Mózg na wakacjach. Dlaczego urlop jest tak ważny dla psychiki?

Czytaj dalej
Fot. pixabay
Maria Mazurek

Mózg na wakacjach. Dlaczego urlop jest tak ważny dla psychiki?

Maria Mazurek

Jak wypoczywać, by zadbać o zdrowie psychiczne i czy rzeczywiście potrzebujemy do tego aż trzech tygodni urlopu? O mózg, urlop i skutki przepracowania pytamy psychiatrę z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, prof. Dominikę Dudek.

Czy wyjazd na wakacje to fanaberia rozpieszczonego, współczesnego człowieka z tej bogatszej części świata czy jednak - realna potrzeba?

Jeśli za fanaberię uznamy również ośmiogodzinny sen i regularne jedzenie posiłków, to można tak to nazwać. A tak serio: wakacje są nam potrzebne. Dla zdrowia fizycznego, ale również - może nawet przede wszystkim - psychicznego. To żadna fanaberia.

Jeszcze nie tak dawno temu człowiek jakoś się bez nich obchodził.

Jeszcze nie tak dawno temu człowiek nie był codziennie bombardowany taką mnogością bodźców, jak dzisiaj. Żyjemy w świecie, który wymaga od nas dużego tempa życia, pracy na pełnych obrotach, pośpiechu. Ciągły stres, obowiązki, wymagania w pracy - to wszystko odbija się na naszym zdrowiu. Trafia do mnie do ambulatorium wielu pacjentów, którzy boleśnie się o tym przekonali.

Z czym przychodzą?

To nawet nie są ludzie z jakimiś konkretnymi chorobami psychicznymi, ale tacy, którzy po prostu przestają radzić sobie z życiem. Są przeciążeni, poirytowani, łatwo wybuchają, mają problemy ze snem czy z koncentracją. I wyładowują się na bliskich - bo przecież w pracy na szefa nie wybuchną. W takiej sytuacji jedno z moich pierwszych pytań brzmi zawsze: A kiedy pan, pani ostatnio raz był czy była na wakacjach?

I co odpowiadają?

„Trzy lata temu”. „Pięć lat temu”. „Tak dawno, że nawet nie pamiętam”. Tymczasem badania jasno wskazują, że przepracowanie i brak wypoczynku mogą doprowadzić do wypalenia zawodowego, narastającej frustracji, konfliktowości. Naukowcy z The University of Occupational and Environmental Health w badaniach dowiedli również, że brak urlopów - albo wykorzystywania ich na inne niż wypoczynkowe cele - znacząco zwiększa zagrożenie depresją. Inne badania wskazują, że praca powyżej 55 godzin tygodniowo wiąże się też z większym - o 33 procent - ryzykiem udaru mózgowego. A były to potężne badania, przeprowadzane na grupie ponad pół miliona osób.

Co dzieje się z mózgiem podczas wakacji?

Mówiąc najprościej i kolokwialnie: resetuje się. Ale to nie znaczy wcale, że się nudzi. Przeciwnie. Zmiana środowiska i oderwanie od codziennych spraw są dla niego niezwykle orzeźwiające. W korze mózgowej - to ewolucyjnie najmłodsza część mózgu, która odpowiada między innymi za nasz intelekt, kreatywność, zdolność rozwiązywania problemów, logiczne myślenie - znajdują się różne sieci neuronalne. Niektóre z nich pracują na pełnych obrotach, gdy skupiamy na czymś uwagę, na przykład podczas pracy czy wykonywania jakichś innych obowiązków.

Ale jest też jedna szczególnie ciekawa sieć - nazywa się sieć stanu spoczynkowego - która aktywizuje się właśnie wtedy, gdy dajemy naszym myślom swobodnie błądzić, nie koncentrujemy się na niczym konkretnym, nie mamy żadnych zadań do wykonania. Czyli - na przykład - właśnie na wakacjach. Wydaje się, że właśnie pobudzenie tej sieci pozytywnie wpływa na kreatywność, pobudza nas do refleksji i spojrzenia z dystansu, pomaga nam odpowiedzieć sobie na pytania, których na co dzień sobie nie zadajemy. Poza tym większość zadań sieci stanu spoczynkowego związanych jest z inteligencją społeczną, będącą najważniejszą ewolucyjną zdobyczą człowieka.

Przychodzą do mnie pacjenci z problemem z koncentracją, snem, poirytowani. Zawsze ich pytam, kiedy ostatnio byli na wakacjach

Po urlopie wracamy więc nie tylko opaleni i wypoczęci, ale również - z lepszymi pomysłami?

Wakacje na pewno będą dobrze wpływały na naszą wydajność, kreatywność, motywację do pracy. Trudno jednak mówić o wypoczynku, gdy urlop poświęcamy na malowanie mieszkania czy załatwianie spraw w urzędzie. A to niestety częste. Niektóre firmy za granicą już zdecydowały się premiować pracowników za urlopy, pod warunkiem że ci udowodnią, że faktycznie wyjechali.

Powiedzmy, że rzeczywiście wyjechaliśmy. Ale czy to jest jednoznaczne z tym, że naprawdę wypoczniemy?

Niestety nie. Wielu z nas nie potrafi wypoczywać. Po pierwsze: często zabieramy pracę na wakacje. Mam pacjentów - to zazwyczaj biznesmeni - którzy kompletnie nie potrafią odciąć się, nawet na kilka dni, od służbowych obowiązków. Mają poczucie, że jak na chwilę puszczą sznurki, to firma zaraz się rozpadnie i będzie katastrofa. Więc niby jadą na wakacje z rodziną, niby leżą na tej plaży albo jedzą obiad w nadmorskiej tawernie, ale jednocześnie kompulsywnie sprawdzają służbową pocztę, odpisują na maile, wydzwaniają do pracowników. Wszystko muszą kontrolować. Mają też niemal obsesję, że znajdą się w miejscu poza zasięgiem telefonu komórkowego albo poza wifi.

Sprawa może wydawać się śmieszna, ale w literaturze naukowej jest już nawet opisany syndrom lęku przed znalezieniem się poza zasięgiem. To nie jest wypoczynek. To dodatkowy stres. Dla tych ludzi, ale też dla ich rodzin, które czują, że tata czy mąż - ten syndrom dotyka częściej mężczyzn, ale nie tylko ich - jest fizycznie z nimi, a jednocześnie tak, jakby wcale go tam nie było.

A skoro tak - to może oni robią coś źle?

Mogą pojawić się takie myśli. My oddziałujemy na ludzi wokół nas, przejmujemy od siebie nastroje, stres, lęki. Jeśli ktoś obok nas nie potrafi osadzić się w tu i teraz, nie czuje się dobrze - to i jakość naszego wypoczynku spada. Ale zabieranie pracy na wakacje to nie jest jedyny problem, jaki czasem mamy z wypoczynkiem.

Co jeszcze?

Jedziemy na wakacje nie tam, gdzie naprawdę chcemy i nie robimy podczas nich tego, o czym marzymy - tylko kierujemy się modą, otoczeniem, opiniami ludzi z zewnątrz. Na przykład marzymy o wyprawie pod namiot w Bieszczady, a męczymy się, leżąc nad basenem na all inclusive - bo wszyscy byli już w Egipcie, to ja też. Albo przeciwnie, mamy aktywnych znajomych, to zmuszamy się do trekkingów po górach albo innych sportów, mimo że wolelibyśmy w spokoju poleżeć na plaży z książką.

Długo panował pogląd, że potrzebujemy co najmniej dwóch, a najlepiej trzech tygodni wakacji, żeby wypocząć. Dziś naukowcy mówią: lepiej jeździć na krótsze urlopy, a częściej. Od długości zresztą ważniejsza jest jakość wypoczynku. A z nią mamy problem

No właśnie. Jaki rodzaj wypoczynku jest lepszy? Powinniśmy raczej plażować czy zwiedzać, jeździć na rowerze, zaznawać różnych przygód?

Słowo „powinniśmy” - szczególnie w kontekście wakacji - odłóżmy na bok. Każdy z nas wypoczywa inaczej. Jedni potrzebują wrażeń, nowych znajomości, przygód - inni spokoju. Jedni będą najlepiej wypoczywać na tropikalnej plaży, inni najlepiej zresetują się na Spitsbergenie. A jeszcze inni - znam takich ludzi - najpełniej wypoczywają, plewiąc rośliny na działce. Nie jest tak, że jakiś konkretny model czy kierunek jest lepszy. Ważne, żebyśmy chwilę posłuchali siebie i odpowiedzieli sobie na pytanie, co my chcemy robić. Mogę powiedzieć tylko o jednej przesłance: nasz mózg, nasza psychika, lubią zmienność.

Osoba, która siedzi przez osiem godzin w biurze wpatrzona w komputer i widzie ewentualnie jedną koleżankę, najpewniej - szczególnie, jeśli jest typem ekstrawertyka - lepiej niż w pustelni będzie czuła się na wyjazdach, gdzie pozna nowych ludzi, pośmieje się, poprzebywa z innymi. Analogicznie osoba, która na co dzień pracuje z ludźmi, spotyka ich mnóstwo, dużo mówi i dużo słucha - być może będzie potrzebowała ciszy, spokoju. Wiem po sobie, że pracując z wieloma ludźmi - pacjentami, studentami, innymi lekarzami - czasem potrzebuję wyjechać w Beskid Niski, po którym można wędrować cały dzień i nie spotkać dosłownie nikogo. Ale czasem lubię też pojechać za granicę z przyjaciółmi czy córkami, bo jednak jestem typem, który lubi ludzi, lubi z nimi przebywać i rozmawiać.

Mówi się, że aby porządnie odpocząć na wakacjach, trzeba do tego co najmniej dwóch, a najlepiej trzech tygodni. W pierwszym odłączamy się od bodźców, przestawiamy mózg na inne tory. Dopiero w drugim realnie wypoczywamy. Trzeci tydzień podobno fajnie poświęcić na oswajanie się z myślą, że trzeba będzie do pracy wrócić.

Długo panował taki pogląd, z niego zresztą wzięły się słynne wczasy pod gruszą - dodatkowe świadczenie wypłacane przez zakład pracy za wzięcie dwóch tygodni (ściślej: 10 dni roboczych) urlopu „w całości”. Tylko że najnowsze badania i obserwacje wskazują, że wcale nie potrzebujemy trzech ani nawet dwóch tygodni wakacji. Lepiej i zdrowiej jest wypoczywać nieco krócej, ale częściej. Nawet weekendowe wypady za miasto pozwalają naszemu ciału i psychice na realny wypoczynek i zmniejszają ryzyko wypalenia zawodowego.

Inna sprawa, że prawie każdemu z nas przysługuje 26 dni urlopu, ale jak przychodzi do wypisania wniosku o urlop, to część szefów okazuje niezadowolenie.

Mądry szef nie traktuje urlopu jako przywileju dla pracownika, a inwestycję w jakość jego pracy. To patrząc na sam bilans zysków i strat dla firmy. Bo o poszanowaniu praw pracownika i traktowaniu ich z szacunkiem nie muszę chyba wspominać. Wypoczynek jest naszym prawem i nie musimy czuć się winni, że przez jakiś czas nie będzie nas w firmie. Nie mamy też obowiązku robić niczego „na zapas”. Znam wielu ludzi, którzy przed wyjazdem na urlop pracują za trzy osoby, kończą na szybko jakieś projekty, domykają wszystkie sprawy.

„Dupogodziny” bywają bardziej męczące od intensywnej pracy. Kępiński pisał, że nuda jest blisko pośpiechu - to ten sam poziom stresu

Znam z autopsji. Pamiętam taką scenę: zaraz lecę na drugi koniec świata, pod domem czeka taksówka, która ma zawieźć mnie na lotnisko, a ja kończę jeszcze na szybko jakiś tekst.

Przeszło?

Oj tak, już dawno. Z wiekiem. Jednak czym człowiek starszy, tym mądrzejszy.

Nie zawsze. Ja do dzisiaj mam z tym problem. Przed urlopem - na własne życzenie - mam w zwyczaju dołożyć sobie pracy. Kompletnie bez sensu, tym bardziej że przecież wiem, z czym to się wiąże.

Z czym?

Ze stresem i z obniżoną jakością wypoczynku. Jeśli tuż przed wakacjami obciążamy się dodatkowymi obowiązkami, wszystko robimy na ostatni moment, to wkraczamy w ten czas z podwyższonym poziomem kortyzolu - to hormon, który uwalnia się, gdy jesteśmy napięci, w pośpiechu, przepracowani - i znacznie więcej czasu potrzeba nam, żeby zacząć faktycznie wypoczywać. Tym sposobem odbieramy sobie też dobre chwile przed samymi wakacjami - wiemy z prac naukowych, że już samo myślenie o wakacjach, czekanie na nie, cieszenie się nimi - relaksuje nas i przygotowuje na dobre chwile. Równie ważny jest zresztą mądry powrót z wakacji. Kapuściński pisał: Podróż nie zaczyna się, kiedy wyruszamy w drogę i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety.

Co znaczy: mądry powrót z wakacji?

To, żeby nie pakować się od razu w szaleńczy wir obowiązków. Nie chodzi oczywiście o to, żeby po powrocie z urlopu pozorować pracę, wyrabiać tak zwane „dupogodziny” - to zresztą bywa bardziej męczące od intensywnej pracy; Kępiński pisał o tym, że nuda tak naprawdę jest blisko pośpiechu - oba wiążą się z podwyższonym poziomem stresu. Chodzi mi raczej o to, żeby nie umawiać sobie na kolejny dzień po urlopie od razu 30 spotkań, nie starać się z marszu nadrobić wszystkich zaległości, bo w ten sposób bardzo szybko zapomnimy o tym że w ogóle byliśmy na wakacjach. I przez „zapomnimy” rozumiem nie tylko to że nasze ciało i psychika szybko przestaną być wypoczęte, ale również - dosłowne znaczenie tego słowa.

Czyli?

Kluczową rolę w tym, ile czerpiemy z wakacji, odgrywa pamięć, konkretniej: ilość wspomnień z tego dobrego czasu. A żeby te wspomnienia się utrwalały, musimy tymi wakacjami jeszcze trochę pożyć, powspominać je. Dobrym pomysłem jest zorganizowanie pokazu zdjęć dla znajomych, uporządkowanie pamiątek, być może sporządzenie jakichś notatek. To porządkuje i utrwala pamięć. Poza tym to również bardzo przyjemne, bo kto z nas nie lubi wracać myślami do podróży?

A co - zostawiając aspekt wypoczynku i regenerowania sił - dają nam podróże?

Rozwijają. Poszerzają horyzonty. Każda podróż czegoś nas uczy, z każdej wracamy mądrzejsi. Poznajemy inne miejsca, inne kultury, inne narody, a z drugiej strony - jednocześnie zauważamy, że ludzie, bez względu na rasę, narodowość, kulturę - są w gruncie rzeczy tacy sami. Tak samo kochają, tak samo się boją, tak samo drżą o swoich najbliższych. Mamy bardzo różne problemy, ale w gruncie rzeczy - te same potrzeby i lęki. Doświadczenie podróżowania uczy nas empatii, otwartości na drugiego człowieka. I pomaga spojrzeć na własne życie z innej perspektywy. Zazwyczaj okazuje się, że wcale nie mamy innym czego zazdrościć. To naturalna refleksja, jeśli podróżujemy poza Europę, do krajów mniej rozwiniętych. Ale i z miejsc, które są bardziej rozwinięte, zazwyczaj wracamy z refleksją, że u nas wcale nie jest gorzej, mniej pięknie, nudniej. Podróże uczą nas docenić to, co mamy.

Dominika Dudek

Psychiatra ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, kierownik Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, redaktor naczelna czasopisma „Psychiatria Polska” i organizatorka cyklu „Rozmowy o człowieku” w Polskiej Akademii Umiejętności.

Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.