Paweł Stachnik

Norymberga wschodu. Niemiecki trwały ślad w Krakowie

Uroczystości z okazji Dnia NSDAP na dziedzińcu Wawelu, siedziby Hansa Franka Fot. ARCHIWUM Uroczystości z okazji Dnia NSDAP na dziedzińcu Wawelu, siedziby Hansa Franka
Paweł Stachnik

Okupacja. Niemcy planowali przebudowę Krakowa. W Dębnikach miała powstać dzielnica rządowa. Zamierzeń tych nie zrealizowano. Ale ślady hitlerowskich inwestycji można w mieście zobaczyć do dziś.

12 października 1939 r. Adolf Hitler podpisał dekret o utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa. Głową tego quasi-państewka został zasłużony dla NSDAP prawnik i bliski współpracownik Führera, dr Hans Frank, a na jego stolicę wybrano Kraków.

Dlaczego Kraków, a nie stołeczną Warszawę? Jak pisze znawca tematu prof. Jacek Purchla w swojej najnowszej książce „Miasto i polityka. Przypadki Krakowa”, stolicą miało zostać miasto duże, ale nie nazbyt wielkie. Takie, w którym niemieckie władze nie utonęłyby w morzu polskich mieszkańców i które dałoby się szybko zgermanizować.

Warunki te spełniał Kraków, leżący blisko granicy z Rzeszą, co pozwalało ściągnąć tam szybko większą liczbę urzędników, policjantów, wojskowych. Warszawa była zbyt duża i jak pokazywała uparta obrona we wrześniu 1939 r. - zbyt niepokorna.

Niemiecka metropolia

7 listopada 1939 r. Hans Frank triumfalnie wjechał do miasta, niejako obejmując je we władanie. Na swoją siedzibę wybrał zamek wawelski. Generalny gubernator szybko zaczął snuć wizje przebudowy Krakowa, tak aby odpowiadał on randze stolicy jednego z krajów składowych Wielkiej Rzeszy.

Naśladując swojego mistrza Adolfa Hitlera, Frank marzył o przekształceniu Krakowa we wzorcowe niemieckie miasto, „Norymbergę Wschodu”, siedzibę rządu i centralnych urzędów. Stolica GG trafiła więc do specjalnego niemieckiego planu zakładającego przebudowę największych i najważniejszych miast III Rzeszy.

- Zamiary te były z jednej strony produktem chorych ambicji Hansa Franka, a z drugiej oczywiście wpisywały się w ideologię i politykę hitlerowskich Niemiec. Wizje te powstały u szczytu powodzeń militarnych Rzeszy w 1940 i 1941 r. Kraków, Luksemburg i Strasburg umieszczono wtedy na liście Gauhauptstädte, czyli miast będących stolicami wielkich regionów. To pokazuje, że wizje i ambicje generalnego gubernatora były akceptowane przez Berlin - wyjaśnia prof. Purchla.

Przebudowa miała zmienić nie tylko zewnętrzne oblicze miasta, ale spowodować także jego przemianę wewnętrzną. Kraków miał zostać oczyszczony z Żydów i poddany germanizacji, tak aby ujawniło się według Franka „jego pradawne niemieckie oblicze”. Przygotowaniem i realizacją przedsięwzięcia miała zajmować się powołana w 1940 r. Dyrekcja budowlana gubernatora generalnego.

Konkurencyjne plany

Jakie więc były niemieckie plany przebudowy Krakowa? W kwietniu 1941 r. w ramach „odpolszczenia Krakowa” Frank wydał polecenie usunięcia w możliwie krótkim czasie kopców Piłsudskiego i Kościuszki. Na Błoniach miała zaś powstać niemiecka dzielnica, składająca się z gmachów administracji rządowej i dystryktowej oraz innych centralnych urzędów Generalnego Gubernatorstwa.

Co ciekawe, w tym samym czasie alternatywny plan przebudowy miasta stworzył przysłany do Krakowa z Lipska architekt Hubert Ritter. Berlińskie Reichsministerium zleciło mu przygotowanie tzw. generalnego planu przebudowy miasta.

Plan był gotowy w maju 1941 r. Ritter niemiecką dzielnicę rządową umieścił nie na Błoniach, lecz na Dębnikach. Tam, na 250 hektarach, miała powstać wizytówka Nowych Niemiec. Dzielnica miała pełnić funkcje reprezentacyjne i administracyjne i być miejscem pracy dla około 10 tys. urzędników.

Miały się tam znaleźć siedziba rządu GG, administracja dystryktu, władze NSDAP, Wehrmachtu, kolei, poczty i innych urzędów. Przewidziano też kasyna, kantyny, tereny rekreacyjne i sportowe. W centralnej części, przy jej głównym placu, miała stanąć monumentalna Festhalle - miejsce wielkich nazistowskich wieców i spotkań. Prócz tego miały się tam znaleźć rozległe place i ulice nadające się do zebrań i przemarszów.

Ritter wybrał Dębniki ze względu na ich dogodne położenie, dobre skomunikowanie z centrum miasta oraz walory urbanistyczne zakola Wisły pod Wawelem. Zdaniem prof. Purchli, koncepcja dzielnicy rządowej na Dębnikach swoją spektakularnością umieszczała Kraków na równi z wieloma metropoliami III Rzeszy. Od kilkunastu lat pojawia się też w literaturze poświęconej architekturze hitlerowskich Niemiec.

- Z jednej strony była bardzo pragmatyczna wizja zabudowy Błoń, łącząca się z już stworzoną przez Niemców dzielnicą rządową wzdłuż Alei Trzech Wieszczów. Z drugiej zaś szalona, jeżeli chodzi o koszty realizacji, wizja budowy na Dębnikach, co oznaczałoby zrównanie istniejącej tam zabudowy z ziemią. Oba projekty wykorzystywały architekturę do ideologicznych celów systemu totalitarnego - mówi profesor.

- Pod względem poziomu architektonicznego projekt Rittera jest bardzo interesujący. On doceniał np. rolę Wisły. To widać w jego koncepcji dzielnicy rządowej: w wyborze lokalizacji, próbie odwrócenia Dębnik w stronę Krakowa, stworzeniu monumentalnych bulwarów oraz - co ważne - ochrony sylwety Wawelu, co myśmy w ostatnich latach tak bardzo zaniedbali - dodaje.

Polscy mieszkańcy Krakowa nie byli oczywiście tak entuzjastycznie nastawieni do niemieckich planów. Były urzędnik magistracki i działacz społeczny Edward Kubalski zapisał w swoim okupacyjnym dzienniku:

Miałem możliwość oglądania planów niemieckich dotyczących nowej dzielnicy reprezentacyjnej na Dębnikach vis a vis Wawelu (…). Na planie znika cała lewa strona ul. Kościuszki z pozostawieniem tylko klasztoru PP. Norbertanek. Znikają tu całe Dębniki dzisiejsze. Na ich miejsce olbrzymie place i zieleńce, bloki budynków, w tym centralnego o długości 500 m. Projekty w stylu berlińsko-partyjnym. W głębi pod Krzemionkami Dworzec Kolejowy. Wszystko razem jeden humorystyczny humbug nie do zrealizowania.

Wraz z pogarszającą się sytuacją Wehrmachtu na froncie wschodnim, plany budowlane w Krakowie zostały odłożone w czasie, a następie de facto zarzucone. Prof. Purchla zwraca też uwagę, że podczas wojny istniały słabe podstawy ekonomiczne dla realizacji tak olbrzymich inwestycji.

- Gdyby jednak przeprowadzono tę inwestycję, mielibyśmy rodzaj ogromnego Placu Centralnego nie w Nowej Hucie, ale u stóp Wawelu i to kilka lat wcześniej. Dzisiaj bez wątpienia byłoby to dziedzictwo nie tylko kłopotliwe, ale i niechciane - podkreśla.

Nowe przy Królewskiej

Takie były plany. A jakie były realne działania budowlane Niemców? Okazuje się, że dość skromne. Wraz z rosnącym wysiłkiem wojennym władze GG ograniczały cywilne inwestycje budowlane, a latem 1943 r. całkowicie je zamroziły. Jedyne realizowane przedsięwzięcia miały charakter oficjalny.

W pierwszych latach okupacji Niemcy kończyli lub kontynuowali rozpoczęte przed wojną inwestycje, takie jak Miejska Hala Targowa przy al. Daszyńskiego, Państwowy Bank Rolny przy ul. Dunajewskiego oraz Muzeum Narodowe.

Z gigantycznych planów przebudowy Krakowa udało się zrealizować dzielnicę mieszkaniową w zachodniej części miasta, wzdłuż ulicy Królewskiej, czyli ówczesnej Reichstrasse. Przeszczepiono tam obowiązującą w Rzeszy w architekturze mieszkaniowej zasadę „Licht und Luft” (Światło i powietrze).

Wzdłuż Reichstrasse powstał zespół 65 trzy-, cztero- i pięciokondygnacyjnych budynków, nakrytych czterospadowymi ceramicznymi dachami, o charakterystycznych białych obramieniach okiennych. Budynki oddzielono od siebie szerokimi pasami zieleni. Całość założenia miała charakter otwarty. Było to rozwiązanie nowatorskie.

- Po raz pierwszy zwarta zabudowa kamienic została zastąpiona nieciągłą linią budynków i zielonymi dziedzińcami. To przełom w historii architektury Krakowa. W okresie międzywojennym powstało zaledwie kilka tzw. bloków mieszkalnych i były to wyjątki od reguły. Bo Kraków do 1939 r. opierał swój urbanistyczny rozwój o kamienicę czynszową - mówi badacz.

Skądinąd projektantami dzielnicy byli wybitni Polscy architekci: Zbigniew Olszakowski, Tadeusz Futasewicz i Prot Komornicki, pracujący pod kierunkiem późniejszego profesora Politechniki Krakowskiej Zbigniewa Kupca. Dziś dawna dzielnica Nur für Deutsche jest jednym z najatrakcyjniejszych rejonów Krakowa, a niewiele osób wie, jaka jest jej geneza.

Place, ulice, lotniska

Inne niemieckie inwestycje dotyczyły porządkowania wyglądu Krakowa, a prowadził je Miejski Urząd Budowlany. Oczyszczono podnóże Wawelu, wyburzając niektóre obiekty przy ul. Grodzkiej, otwarto widok z ul. Krakowskiej na kościół Bożego Ciała, przebito też arkadowe podcienia w kamienicach przy ulicach Grodzkiej, Krakowskiej i kościele św. Idziego.

Podobnie jak w przypadku zabudowy ul. Królewskiej, także tutaj zmiany te wtopiły się w krajobraz i są dziś uważane za coś zupełnie normalnego. Mało kto też wie, kiedy i za czyją sprawą się pojawiły.

Niemcy rozbudowywali i modernizowali też sieć drogową miasta. Jak pisze w swojej książce prof. Purchla, przyświecały temu trzy cele: militarny, sanitarny oraz estetyczno-propagandowy. Porządkowano więc i brukowano ulice i place w centrum, wybudowano też dwie nowe arterie przelotowe. W 1943 r. otwarto Reichstrasse (czyli Królewską), a w następnym roku przedłużenie Alei Trzech Wieszczów dochodzące do ul Wielickiej (czyli dzisiejszą al. Krasińskiego oraz ulice Konopnickiej i Kamieńskiego).

Szeroką działalność budowlaną prowadziła w Krakowie Generalna Dyrekcja Kolei Wschodnich. Przeprowadziła ona wielką modernizację węzła kolejowego. Było to związane z planami rozpoczęcia wojny z ZSRR. W latach 1942-3 powstała mała kolej obwodowa łącząca stacje Kraków-Łobzów i Kraków-Płaszów o długości ponad 9 kilometrów, oraz łącznica wyprowadzająca ruch towarowy z Płaszowa w kierunku Warszawy.

Zmodernizowano infrastrukturę techniczną całego węzła, a także rozbudowano wielki kompleks stacji towarowych w Płaszowie i Prokocimiu. Powstało też osiedle mieszkaniowe dla pracowników węzła.

W latach 1940-1943 Niemcy rozbudowali lotnisko Rakowice-Czyżyny. Po ataku na ZSRR w 1941 r. stało się ono jednym z najważniejszych lotnisk obsługujących front wschodni. Powstał tam nowoczesny betonowy pas startowy o długości ponad dwóch kilometrów.

Usunąć piętno

Widoczną do dziś pozostałością budowlanych inwestycji okupanta jest tzw. Schloss Wartenberg, zbudowany w latach 1942-1943 w Przegorzałach na terenie należącym do Adolfa Szyszko-Bohusza. Gubernator dystryktu krakowskiego Otto von Wächter skonfiskował na prywatne potrzeby willę-basztę Szyszko-Bohusza, a następnie zmusił go do zaprojektowana tam letniej rezydencji.

Miała być ona wzorowana na niemieckich zamkach nad Renem, ale Szyszko-Bohusz powtórzył w niej układ zamku prezydenta RP w Wiśle. Niemiecki charakter nadało budowli dwóch austriackich architektów.

Gdy Wächter został przeniesiony do Lwowa, Hans Frank musiał dokończyć inwestycję, a w 1943 r. podczas wizyty Himmlera ofiarował ją mu z przeznaczeniem na sanatorium dla esesmanów. Dziś mieści się tu restauracja i znów mało kto wie, jakie były początki tego niezwykłego budynku.

Nie mogąc przebudować całego Krakowa, Frank skupił się na swojej siedzibie, czyli Wawelu. Na miejscu dawnych kuchni królewskich powstał tam budynek kancelarii, mający być siedzibą rządu GG. Gmach (zamykający od zachodu dziedziniec zamkowy) nosił cechy monumentalnego stylu niemieckiego.

Niemcy przebudowali też skrzydło dawnego szpitala austriackiego oraz wznieśli nową bramę Bernardyńską. Miało to przystosować Wawel do roli siedziby generalnego gubernatora i nadać tamtejszym budynkom niemiecki charakter.

Ciekawe jest, że jak pisze prof. Purchla, po wojnie na Wawelu rozpoczęto usuwanie śladów z czasów austriackich, natomiast inwestycje niemieckie pozostawiono w spokoju. Na budynek nr 5 przyszedł czas dopiero… w latach 2000., kiedy przeprowadzono jego przebudowę. Uzasadniono ją koniecznością usunięcia „chociaż w części piętna niemieckich poczynań na wzgórzu”.

- Jestem w tej mniejszości konserwatorów, która uważa, że niektóre pozostałości architektoniczne po III Rzeszy należy chronić, bo są świadectwem naszej historii. Nie możemy udawać, że przez pięć długich lat Kraków nie był epicentrum niemieckiej władzy na ziemiach polskich. Jednocześnie uważam, że należy się zastanowić, czy oszpecony przez Niemców przebudową modernistyczny gmach Feniksa w Rynku Główny nie powinien wrócić do oryginalnego kostiumu nadanego mu przez Adolfa Szyszko-Bohusza - mówi prof. Jacek Purchla.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.