Myślenice. Szkoła w domu. Kiedy nauczycielką jest mama

Czytaj dalej
Fot. Marcin Górecki
Katarzyna Hołuj

Myślenice. Szkoła w domu. Kiedy nauczycielką jest mama

Katarzyna Hołuj

Szkoła, ale bez szkolnych murów. Kuchnia, własny pokój lub ogród zamiast szkolnej pracowni. Na krześle obok brat lub siostra zamiast kolegi lub koleżanki z klasy. I wreszcie mama w roli nauczycielki. Tak od roku wygląda szkolna rzeczywistość Leona, Zosi i Juliana.

Można by jeszcze dodać: brak zdań domowych. Bo jak zadać zadanie „do domu” z domu?

Zawsze ilekroć słyszałam, że ktoś decyduje się na edukację domową myślałam sobie: „ci ludzie są szaleni” – mówi Magdalena Kiszka z Myślenic, mama wspomnianej trójki. - Nie dość, że będą spędzać z dziećmi całe dnie to jeszcze biorą na siebie odpowiedzialność nauczenia ich tych wszystkich przedmiotów? Poza tym myślałam: jaką wiedzę trzeba posiadać, żeby móc dziecko przygotować i sprawić, że może pójść i zdać egzamin? Ale kiedy przyszła pandemia…

Właśnie podczas pandemii, kiedy szkoły przeszły w tryb zdalnego nauczania zaczęła się zastanawiać czy to na pewno takie szaleństwo, jak myślała.

Większym szaleństwem, jak przyznaje, było to, co działo się wtedy u nich w domu. Mieli do dyspozycji niewielki metraż (dziś są już po przeprowadzce) i czworo dzieci, w tym niemowlę. „Żonglowanie” sprzętem, ale też miejscem do odbycia lekcji było nie lada wyzwaniem. Dzieci potrzebowały poza tym ciszy i spokoju, a o te było trudno w tamtych warunkach.
- U starszych dzieci lekcje odbywały się zgodnie z dzwonkami. U młodszego, który był wtedy w pierwszej klasie, pani – w dobrej wierze – aby, przyspieszyć cały proces, po zakończonej lekcji mówiła np. „spotkamy się za 10 minut”. Pamiętam jak karmiąc najmłodszą córkę pytałam bawiącego się piłką Julka, kiedy ma następną lekcje, a on odpowiadał „nie wiem… Ale Leon ma teraz przerwę”. Totalny chaos! – wspomina Magda.

Magda podkreśla, że nie ma żalu do nauczycieli, bo ci znaleźli się w zupełnie nowej sytuacji i musieli się jakoś w niej odnaleźć.
- Weźmy takie lekcje wychowania fizycznego. Jak można prowadzić je zdalnie? Dlatego nie oceniam nauczycieli, którzy musieli wybrnąć z tej sytuacji i wystawić oceny – mówi.

Impuls

Zdalne nauczanie stało się jednak impulsem do tego, aby spróbować edukacji domowej. Zwłaszcza, że po sąsiedzku ma przyjaciółkę, która sama uczy własne dzieci i zachęcała ją do tego samego.

To ona mnie ośmieliła mówiąc, że to naprawdę jest to zrobienia – mówi Magda – Kiedy jednak zaproponowałam to dzieciom Leon odparł: „absolutnie nie”, Zosia miała wątpliwości. Pomyślałam wtedy: nie pakuję się w to. Ale wakacje nie dobiegły końca kiedy sami do mnie przyszli mówiąc, że jednak chcą spróbować. Była połowa sierpnia 2021 roku, ale ze wszystkim zdążyliśmy.

Znalazła szkołę, do której przepisała dzieci. Jak tłumaczy, teoretycznie mogłaby je zostawić w tej, do której chodziły, ale zależało jej, aby była to szkoła mająca duże doświadczenie właśnie w edukacji domowej.
- Choć ta szkoła w praktyce nas nie uczy to mamy wsparcie z jej strony – mówi Magda.

Tym sposobem została nauczycielką własnych dzieci: wówczas drugoklasisty, czwartoklasistki i szóstoklasisty.

Najłatwiej jak przyznaje szło jej z najmłodszym ze swoich uczniów.

Nauczanie początkowe jest najprzyjemniejsze, bo w największym stopniu można je realizować poza stołem. Kiedy uczyliśmy się o wagach Julek mógł brać do ręki i porównywać przedmioty o różnej wadze. W domu to żaden problem. O wielu rzeczach, nie tylko z Julkiem, rozmawiam tak po prostu, luźno, niekoniecznie przy stole, i niekoniecznie w czasie noszącym etykietę „teraz się uczymy”. Wykorzystuję różne okazje, aby przekazać im wiedzę i zdarza się, że kiedy mówię do dzieci „posłuchajcie”, albo „zobaczcie”, Leon mówi „O, mama zaczyna. Zacznie od wojny, a skończy na... pomarańczach” (śmiech).

Starszym omawiała kolejne tematy zachęcając ich, aby sami szukali dodatkowych informacji. W sieci znaleźli mnóstwo materiałów, z których korzystali.
- Są tam fajne, stworzone przez nauczycieli w czasie pandemii lekcje wirtualne, np. z historii. Leon słuchał ich siedząc na podłodze i układając klocki Lego Technic – mówi Magda.

Stara się, aby dzieci mogły w jak największym stopniu wykorzystywać swoje zainteresowania, dlatego Leonowi, który lubi rysować, kiedy przygotowywał się do egzaminu z historii zasugerowała, aby narysował portrety dwóch królów Polski: tego, który jego zadaniem był najlepszym władcą Polski i tego, którego uważa za władcę najgorszego. - Żeby to zrobić musiał wiedzieć nie tylko kiedy dany król władał, ale przede wszystkim co jako król zrobił lub czego nie zrobił. Przy tym wszystkim miał okazję połączyć to ze swoją pasją – mówi.

Geografia

- Kiedyś, kiedy Leon był jeszcze w V klasie i przerabiali na geografii ukształtowanie powierzchni Polski, pomyślałam, że fajnie by było, gdyby na papierze z narysowanymi konturami Polski wylepili plasteliną odpowiednimi kolorami niziny, wyżyny, góry... Nie sądzę, aby po takiej lekcji dziecko nie wiedziało np., że nad morzem gór nie ma i na jakim terenie samo mieszka – mówi.
- Przypuszczam, że niejeden nauczyciel uczący w szkole też ma takie czy inne pomysły, ale rezygnuje z nich, bo ich realizacja wymagałaby zbyt wiele zachodu. Może gdyby klasy były mniej liczne, to byłoby do wykonania? - zastanawia się.

Edukacja domowa jeszcze bardziej uświadomiła jej jak ważna jest nauka przez działanie.

W szkole te proporcje są inne, więcej się słucha i czyta – mówi. - Ale znów, nie winię nauczycieli. Bo to wypadkowa wielu warunków, jakie muszą być spełnione, aby się udało: przestrzeni, liczby uczniów, osobowości uczniów i wreszcie osobowości samego nauczyciela.

Wie też, że gdyby miała wrócić teraz do szkoły i uczyć, zdecydowanie trudniej byłoby jej stawiać oceny. I to nie tylko dlatego, że nauczanie to proces, który jest sprawą bardzo indywidualną.
Zauważyła, że starsze dzieci, które „zaznały” oceniania czasem kalkulują, że, aby dostać taką a taką ocenę wystarczy zrobić tyle a tyle.

Dlatego mam wrażenie, że to najmłodszy syn - Julek, nie „skażony” przeliczaniem wysiłku na ocenę, nie myślący o średniej, o ocenach na świadectwie, najwięcej skorzystał z naszej edukacji domowej. Bardzo pomogła mu np. w nauce czytania, bo mógł sam zdecydować kiedy chce sam czytać: rano, w południe, czy wieczorem, a właśnie wieczorne czytanie sprawia mu największą przyjemność - mówi Magda.

Dyscyplina

Jednym z większych wyzwań edukacji domowej jest samodyscyplina. Magda mówi, że dzieci szybko zrozumiały, że jeśli coś pominą, czegoś się nie douczą to zaszkodzą wyłącznie sobie samym. Choć ta refleksja nie pojawiła się od razu.
Starszy syn z lekkim wyrzutem powiedział jej kiedyś, że w domu musi robić wszystkie przykłady z podręcznika, a w szkole pewnie zrobiłby jeden przy tablicy a potem miałby spokój i mógłby np. porozmawiać z kolegą z ławki.
- Tłumaczę mu, na tym polega jego szansa – mówi Magda.

Nie uważa, aby dzieci korzystające z edukacji domowej były izolowane, traciły przez to umiejętność bycia w grupie.

To częsty zarzut w stosunku do edukacji domowej. Podczas nauki w domu dzieci faktycznie mają mniejszy kontakt z sytuacjami stresującymi, albo potencjalnie stresującymi. Ale czy to źle? Czy my dorośli świadomie narażamy się na stres, czy dążymy do tego, aby być w sytuacjach stresujących? - pyta.

Nie znaczy to, że hołduje wychowaniu bezstresowemu rozumianemu tak, że dziecko może robić wszystko co chce i wszędzie gdzie chce i nie ma potrzeby zwracania mu uwagi. Poza tym, że jest nauczycielką, jest też certyfikowaną trenerką pozytywnej dyscypliny.
- Wiem, że dla niektórych brzmi to jak oksymoron, a słowa dyscyplina i dyscyplinowanie kojarzą z rózgą tymczasem słowo to wywodzi się z łaciny i odnosi się do wiedzy, podążania za nauczycielem. W tej metodzie cenię to, że możemy osiągać to na czym nam zależy w zupełnie inny sposób niż kary, np. wspomniana już rózga.
W domowej szkole korzysta często z narzędzi tej metody, np. zadając dzieciom „pytania pełne ciekawości”.

Lekcje w domu zajmują im ok. trzech godzin dziennie. Nie licząc przerw, a te są różne, krótsze i dłuższe. - Kiedy Zosia chce potańczyć, mówię „dobra, idź”. Przecież w szkole też lekcje wf są czasem pomiędzy polskim a matematyką, a warto pamiętać, że w edukacji domowej nie ma wychowanie fizycznego. Podobnie jak plastyki, muzyki i techniki – mówi Magda.

Egzamin

Kiedy przygotowują się do egzaminów bywa, że uczą się w sobotę, a nawet niedzielę. Zdarza się to zwłaszcza wtedy, kiedy poprzednie dni były nieefektywne, bo ktoś był chory, albo wiedza po prostu nie wchodziła do głowy.

Egzamin z danego przedmioty zdaje się raz w roku, ale w dowolnym jego momencie.

Szkoła organizuje sesje egzaminacyjne, które trwają od piątku do niedzieli. Jednego dnia można przyjechać na część pisemną, drugiego na ustną, bo egzamin jest dwuczęściowy – mówi Magda.

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tego samego dnia zdać obydwie części, a nawet kilka egzaminów jeśli tylko jest się przygotowanym.

W naszej szkole można je zdawać w miejscach rozsianych po całej Polsce, ale my najbliżej mamy do Krakowa i Koszarawy, którą ukochaliśmy z całego serca. Poza tym korzystamy z możliwości indywidualnego umawiania się z egzaminatorem tam gdzie nam i jemu jest wygodnie – dodaje.

W minionym roku szkolnym Leon, Zosia i Julek zaczęli wakacje już 15 maja, bo wtedy zdali ostatni egzamin.

- Przyznam, że nie mając jeszcze doświadczenia trochę goniłam z materiałem, bo bałam się, że nie zdążymy ze wszystkim. Przerabialiśmy go blokami, czyli uczyliśmy się jednego przedmiotu i go zaliczaliśmy, a potem braliśmy się za następny. Język polski, w którym czuję się najlepiej, bo to przecież „mój” przedmiot, zostawiłam na sam koniec. W tym roku mam zamiar, zresztą zgodnie z sugestią jednej z egzaminatorek, zorganizować to inaczej. Tymi przedmiotami, które są ważne z punktu widzenia egzaminu tj. polski, matematyka, język obecny i ewentualnie jeszcze przedmiot dodatkowy, będziemy się zajmować systematycznie, żeby mieć z nim ciągły kontakt, a nie zdać i „zamknąć temat” do następnego roku.

Edukacja domowa zadomowiła się u nich na dobre i nie rezygnują z niej.
Magda, która pamięta doskonale jak myślała, że to szaleństwo, teraz mówi:

Odnalazłam w tym sens i może kiedyś, kiedy moje dzieci skończą już szkołę to będę uczyć cudze dzieci właśnie w domu.

Katarzyna Hołuj

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.