Paweł Kowal

Od Krakowa do Brukseli. Finansowe bajo-bongo

Od Krakowa do Brukseli. Finansowe bajo-bongo
Paweł Kowal

W 2019 roku władza podwyższyła już akcyzę na alkohol - skutek był prosty jak zawsze. Skoczyły ceny trunków wyskokowych. Tym razem jednak podwyżka cen alkoholu towarzyszyć będzie ogromnej drożyźnie i inflacji.

Niech sobie inni patrzą na wyniki badań opinii publicznej, rozmaitych analityków. Jest wiele teorii, dlaczego upadł Związek Sowiecki, ale niejeden badacz powie, że gwoździem do trumny systemu było ograniczenie w dostępie do alkoholu wprowadzone przez Gorbaczowa. Jestem historykiem i wiem jedno - jeśli PiS przetrwa podwyżki, skok cen alkoholu i galopadę inflacji, to będzie to cud prawdziwy.

Oczywiście zakładam, że będą normalne wybory, bo przecież nie chodzi tylko o liczenie głosów. Normalne wybory to kampania wyborcza, dostęp do mediów, neutralność rządu. U nas dawno już opozycja została pozbawiona dostępu do większości programów w rządowej telewizji. Rządowe spółki i ministerstwa są zaangażowane w kampanię wyborczą, że aż furczy. Może być więc tak, że cierpliwość narodu się wyczerpie, ale i tak będzie mu trudno wygrać z pazerną chytrą władzą.

Już nie tylko z kręgów Jarosława Gowina dochodzą wieści o dzikim zadłużaniu państwa przez rząd Mateusza Morawieckiego. Sławomir Dudek doświadczony pracownik Ministerstwa Finansów mówi, że władza na dziko zadłużyła Polskę na 400 mld zł w funduszach BGK i PFR. Oznacza to, że przez lata będziemy się wygrzebywać z długów, których jedynym celem jest to samo co mediów rządowych, czyli utrzymanie się władzuni jak najdłużej i jeden dzień więcej. Pandemia pokazała, że dużo z tych pieniędzy wydawane jest „bokiem”, dla swoich. Tak było z maseczkami i tak z respiratorami.

Teraz rząd przyszedł do Sejmu i Senatu z szantażem moralnym, że albo podpisujemy czek in blanco na budowę nie wiadomo jakiego muru na granicy z Białorusią albo „jesteśmy przeciwko bezpieczeństwu Polaków”. Nic z tego. Dość moralnych szantaży i korzystania z nieszczęść i problemów by jeszcze dołożyć do kieszeni przyjaciół królika. Ustawa o budowie muru nie daje żadnych możliwości kontroli władzy. Nie wiadomo, jaki mur powstanie, gdzie dokładnie, w jakiej technologii i kiedy. Wiadomo tylko, że gotówka popłynie szybko do kogo trzeba bez żadnych procedur.

Najciekawsze jest to, że oni naprawdę myślą, że to będzie trwało wiecznie. Ich eldorado finansowe ma w ich głowach pracować na ich wnuki i kolejne pokolenia. Że ich władza się nie skończy, mimo że upadały przecież w historii rządy cezarów, Salazarów i Mussolinich. I prawie zawsze upadały rządy na haju inflacji i podwyżek.
Kupujemy popcorn i czekamy? A może uda się przyspieszyć koniec ich bajo-bongo bez limitu?

Paweł Kowal

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

zdzich134

I co pan na to panie Kowal. Czy to nie klasyczny przykład pazerności, chytrości? Czy może Kali, to pana daleki krewny?
Radosław Sikorski, europoseł Platformy Obywatelskiej, poza pracą w Parlamencie Europejskim uzyskuje dochody z 12 innych źródeł – wynika z raportu Transparency International EU. Jak obliczono, polityk za wykonywanie innych zajęć przez rok zarobił od 588 do 804 tys. euro.
Transparency International EU poinformowało, że z analizy deklaracji majątkowych wszystkich 704 europosłów wynika, iż ponad jedna czwarta (27 proc.) z nich zadeklarowała zewnętrzne dochody (łącznie od 3,9 do 11,5 mln euro).
Stowarzyszenie twierdzi, że około 15 proc. eurodeputowanych, którzy mają „zewnętrzne dochody”, w swoich oświadczeniach zamieściło niejasne lub ogólne opisy stanowisk, co podważa ich prawdziwość. Politycy w swoich oświadczeniach wpisywali m.in.: ogólna „działalność gospodarcza”, „wolny strzelec”, „prawnik na emeryturze”, „właściciel firmy konsultingowej”, „członek organu nadzorczego”.
Przypomnijmy, posłowie do PE mogą uzyskiwać zewnętrzne dochody, ale muszą przedstawić szczegółowe informacje na ten temat w publicznie dostępnych deklaracjach finansowych. Niemniej jednak organizacje alarmują, że przekazywane dane są często niejasne, a wykonywane „poboczne” Transparency International EU szczególną uwagę zwraca na europosła z Polski – Radosława Sikorskiego, przedstawiciela Platformy Obywatelskiej.
„Niektóre z wymienionych rodzajów działalności niosą ze sobą znaczne dochody zewnętrzne. Np. eurodeputowany Radosław Sikorski zadeklarował 40 tys. euro miesięcznego wynagrodzenia za »konsultacje«” – czytamy. Z raportu wynika, że Sikorski z 12 dodatkowych zajęć miał dochód od 588 048 do 804 tys. euro.
Wynik Sikorskiego jest najwyższy (jeśli chodzi o maksymalny dochód) wśród innych europosłów. W oświadczeniu przesłanym Politico Sikorski zakwestionował ustalenia organizacji, twierdząc, że jego zewnętrzne dochody były „znacznie mniejsze” niż przedstawione w raporcie.
Polityk twierdzi, że dzieje się tak, bo w oświadczeniu złożonym w PE zawarł kilka wpisów następnie powielonych „w celu spełnienia wymogów” określonych w przepisach. Poseł oświadczył, że „zaktualizuje deklarację, aby było to jaśniejsze”.
Sikorski nie jest jedynym europosłem z Polski, którego ujęto w raporcie Transparency International EU. Znalazł się tam też Tomasz Frankowski (PO), który za trzy dodatkowe zajęcia miał otrzymać dochód maksymalnie 180 tys. euro.
Z pięciu innych zajęć europoseł Bogusław Liberadzki miał z kolei uzyskać maks. 120 tys. euro. Z kolei Magdalena Adamowicz za siedem innych zajęć miała otrzymać prawie 78 tys. euro. W statystyce znalazł się też Karol Karski (za sześć zajęć miał otrzymać maks. 72 tys. euro).
https://www.tvp.info/56373243/radoslaw-sikorski-zarobil-800-tys-euro-z-innych-zajec-raport-transparency-international-i-wyroznienie-europosla-platformy

zdzich134

Odnoszę wrażenie, że naczelny lub redaktor odpowiedzialny za wydanie piątkowego numeru DP nie czyta tekstów mu przesyłanych, i, może, poza redakcją językową, choć i co do tego mam wątpliwości, wczytując się w marną polszczyznę Pawła Kowala, nie zwraca uwagi, co do niego trafia. Pewnie, gdyby P. Kowal wysłał fragment Manifestu komunistycznego, albo którejś z mów J. Goebbelsa, też by opublikował. Szkoda, bo należy dbać o poziom wydawanej gazety, a cotygodniowy ściek insynuacji autorstwa P. Kowala skutecznie go obniża. Czytając dyrdymały pisane, pewnie na kolanie, w przerwie pomiędzy jednym a drugim instruktarzem władz klubu parlamentarnego KO, dochodzę do wniosku, że P. Kowal właściwie pisze ciągle o tym samym, że nie ma nic osobliwego i mądrego do powiedzenia, że powtarza partyjny przekaz dnia, tygodnia, miesiąca, dopasowany do zmieniających się, siła rzeczy, okoliczności. Władza jest pazerna, chytra, pozbawia opozycji dostępu do rządowych mediów, zadłuża państwo, wydaje pieniędzy "bokiem", dba tylko o swoich. P. Kowal właściwie co tydzień mówi o jednym i tym samym, sądząc, być może, że tysiąc razy powtarzane półprawdy i ćwierć prawy jego autorstwa, w końcu staną się prawdą, i chwilowo, hołubione społeczeństwo małomiasteczkowe, tak naprawdę pogardzane przez jego środowisko polityczne, uwierzy w objawienia P. Kowala i innych proroków stymulowanych przez hejtera, który powrócił z Brukseli, i chce doprowadzić do zmiany władzy, oddając ją w ręce miłośników ośmiorniczek. Paweł Kowal jest nudny jak flaki oleju. Co tydzień wieszczy zmianę władzy, co tydzień wieszczy nowe wybory, co tydzień okłada znienawidzoną pisowską władzę niczym golfowym kijem swoimi insynuacjami, stylizując się na równiachę, stylem, miejscami bardziej właściwym dla osobnika spod budki z piwem, aniżeli doktora habilitowanego. P. Kowal, niepomny ostrzeżeń Diogenesa z Synkopy, wali na oślep, i, dzięki temu, trafia swoimi ciosami w swoich współtowarzyszy politycznych i partyjnych, ale również w siebie samego. I kto to mówi, że wszyscy naokoło są chytrzy i pazerni? To mówi człowiek, który zasiada w radzie nadzorczej spółki chemicznej, choć z chemią nie ma nic wspólnego. Mówi, to człowiek, który biega z uczelni do uczelni, dzieląc się swoją politologiczną wiedzą (P. Kowal jest politologiem, a nie historykiem, jak pisze), co rodzi pytanie o jakość zajęć dydaktycznych P. Kowala. Mówi to człowiek, który jest rekordzistą w polskim parlamencie pod względem wydawanych pieniędzy na dojazdy do Sejmu taksówką - kto wie, czy w taksówkach nie pisze tych andronów. To by tłumaczyło poniekąd zacietrzewienie emocjonalne P. Kowala oraz bardzo niską jakość argumentów, z których obaleniem, nie ma większego problemu. Ale to już było i nie wróci więcej panie Kowal.. jak w piosence, nie wróci drożyzna z czasów rządów PO/ZSL, nie wrócą cuda nad urną takie jak w 2014 roku, nie wróci, mam nadzieję, wydawanie publicznych pieniędzy na cygara dla Donalda Tuska, na dowożenie notablów PO samolotem do domu w celu wyprowadzenia psa, budowanie elektrowni jądrowych na papierze, jak to się stało w przypadku kolegi partyjnego A. Grada, za niebotyczne uposażenia. Bądź pan poważny panie Kowal, pańska formacja, której twarzą jest Sławomir N, ma być gwarantem uczciwego kontrolowania władzy? Nie mam wątpliwości, że jedynym punktem programu politycznego ugrupowania, któremu P. Kowal skwapliwie służy, jest, aby po dojściu, nie daj Boże, do władzy, wyrzucić wszystkich pisowców ze wszystkich spółek skarbu państwa, sprzedać co się da obcym za psie grosze, a na opustoszałe miejsca powstawiać swoich. To będzie dopiero eldorado, jeżeli dodać do tego eldorado w samorządach, rządzonych przez PO, gdzie hasło mierny, ale wierny, i pałający zwierzęcą nienawiścią do PIS, jest wystarczającą rekomendacją do zajęcia suto opłacanego stołka. Pawłowi Kowalowi dam radę, po co męczyć się i produkować podobne bzdury. J.... PIS; wy....!, tak 500, a razy. Na jedno wyjdzie. A w dodatku ma szansę na tytuł warszawiaka roku.

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.