Nauka w toruńskich szkołach na dwie zmiany?

Czytaj dalej
Fot. SłAwomir Kowalski / Polska Press
Justyna Wojciechowska-Narloch

Nauka w toruńskich szkołach na dwie zmiany?

Justyna Wojciechowska-Narloch

Zajęcia rozpoczynające się w okolicach południa to koszmar wielu toruńskich uczniów. W zreformowanych podstawówkach wzrosła liczba oddziałów. W trzech toruńskich podstawówkach lekcje kończą się później niż o 15.30. Czy to już nauka na dwie zmiany?

- Zafundowano dzieciom męczarnie. Kiedy moja córka ma lekcje na godz. 11.45, to i tak od rana siedzi w świetlicy, bo oboje z żoną pracujemy - opowiada Marek, ojciec trzecioklasistki ze Szkoły Podstawowej nr 5 przy ulicy Żwirki i Wigury. - Kończy zajęcia na przykład o godz. 15.20 i nadal siedzi w szkole, czekając, aż ją odbierzemy. Po takim dniu dziecko jest po prostu wykończone. I jak tu myśleć o zajęciach dodatkowych?

Wielki powrót molochów
Pan Marek należy do sporego grona rodziców, którzy mocno się zdziwili, gdy zobaczyli plan lekcji swoich dzieci na rozpoczęty właśnie rok szkolny.

Reforma systemu oświaty spowodowała, że w 8-letnich podstawówkach został dodatkowy rocznik, czyli klasy siódme. Najtrudniejsza sytuacja jest właśnie w Szkole Podstawowej nr 5, w SP nr 10 przy ulicy Bażyńskich oraz SP nr 24 przy ulicy Ogrodowej.

- Raz w tygodniu dzieciaki mają na 11.50 i kończą o 16.30 - mówi matka szóstoklasisty z „dziesiątki”. - Jako żywo przypomina mi się moje własne dzieciństwo i nauka do wieczora. Tylko że wtedy był wyż demograficzny, a teraz mamy „dobrą zmianę”.

Powołanie do życia 8-letnich szkół podstawowych spowodowało wzrost liczby uczniów w tych placówkach. Liczba oddziałów wzrosła aż w 18 toruńskich podstawówkach. Po cztery przybyły w SP nr 23 przy ulicy Osikowej i w SP nr 32 na Skarpie. Aż 12 nowych oddziałów ma „siódemka” przy ulicy Bema. Tu jednak sytuacja jest specyficzna, bo do SP nr 7 włączono wygaszane Gimnazjum nr 21. Szkoła ma znacznie więcej uczniów, ale ma także dwa budynki.

Małe sobie radzą
Szans na poprawę sytuacji raczej nie ma. Planów bowiem nie da się inaczej ułożyć, a dyrektorzy zapewniają, że kierują się dobrem uczniów. To samo mówią w Urzędzie Miasta.

- Przepisy prawne nie określają, co oznacza dwuzmianowość w szkołach - tłumaczy Anna Kulbicka-Tondel, rzeczniczka prezydenta Torunia. - Działania organu prowadzącego oraz dyrektorów szkół w tym obszarze dążą do tego, aby obowiązkowe zajęcia dla uczniów klas I-III nie trwały dłużej niż do godziny 15.30.

Jak się okazuje, problemu z nauką do późna nie ma w dwóch najmniejszych toruńskich podstawówkach: SP nr 17 na Rudaku i SP nr 27 w Kaszczorku.

- W SP nr 17 nie występuje problem dwuzmianowości i braku miejsca w salach dydaktycznych. Dzieci z klas I-III kończą najczęściej zajęcia o 12.35. Klasy siódme mają dłużej zajęcia - najpóźniej kończy klasa siódma (maksymalnie o 15.20), ale to wynika z siatki godzin (prawie 36 dla ucznia tygodniowo). Do tego dochodzą zajęcia nieobowiązkowe, np. z pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Klasy 4-6 kończą najpóźniej o 14.25 - wyjaśnia Anna Kulbicka-Tondel. - SP nr 27 jest po kapitalnym remoncie. Posiada osiem sal lekcyjnych, boisko sportowe, salkę komputerową i salkę gimnastyczną. Każda klasa ma swoja salę lekcyjną. Uczniowie rozpoczynają zajęcia o 8.15 i realizują je jednozmianowo.

Warto dodać, że przez najbliższe dwa miesiące dłużej zajęcia będą mieć najmłodsze klasy z SP nr 33. Budynek podstawówki jest remontowany, a uczniowie zostali przeniesieni do gmachu sąsiedniego III LO na Skarpie. Tak jak w ubiegłym roku dzieci z SP nr 27.

KOMENTARZ AUTORKI

Reforma miała odmienić polską oświatę, sprawić, że szkoły będą lepsze, a uczniowie chętniej będą do nich chodzić. Tymczasem już na starcie widać, że zamiast zmian na plus, mamy sporo minusów. Bo przecież ciężko, by dzieci cieszyły się z tego, że rozpoczynają lekcje w południe i kończą je bardzo późno. Teraz to jeszcze nie jest taki problem, ale kiedy przyjdzie jesień i zima, dzieci będą wychodzić z zajęć po zapadnięciu zmroku.

Reforma sprawiła też, że podstawówki mocno się rozrosły, przybyło uczniów. W Toruniu mamy dwie szkoły, w których jest ich ponad tysiąc. Trzeba się więc spodziewać powrotu anonimowości w molochach, gdzie nikt nie zauważy problemu, który ma uczeń.
Justyna Wojciechowska-Narloch

Justyna Wojciechowska-Narloch

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.