Niedziela, czyli spełnione marzenie Alfreda Bujary

Czytaj dalej
Fot. Fot. Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
Zbigniew Bartuś

Niedziela, czyli spełnione marzenie Alfreda Bujary

Zbigniew Bartuś

Alfred Bujara, szef handlowej Solidarności i ojciec chrzestny niedzielnego zakazu handlu, chciałby, by w Polsce było jak w Niemczech. Konstytucja RFN mówi, że niedziele i święta przeznaczone są na wypoczynek i rozwój duchowy. Kiedy 10 lat temu władze Berlina zwiększyły liczbę handlowych niedziel z 4 do 10 w roku, Trybunał Konstytucyjny uznał to za bezprawie. Tłumaczył, że „osobę ludzką trzeba stawiać ponad interesami ekonomicznymi”. Bujara uważa tak samo. Zdaje sobie przy tym sprawę, że Niemcy żyją z zakazem od pokoleń, więc zdążyli się przyzwyczaić, a Polacy przez ostatnich 30 lat buszowali po galeriach bez przerwy. Zakaz jest zatem nad Wisłą wielkim społecznym eksperymentem. Czy się powiedzie? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zajrzeć w serca sprzedawców, kupców i klientów.

Dwieście metrów od drzewa, w które ponad rok temu rąbnęło audi z Beatą Szydło, działa Niwa, największa galeria handlowa w Oświęcimiu. W holu przy wejściu, obok stoiska z pieczywem, punkt Lotto prowadzi mama Sebastiana, podejrzanego o spowodowanie wypadku pani premier. Na dwóch kondygnacjach galerii mieści się około trzydziestu sklepów, prowadzonych głównie przez lokalnych przedsiębiorców. Trzy czwarte parteru zajmuje hipermarket Carrefour.

Kiedy ponad dekadę temu ruszyła Niwa, w okolicy narodził się nowy świecki (?) obyczaj: po niedzielnych mszach w pobliskim kościele parafii pw. św. Józefa Robotnika oświęcimianie zaczęli masowo ciągnąć do galerii. Po kilku tygodniach doszczętnie zadeptali łąkę, przez którą wiedzie najkrótsza droga ze świątyni ducha do świątyni mamony. Murawa przemieniała się w grzęzawisko, Carrefour był cały zabłocony, a z nim reszta sklepów. Kierownictwo galerii postanowiło na własny koszt zbudować ludziom piękny chodnik. Przez kolejne niedziele i święta dreptały nim do Niwy nieprzebrane tłumy.

W ostatnią niedzielę trakt winien być pusty: zgodnie z nowym prawem, Carrefour był bowiem zamknięty. Ale wielu parafian, mimo głośnej akcji informacyjnej, nie wiedziało (!) o tym. Zaś inni podreptali tym samym szlakiem... na zakupy.

Przy wjeździe do galerii działa stacja benzynowa Orlenu. Koncern podjął niedawno decyzję o budowie centrów logistycznych i rozszerzeniu asortymentu o pieczywo, nabiał i mięso oraz sprzęt RTV. Na stacjach zakaz niedzielny nie obowiązuje, więc można tam nabyć to, co wcześniej kupowało się w Carrefourze.

W pierwszą „zakazaną niedzielę” zdecydowana większość oświęcimian wybrała jednak - spacer. W rodzinnym gronie, w parku nad Sołą. Wyglądali na szczęśliwych. Jakby ktoś zdjął z nich jakiś ciężar.

Kim jest ojciec zakazu

Koledzy Alfreda Bujary żartują, że musi on mieć jakiś układ z Panem Bogiem. Gdyby zakaz handlu ruszył tydzień wcześniej, zastałby Polaków uwięzionych w domach - 4 marca na dworze było nawet minus 16 stopni i wiało w oczy. A 11 marca Bóg zesłał słońce i nieomal tropikalne o tej porze roku podmuchy z Afryki, przez co złaknione wiosny tłumy wyszły z domów - na spacer.

Niektórzy uważają, że ta wyjątkowa koincydencja może zdecydować o powodzeniu zakazu handlu w niedziele. A nuż rodzinne spacerowanie w celu nieposiadania celu chwyci? Ale owa cywilizacyjna zmiana może się udać także z kilku innych powodów, nie zawsze uświadomionych.

W pierwszą „zakazaną niedzielę” większość ludzi wybrała spacer. W rodzinnym gronie, w parku. Wyglądali na szczęśliwych

Kto zna Alfreda Bujarę, ten wie, że jest to jeden z najszlachetniejszych związkowych idealistów we współczesnej Polsce. Wystarczy spojrzeć na branżę, w której działa.

Łatwo być związkowcem w kopalni, elektrowni, hucie, Lasach Państwowych lub równie państwowej Poczcie Polskiej. Centrale związkowe działają tam od zawsze, są silne, bogate, a przede wszystkim - masowe. W spółkach górniczych o prawa pracowników walczy nawet po 21 organizacji związkowych, a łączna liczba ich członków przewyższa… populację pracowników (bo niektórzy należą do kilku organizacji naraz). Liderzy związkowi mają swoje biura, rozbudowane struktury, przywileje, wpływy i wysokie apanaże. W razie nieporozumień z zarządami firm mogą liczyć na silne i natychmiastowe wsparcie kolegów z innych zakładów i branż.

A w handlu?

Ten sektor w Polsce był przez 30 lat przedziwną krzyżówką dzikiego zachodu z jeszcze dzikszym wschodem. Pracownicy nie mieli tu w zasadzie żadnych praw, zaś nieliczni związkowcy wystawieni byli na represje, a czasem - rzeź.

Co to ma wspólnego z ograniczeniami w handlu, które zaczęliśmy ćwiczyć 11 marca? Otóż - wszystko.

Z dalszej części tekstu dowiesz się:

  • jak prześladowani są związkowcy w handlu
  • kogo określa się "towarem szybko rotującym"
  • o co mają żal właściciele małych sklepów

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Zbigniew Bartuś

Wolność jest w nas

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.