Niezwykłe Serduszka z Prokocimia - grupa wsparcia rodziców dla rodziców

Czytaj dalej
Fot. archiwum prywatne
Katarzyna Kojzar

Niezwykłe Serduszka z Prokocimia - grupa wsparcia rodziców dla rodziców

Katarzyna Kojzar

Usłyszała: radzę usunąć. Nie posłuchała, choć kolejne dni były udręką. Dziś jest jedną z założycielek stowarzyszenia Serduszka z Prokocimia - grupy wsparcia rodziców dla rodziców.

Najgorsza jest cisza. Ten moment milczenia, kiedy już wie się, że coś jest nie tak. I potem słowa: wasze dziecko ma wadę serca. Wtedy wszystko, cały dotychczasowy świat, upada. Trzeba zorganizować życie na nowo, podporządkować je pod malucha, którego może zabić nawet zwykłe przeziębienie. Znaleźć szpital, lekarzy, zainwestować w leki, zrezygnować z pracy, dowiedzieć się wszystkiego o chorobie swojego dziecka.

Rodzic najbardziej przeżywa takie słowa. Analizuje wciąż, pyta „dlaczego ja” i „dlaczego moje dziecko”. Na niego spada cały ciężar. Wiele osób mówi: sam wolałbym być chory, gdyby tylko to mogło pomóc maluchowi. Pojawia się depresja, załamania nerwowe.

W szpitalach, nawet tych najlepszych, rodzic nie dostanie wsparcia psychologicznego. Musi sam sobie poradzić.

Dokładnie takie historie przeżyły dwie mamy: Ewelina i Agnieszka. Kiedy nie znalazły wsparcia, postanowiły same je zorganizować.

I tak powstała grupa Serduszka z Prokocimia. - Nasza grupa to jest takie szczęście w nieszczęściu - uśmiechają się założycielki. Nie poznałyby się, gdyby same nie przeszły piekła.

To na pewno mnie nie dotyczy

Ewelina Czepil jest prawniczką. Szczupła, elegancko ubrana, mówi głosem, którego miło się słucha. W telefonie ma takie zdjęcie: siedzi na kanapie z mężem i synkiem, półtorarocznym Jasiem. Wyglądają jak rodzina z obrazka, perfekcyjni. W ich życiu jednak nie wszystko było tak idealne.

Ewelina: - Pamiętam dokładnie ten dzień, 30 września. 22 tydzień ciąży, badanie rutynowe u pani ginekolog. Razem ze mną był mąż i starsza córka, która chciała zobaczyć braciszka. Przy badaniu USG lekarka nie mogła znaleźć serca. Byłam spokojna, myślałam: na pewno się jakoś przewrócił, że go nie widać. Cisza się przedłużała. Mąż zapytał: „Pani doktor, czy wszystko dobrze?”. Usłyszeliśmy: „No właśnie nie”.

To było tak szokujące, że nie pamięta, co działo się dalej. Okazało się, że między 13. a 22. tygodniem coś się wydarzyło, co spowodowało, że aorta Jasia nie rosła, przez co krew nie przepływała przez lewą komorę. Dlatego ona zaczęła kostnieć. Ostateczna diagnoza brzmiała - HLHS, zespół niedorozwoju lewego serca.

- Przypomniałam sobie, że kilka miesięcy przed zajściem w ciążę byłam w szpitalu dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu służbowo i patrzyłam na te wszystkie chore maluchy. Myślałam sobie, że to mnie nie dotyczy i nigdy nie będzie dotyczyć. Nawet nie sądziłam, jak bardzo się mylę - dodaje Ewelina.

Czytaj więcej:

  • Jak traktować chore dziecko? Po pierwsze: traktować normalnie
  • Brakuje wsparcia. Skąd wziął się pomysł na założenie grupy?

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Katarzyna Kojzar

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.