Nie do zatrzymania. Dramaty millenialsa

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Fiejka
Aleksandra Suława

Nie do zatrzymania. Dramaty millenialsa

Aleksandra Suława

Pamiętacie Thelmę i Louise z filmu Ridleya Scotta? Gospodyni i kelnerka, szara myszka i konkubentka, trochę zaniedbane, trochę rozmemłane, razem: nie do zatrzymania. Kobiety torpedy. Chciałoby się powiedzieć: przyjaciółki, ale to nie była ta stereotypowa, serialowa damska przyjaźń o posmaku lodów wyjadanych z pudełka i zapachu lakieru do paznokci. Thelma i Louise z dzióbków sobie nie spijały. Dogryzały sobie, ironizowały, trzymały dystans, a mimo to ruszyły razem w szaloną podróż, zakończoną samobójczym skokiem w przepaść. A w przepaść nie skacze się z byle kim.

Podobną relację udało się stworzyć Agnieszce Glińskiej w „Pannach z Wilka”, gdzie pięć sióstr może nie rzuca się sobie w ramiona, ale dobrze wie, że jakby co, to wszystkie za jedną. Razem przeciw światu, zwłaszcza temu męskiemu. To samo można zaobserwować u bohaterek „Nine to Five”, „Ukrytych działań”, „Wielkich kłamstewek” czy „Grace i Frankie”. Generalnie często można zaobserwować to w sztuce. Trochę rzadziej w życiu.

Dzisiaj Dzień Kobiet. Jedne kobiety pójdą ze swoimi drugimi połowami na kolację, a inne z koleżankami na manifę. Jedne będą oczekiwać kwiatów, a inne uznają je za symbol patriarchatu. Jedne, jadąc do pracy, przeczytają tekst o życiu fit, a drugie felieton o równouprawnieniu. I jedne na drugie będą popatrywać z ukosa, mówiąc, że tamte baby są jakieś dziwne, że nie wiedzą, o co w tym byciu kobietą chodzi. A potem zaczną pomstować, że bez solidarności to niczego nie zdziałamy i że w piekle jest miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet.

Domagać się kobiecej solidarności, to jak żądać, by po Rynku zaczął galopować jednorożec: nierealne i bez sensu. Nie musimy popierać kobiet tylko dlatego, że są kobietami, z uśmiechem na twarzy mówić, że najlepszy szef to szefowa, a w wyborach stawiać krzyżyk przy kobiecym nazwisku, tylko dlatego że jest kobiece. Nigdzie nie jest zapisane, że dziewczyny tylko z racji faktu, że są kobietami, muszą mieć te same poglądy i gusta. Nikt przytomny nie powinien oczekiwać, że połowa populacji zacznie mówić jednym głosem i to jeszcze mówić z przekonaniem. W zupełności wystarczy, żebyśmy lubiły się i szanowały w swoich różnicach, ciepło ironizowały na swój temat, z sympatią wskazywały błędy. I wtedy będziemy jak Thelma i Louise - nie do zatrzymania. Tego wam, dziewczyny, w dniu naszego święta życzę, nawet jeśli się ze mną nie zgadzacie.

Aleksandra Suława

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.