Paweł Kowal

Nasze nowe religie. Od Krakowa do Brukseli

Nasze nowe religie. Od Krakowa do Brukseli
Paweł Kowal

W latach siedemdziesiątych jeden z największych polskich publicystów politycznych Juliusz Mieroszewski pisał, że wyborców nie porusza tak wizja telewizora kolorowego w każdym domu, jak wielka idea. Pamiętacie Państwo, co wtedy znaczyło mieć telewizor kolorowy, nie tylko w Polsce, ale i na całym europejskim Zachodzie? Dlatego od dawna piszę, że 500+ jest dobre i jest przełomowe. Wyborcy w Polsce z tego na pewno nie zrezygnują, ale tak naprawdę ludzi ruszy tylko patetyczna sprawa, idea.

Dlatego trwale nie zadziałała Tuskowa „ciepła woda w kranie”, która miała być troszkę autoironiczną obietnicą zapewnienia wszystkim świętego spokoju i podstawowych dóbr. I dlatego dzisiejszy premier zwołuje konferencję o smogu - smog za oknami jak diabli - i smog nawet w Krakowie nie żre. Dlatego nie mogę znaleźć tematu do pisania poza jednym: dobre imię Polski na świecie. Bo dziś nie działa nawet ludzka zwykła zazdrość - nas już nie interesują nawet wielkie premie ministrów. Po prostu nic, tylko przeszłość, wojna, stosunki polsko-żydowskie.

Dyskusja o wojnie i historii jest polską specjalnością. Nie ma wielu państw we współczesnej Europie, w których mogłaby się odbyć w oparciu o tak wielkie emocje. Dużo by pisać, dlaczego Polacy są tak nienasyceni historią. Jest jej relatywnie dużo w szkolnych podręcznikach, muzea powstają jak grzyby po deszczu, dodatki do magazynów drukowanych roją się od historycznych artykułów. Jednak nam ciągle mało. Jest też jednak trend szerszy: poszukiwania tożsamości przez współczesne społeczeństwa, które straciły je, same porzucając korzenie, porzucając religię, która dawała im poczucie wspólnoty. W miejscu religii pojawia się nacjonalizm - nowa religia mówiąca, że naród jest ponad wszystkim. W takim ujęciu, które dzisiaj kiełkuje w Polsce, ale też wielu państwach Zachodu, nie ma miejsca na dyskusje o przeszłości - ta musiałaby się składać z plusów i minusów. Tymczasem jest zapotrzebowanie na pozytywną opowieść, wątpliwości są karane jak odstępstwo, jak zdrada. Te dwa czynniki: powroty do historii i nacjonalizm bardzo łatwo przyjmowane są przez społeczeństwa - ludzie biedni, bogaci, klasa średnia i inteligencja, zmęczeni swoją sytuacją chętnie przyjmują taką logikę.

Wizja samochodów elektrycznych nie oderwie ich od snu wieczorem, gdy śledzą kolejne debaty w telewizji - ale wirtualna walka za Ojczyznę - tak. Jest wielka idea, jest poczucie zaatakowanej Polski. Wszystko to gdzieś podszyte naprawdę szlachetnymi emocjami. Takie są dzisiejsze skołatane społeczeństwa.

Paweł Kowal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.