"Montevideo". Walka z wszechobecnymi bilbordami

Czytaj dalej
Zofia Gołubiew

"Montevideo". Walka z wszechobecnymi bilbordami

Zofia Gołubiew

Szanowni państwo, ostatnio, podczas podróży „zakopianką”, spotkałam się z wyjątkowym paskudztwem. Albo ponure, zasłaniające widok ekrany, za którymi rzadko kryją się zabudowania, a raczej puste przestrzenie nie wiadomo dlaczego chronione. Albo koszmar reklamowy - bilbord za bilbordem, nieraz stłoczone tak, że zasłaniają się nawzajem, a przede wszystkim zasłaniają widoki.

Starsze osoby zapewne pamiętają, jak piękną widokowo trasą była „zakopianka”. Wijąca się wśród łąk, pól, brzegiem rzeki lub ponad nią. Zza zakrętu wyłaniał się las, czasem rozrzucone domy jakiejś wioski, kościółki, cmentarze.

W Klikuszowej sztuczny góral od iluż to już lat „łowi ryby” w oczku wodnym? Ale chyba tylko on jeden pozostał widoczny z przejeżdżających aut - większość pejzażu zniknęła za ekranami albo za reklamami.

Od wiosny zeszłego roku ogłoszony jest program Marszałka Małopolski, pod nazwą „Montevideo”, mający na celu likwidację na „zakopiance” szpecących reklam. Ale, jak słyszę, nie wszystkie gminy, przez które ta droga przebiega, zgodziły się uczestniczyć w projekcie. Przeciwne są Szaflary i Biały Dunajec - to jeszcze jeden przykład prywaty niektórych Podhalan, u których - jak wiadomo - „prawo się nie przyjęło”.

Ufajmy, że to się zmieni, że wszystkie gminy przygotują uchwały o przepisach krajobrazowych i znikną rozpraszające kierowców bilbordy, które zresztą niczemu nie służą! - kto bowiem kieruje się zamieszczonymi na nich informacjami? - chyba już prawie nikt.

Wjeżdżamy do Krakowa, a tu „reklamozy” ciąg dalszy. Także w centrum miasta. Choćby od lat zasłaniająca zabytkowy dom projektu Władysława Ekielskiego płachta wisząca na rogu Alej i ul. Piłsudskiego. Mimo wielokrotnych krytyk w mediach, spokojnie wisi nadal.

Może i tu jest kłopot z „przyjęciem się prawa”? Albo w sąsiedztwie gigantyczna reklama zasłaniająca fasadę hotelu Cracovia. O odsłonięcie tej fasady, jako cennego przykładu modernizmu, projektu Witolda Cęckiewicza, szła walka z prywatnym inwestorem, oskarżanym o nieczułość na estetykę, o paskudzenie przestrzeni wspólnej.

I co? - nadal a to piłkarze, a to modelki w ubiorach Zary, a dzieło architektury zasłonięte. Tak, jak zasłonięte są podkrakowskie i podhalańskie krajobrazy.

„Montevideo” znaczy „widzę góry”, oby dało się też oglądać dzieła architektury.

Zofia Gołubiew

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.