak głusi w strasznym świecie, w którym zbrodnie z Czeczenii ani zabory z Gruzji nie powstrzymywały Zachodu przed handlowaniem z Putinem i budowaniem Gazociągu Północnego, także polskie firmy żyły z taniego rosyjskiego węgla. Każdy ma swoje grzeszki i grzechy sprzed 24 lutego. Poranne bombardowanie Kijowa tego dnia zamknęło jednak epokę i podzieliło świat na tamten i ten, nowy, świat z masowymi grobami. Będzie czas na rozliczenia i debaty historyczne o przyczynach putinizmu, a teraz jest czas na jego zatrzymanie. I czas na potępienie cichych współpracowników Putina. Na szali leży ludzka krew, nieszczęście Ukrainy i w przyszłości może Polski. Wybór jest chyba prosty?

Paweł Kowal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.